19.6 C
Nowy Jork
wtorek, 22 września, 2026

Buy now

spot_img
Strona główna Blog Strona 30

Raport WEI: Inwestycje zagraniczne w Polsce hamują.

0

Niepewna sytuacja w kraju zaczyna odstraszać zagraniczny kapitał.

Z danych GUS wynika, że inwestycje zagraniczne w III kwartale tego roku skurczyły się o 7,7 proc. Zdaniem ekspertów z Warsaw Enterprise Institute wpływ na zachowanie inwestorów ma wewnętrzna sytuacja w Polsce. W ostatnim czasie niepokój budzić mogły rządowe zapowiedzi repolonizacji banków, nowych obciążeń podatkowych, zwiększonych wydatków socjalnych, demontażu OFE oraz spadek notowań kursu złotego i zapowiedzi obniżenia polskiego ratingu. To przekłada się na niestabilność Polski w oczach inwestorów i zniechęca ich do lokowania kapitału nad Wisłą.

– W ostatnim czasie mieliśmy do czynienia z prawdziwym wysypem inwestycji związanych z sektorem automotive. O uruchomieniu fabryk w Polsce decydowali prawdziwi potentaci tego rynku, jak Daimler, Toyota, Volkswagen czy firma LG, która jest jednym z dostawców dla sektora automotive. Możemy mówić również o Bombardierze lub współpracy General Electric i Lufthansy. Widzimy, że największy światowy przemysł zdecydował o rozpoczęciu bądź o kontynuacji działalności w Polsce – mówi agencji Newseria Biznes Tomasz Pisula, prezes Polskiej Agencji Informacji Inwestycji Zagranicznych.

Dane GUS pokazują jednak, że w tym roku widać już wyhamowanie w zakresie wartości inwestycji dokonywanych w Polsce. W pierwszym kwartale br. inwestycje skurczyły się o 1,8 proc., zaś w drugim – o 4,9 proc. Dynamika spadków rośnie i już w trzecim kwartale tego roku spadek wartości inwestycji zagranicznych wyniósł już 7,7 proc.

Brytyjki „Financial Times” zwraca uwagę, że przepływy inwestycyjne polskich aktywów w marcu tego roku spadły aż o 34,32 mln dolarów (z poziomu 149,83 mln dol.) Zdaniem prezesa PAIiIZ przyczyną takiego stanu rzeczy może być niekorzystna w ostatnim czasie sytuacja makroekonomiczna na świecie, ogólny spadek koniunktury i ostatnie zawirowania polityczne w Unii Europejskiej.

– Podejrzewam, że chodzi raczej o dekoniunkturę i kłopoty polityczne w gospodarce całej Unii Europejskiej. O tym, jak wyglądała sytuacja w 2016 roku, będziemy tak naprawdę wiedzieli dopiero za kilka miesięcy, kiedy zobaczymy dane z całego roku – mówi Tomasz Pisula.

Szef polskiego biura funduszu CVC Capital Partners Krzysztof Krawczyk wskazuje jednak, że sytuacja ekonomiczna i gospodarcza na świecie ani zawirowania na globalnych czy europejskich rynkach nie wpływały dotychczas na potencjał inwestycyjny Polski. Skrajnym przykładem jest kryzys finansowy, w trakcie którego Polska była jednym z niewielu państw notujących przyrost PKB.

– Patrząc na ostatnie dwadzieścia lat, widzimy, że Polska przyciągała inwestycje zagraniczne, była istotnym ośrodkiem inwestycyjnym i zapewniała pewien komfort polskim przedsiębiorcom. Działo się tak nawet wówczas, kiedy cykl koniunkturalny w ujęciu globalnym spadał. W latach 2009–2011, kiedy świat zmagał się z kryzysem finansowym, Polska przeszła przez niego w miarę suchą stopą – zaznacza szef polskiego biura CVC Capital Partners, jednego z największych na świecie funduszy inwestycyjnych.

Jak wynika z raportu „Klimat dla inwestycji w Polsce. Diagnoza sytuacji, propozycje rozwiązań”, opracowanego przez think-tank Warsaw Enterprise Institute (WEI), do spadku inwestycji zagranicznych może się przyczyniać niestabilność wewnętrzna Polski. W ostatnich miesiącach spiętrzyły się zapowiedzi rządu dotyczące repolonizacji banków, nowych obciążeń podatkowych i zwiększonych wydatków socjalnych, które mogą skutkować niewypłacalnością budżetu. Inwestorów nie zachęca tym bardziej osłabienie notowań złotego i zastój na giełdzie, spowodowany m.in. zapowiedziami dotyczącymi rozmontowania OFE.

Autorzy raportu podkreślają, że przez ostatni rok atmosfera wokół inwestorów zagranicznych zagęściła się, m.in. przez oskarżenia o niepłacenie podatków przez duże sieci handlowe czy rabunkową prywatyzację wykorzystywaną przez zagraniczne firmy. Z drugiej strony mało było zapowiedzi i działań rządu, które mogłyby świadczyć o przychylności dla kapitału spoza Polski.

– O spadku poziomu inwestycji decydują przede wszystkim czynniki wewnętrzne. Stabilność Polski, jako środowiska inwestycyjnego, pogorszyła się, co powoduje, że inwestorzy odwlekają część projektów. Niestabilność prawa czy wprowadzanie bardzo szybkich zmian prawnych również skłaniają do refleksji inwestorów, którzy zastanawiają się, czy to oby na pewno dobry moment, skoro nie mają żadnej pewności co do otoczenia prawnego – wskazuje Krzysztof Krawczyk szef polskiego biura CVC Capital Partners, jednego z największych na świecie funduszy inwestycyjnych i właściciela spółki PKP Energetyka.

Autorzy raportu think-tanku Warsaw Enterprise Institute podają przykład właśnie tej spółki jako działania szkodliwego dla reputacji państwa. W wyniku przygotowywanej od dawna prywatyzacji spółka PKP Energetyka została w ubiegłym roku kupiona przez fundusz CVC Capital Partners, ale transakcja od początku była torpedowana. Tuż przez zawarciem wiążącego porozumienia wnoszono o wstrzymanie procesu, potem posłowie opozycyjnego wówczas PiS wnieśli sprawę do sądu, domagając się unieważnienia przedwstępnej umowy sprzedaży. Prokuratura odmówiła śledztwa, ale sprawa trafiła nawet do NIK, która uznała, że transakcja była w pełni legalna i nie budziła zastrzeżeń. Na tym jednak nie koniec problemów inwestora, bo we wrześniu br. PKP SA wniosła kolejny wniosek o stwierdzenie nieważności umowy sprzedaży.

Zdaniem przedstawiciela funduszu CVC Capital Partners polski rząd, aby nie zniechęcać zagranicznych inwestorów i polepszyć klimat inwestycyjny, powinien zadbać o koordynację działań. Strategia gospodarcza i działania rządu powinny być spójne z systemem prawnym i działaniami poszczególnych resortów czy urzędników.

– To kwestia koordynacji pomiędzy szczeblem egzekucyjnym, czyli rządem, który jest odpowiedzialny za realizowanie strategii, oraz szczeblem legislacyjnym – czyli tym, jak powstają ustawy, jak są konsultowane i czy są spójne ze strategią gospodarczą, którą ten rząd przyjął. Tutaj jest bardzo dużo do poprawy. Brak koordynacji widać też pomiędzy strategią Ministerstwa Rozwoju a poszczególnymi ministerstwami czy urzędnikami niższego szczebla – wskazuje Krzysztof Krawczyk.

Cezary Kaźmierczak, prezes zarządu Związku Przedsiębiorców i Pracodawców, zaznacza, że jeżeli tylko polski rząd zadba o prosty i przejrzysty system prawny i stworzy dobre warunki zarówno dla polskich przedsiębiorców, jak i zagranicznych inwestorów. Wówczas nie będą potrzebne żadne dodatkowe zachęty, aby w Polsce lokować inwestycje.

Jeżeli polski rząd stworzy polskim przedsiębiorcom dobre warunki do działania, to nie musi stosować już żadnych zachęt dla przedsiębiorców zagranicznych, bo wówczas oni sami przyjdą i chętnie będą tutaj inwestowali. Dobre warunki do działania oznaczają proste i przejrzyste prawo, szybkie sądy i szybkie tryb rozstrzygania sporów sądowych oraz prosty system podatkowy. Nie mówię tutaj o wysokości stawek, tylko o prostocie ich naliczania – podkreśla Cezary Kaźmierczak.

Od 2000 roku do Polski napłynęło w formie zagranicznych inwestycji ponad 10 mld zł. Jak wynika z danych Polskiej Agencji Informacji i Inwestycji Zagranicznych,  w ubiegłym roku zrealizowano 56 projektów inwestycyjnych, których wartość przekroczyła 766,9 mln euro. Natomiast do końca sierpnia tego roku PAIiIZ zakończyła już 38 projektów wartych 404 mln euro, które stworzyły 7,6 tys. miejsc pracy. Największymi inwestorami zagranicznymi w Polsce są firmy amerykańskie, niemieckie i francuskie.

Źródło: biznes.newseria.pl

Śródziemnomorskie smakołyki z Marco Ghia

0
WARSZTATY KULINARNE
Marco Ghia, szef Akademii Kulinarnej Whirlpool w Warszawie, ma przyjemność zaprosić na warsztaty kulinarne, których tematem przewodnim będą owoce morza. Warsztaty odbędą się 14 stycznia 2017, od 11:00 do 14:00, w Akademii Kulinarnej Whirlpool w Warszawie.

Informacje ogólne

Tym razem czeka Was wyjątkowa kulinarna podróż  z Marco Ghia nad wody Adriatyku, skąd będziecie mogli wyłowić wprost na swoje talerze kalmary, ośmiorniczki i małże św. Jakuba. Wspólnie z Marco odkryjecie najsmaczniejsze śródziemnomorskie przepisy z wykorzystaniem owoców morza. Marco obali mity głoszące, że ich przygotowanie to trudne i pracochłonne zajęcie. W końcu pierwszą zasadą kuchni włoskiej jest prostota!

Menu

  • Pieczone małże św. Jakuba z puree selerowym.
  • Krem pomidorowy z musem z mozzarelli di bufala i kalmarami.
  • Prosta sałatka z ośmiornicą i ziemniakami.
  • Spaghetti al cartoccio, czyli makaron zamknięty w pergaminie i zapieczony w piekarniku.

A wszystko to będziecie popijać kieliszkiem schłodzonego wina.

Dobrą zabawę gwarantuje Marco Ghia, a nowoczesne zaplecze kuchenne z niezawodnymi sprzętami do zabudowy – marka Whirlpool.

Do zobaczenia!

Konferencja: 14 stycznia,  11:00 do 14:00
Organizator:
Akademia Kulinarna Whirlpool
Miejsce: Akademia Kulinarna Whirlpool w Warszawie (Soho Factory, ul Mińska 25).
Kontakt:
Imię i nazwisko: Irmina Dzyr-Rainka
Firma: Akademia Kulinarna Whirlpool
Telefon: +48601289115
Email: irmina.rainka@akademiakulinarnawhirlpool.pl

W tym sezonie modne są klasyczne garnitury

0

Dominują kraty i odcienie granatu.

Styliści wytyczają nowe trendy w modzie męskiej – marynarki z klapą o szerokości 9,5 cm, spodnie zwężające się ku dołowi i widoczne 1,5 cm mankietu koszuli. Dominującą kolorystyką są wszystkie odcienie granatu, modne są również kraty i materiały z delikatnym deseniem. Elegancki mężczyzna powinien przełamywać klasykę dodatkami, nadającymi formalnym ubiorom świeżość oraz indywidualny charakter. Może to być stylowy szalik, poszetka, kapelusz bądź skórzane rękawiczki.

Obecne trendy nawiązują do klasyki, czyli klapa na standardowe 9,5 cm, która była, jest i w przyszłości również będzie modna. Co się tyczy spodni, to faktycznie na początku lat 90. panowie w Polsce nosili workowate spodnie, które były zdecydowanie za długie, obecnie trendem są spodnie, które zwężają się ku dołowi, ma to podkreślić sylwetkę – mówi agencji Newseria Lifestyle Paweł Zbucki, współwłaściciel marki Pitti Style.

Są również nowe trendy dotyczące długości rękawów koszuli.

Do niedawna marynarki przysłaniały mankiet koszuli, obecnie coraz częściej występującym standardem jest to, że koszula jednak wystaje 1,5 cm poza mankiet marynarki. W tej kwestii świetnym ambasadorem jest James Bond, który w ostatnich filmach w nienagannie skrojonych garniturach właśnie lansuje ten trend – mówi Paweł Zbucki.

W kolorystyce w modzie biznesowej króluje granat i wszelkie jego odcienie, od jaśniejszych, wchodzących wręcz w niebieski po ciemne granaty, antracyty, wręcz czernie. Wszystko zależy od tego, jaką funkcję pełni osoba nosząca dany garnitur, czy może sobie pozwolić na odrobinę ekstrawagancji, czy też nie.

Coraz częściej panowie decydują się na zakładanie krat czy materiałów z delikatnym deseniem. Na tych materiałach zwłaszcza widać kunszt uszycia garnituru. Są to bardzo ciekawe materiały, które pozwalają na uzyskanie efektu przestrzenności i trójwymiarowości. Nadaje to dodatkowej lekkości i głębi ubraniom i kolorom – tłumaczy Paweł Zbucki.

Idealny biznesowy wygląd to nienagannie skrojona koszula, świetnie dopasowany garnitur, który nie tylko pozwoli dobrze wyglądać na spotkaniach, lecz także zachować komfort przez cały dzień oraz stylowe dodatki.

– Panowie w Polsce coraz częściej pamiętają o poszetkach, oczywiście do garnituru warto zawsze założyć krawat. Natomiast takim polem, które jest pomijane w Polsce, to są chociażby rękawiczki skórzane, szaliki, kapelusze – rzadkie, natomiast mam wrażenie, że coraz częściej występujące, również parasole z ciekawym wykończeniem główki – wyjaśnia Paweł Zbucki.

Zdaniem stylistów prawnicy, biznesmeni czy pracownicy wyższego szczebla powinni zainwestować w swój wizerunek i nie kupować gotowych garniturów, tylko zamawiać w prywatnych pracowniach krawieckich.

– Modele kupowane od ręki z wieszaka to rzeczy w rozmiarach ustandaryzowanych. W szyciu na miarę cały kunszt polega na tym, że każdy parametr garnituru jest dostosowywany do klienta. Jak wiemy, nie każdy z nas ma idealną sylwetkę, garnitur szyty na miarę pozwala ukryć pewne mankamenty sylwetki, ewentualnie również podkreślić jej atuty. Istotny w szyciu na miarę jest wybór tkaniny i od tego tak naprawdę zaczyna się cały proces konfigurowania garnituru – podkreśla Paweł Zbucki.

Uszyte z odpowiednią dokładnością garnitury, koszule czy płaszcze można uzupełnić o poszetki, spinki czy szaliki, co pozwoli osiągnąć stan idealny: elegancję z odrobiną nonszalancji.

Przechodzimy do procesu personalizacji, może być garnitur z monogramem czy inne dodatkowe modyfikacje, jak chociażby kieszonka na cygaro, kieszeń na bilet lotniczy czy wzmacniane kieszenie na smartfony. Również jednym z kolejnych procesów jest wybór kontrastowych obszyć. Dość popularne wśród klientów jest wybieranie kontrastowego obszycia guzików i personalizacja podszewek – podkreśla Paweł Zbucki.

Źródło: www.lifestyle.newseria.pl

M. Morawiecki: branża meblarska to perła polskiej gospodarki.

0

Ma szansę stać się europejskim numerem jeden.

Według prognoz tegoroczna wartość eksportu mebli przekroczy 41,64 mld zł. Polskie firmy bardzo dobrze radzą sobie na zagranicznych rynkach. – To perła polskiej gospodarki, która z trzeciej pozycji może awansować na lidera – ocenia wicepremier Mateusz Morawiecki. Firma Forte, jeden z największych krajowych eksporterów, zamierza umocnić swoją pozycję i zainwestuje blisko 700 mln zł w nową halę magazynową, zakład produkcji płyt wiórowych i fabrykę mebli w Suwalskiej Specjalnej Strefie Ekonomicznej. Stworzy w regionie około tysiąca nowych miejsc pracy.

– Branża meblarska to perła polskiej gospodarki. Mamy dużą szansę odnieść na tym polu światowy sukces, dlatego prowadzimy politykę wspierania produkcji i wdrażania innowacji. Staramy się, aby branża meblarska miała jak najlepsze możliwości dotarcia na rynki zagraniczne. Dziś jesteśmy numerem trzy w Europie, ale za kilka lat mamy szansę być liderem. Głęboko w to wierzę – podkreśla w rozmowie z agencją Newseria Biznes wicepremier i minister rozwoju i finansów Mateusz Morawiecki, który pod koniec listopada wziął udział w uroczystości wmurowania kamienia węgielnego pod zlokalizowaną w Suwałkach nową fabrykę Forte SA.

Poznaj ofertę Polskiego producenta mebli https://www.wikimeble.pl/

Z prognoz firmy B+R specjalizującej się w analizach branży meblarskiej wynika, że wartość tegorocznego eksportu mebli przekroczy 41,64 mld zł (9,68 mld euro). Głównymi odbiorcami są Niemcy, Wielka Brytania i Czechy.

– Polskie firmy produkujące meble umieją sprostać wymaganiom rynku. Liczy się nie tylko dobre wzornictwo, serwis i wysoka jakość, lecz także elastyczność i umiejętność odpowiadania na potrzeby klientów. Trzeba być francuskim we Francji, niemieckim w Niemczech i polskim w Polsce – uważa Maciej Formanowicz, prezes zarządu Forte.

Fabryka Mebli „Forte” SA jest jednym z największych polskich eksporterów mebli. Sprzedaje swoje wyroby w 40 krajach świata poprzez sieć 4,5 tys. partnerów biznesowych. Za granicę trafia 82 proc. całej produkcji spółki. W ubiegłym roku wyniosła ona 3,5 mln sztuk mebli, a wartość sprzedaży sięgnęła 954 mln zł. Pozycję Forte na zagranicznych rynkach ma jeszcze umocnić nowa inwestycja. To jedno z największych przedsięwzięć polskiego przemysłu meblarskiego ostatnich lat.

– W segmencie mebli w paczkach jesteśmy europejskim liderem. Produkujemy ich bardzo dużo i sprzedajemy w większości za granicą. Perspektywy dla branży są bardzo dobre, stąd tak duża inwestycja. Chcemy zaspokoić rynek, który rośnie i będzie potrzebował dużych i elastycznych dostawców – mówi Maciej Formanowicz.

W Suwalskiej Specjalnej Strefie Ekonomicznej spółka wybuduje nową halę magazynową, zakład produkcji płyt wiórowych i fabrykę mebli wraz z infrastrukturą logistyczną. Cała inwestycja będzie oddawana do użytku stopniowo i zostanie w pełni ukończona w 2020 roku. Jej łączny koszt wyniesie około 700 mln zł.

– Zakładamy, że inwestycja powinna pozwolić nam zwiększyć obroty o około 100–200 mln euro i umożliwi produkcję płyt nowej generacji. Powstanie dzięki niej około tysiąca miejsc pracy w regionie Suwałk, co przełoży się na zmianę struktury zatrudnienia – mówi Maciej Formanowicz.

Część zatrudnianych w fabryce pracowników będzie kształcona w Zespole Szkół Technicznych i w Zespole Szkół Zawodowych nr 6 w Suwałkach, gdzie spółka prowadzi klasy patronackie, w których kształcą się kandydaci na pracowników europejskiego lidera produkcji mebli. Prezydent Suwałk Czesław Renkiewicz podkreśla, że to rekordowe w skali regionu przedsięwzięcie, które przełoży się na jego dynamiczny rozwój gospodarczy.

– To największa inwestycja w historii podstrefy suwalskiej. Korzyścią są nowe miejsca pracy i poprawa infrastruktury, a także podatki wpłacane do budżetu, m.in. podatek od nieruchomości, PIT i CIT, dzięki którym będzie można zrealizować inwestycje miejskie. Pojawienie się nowych firm napędza koniunkturę gospodarczą i rozwija całe miasto. Dlatego bardzo się cieszymy, że spółka Forte zdecydowała się zainwestować właśnie u nas – mówi Czesław Renkiewicz, prezydent Suwałk.

Po zrealizowaniu inwestycji spółka znacząco zwiększy swoją kontrybucję podatkową do budżetu miasta Suwałki z ok. 7 mln zł rocznie dziś (z tytułu podatków PIT, CIT i od nieruchomości) do ok. 17 mln zł.

Forte ma obecnie cztery nowoczesne zakłady produkcyjne zlokalizowane w Ostrowi Mazowieckiej, Suwałkach, Białymstoku oraz w Hajnówce. W trzech pierwszych kwartałach 2016 roku spółka sprzedała 2,9 mln sztuk mebli, zaś wartość sprzedaży wyniosła około 785 mln zł.

Źródło: biznes.newseria.pl

J.K. Bielecki: Polskie firmy coraz śmielej wychodzą na zagraniczne rynki.

0

Państwo powinno przejmować od nich część ryzyka.

W ciągu 25 lat wolności gospodarczej Polska zwielokrotniła wartość swojej wymiany handlowej, przeszła drogę od wyłącznie importera netto do liczącego się eksportera, a teraz polskie firmy sięgają po zagraniczne akwizycje. Jak podkreśla Jan Krzysztof Bielecki, producenci potrzebują wsparcia państwa w dzieleniu ryzyka, natomiast mniejsze firmy – odwagi w wychodzeniu poza rodzimy rynek. Konieczna jest też wspólna praca nad wizerunkiem produktów z logo „made in Poland”.

Jeszcze na początku 2000 roku wartość wymiany handlowej Polski z zagranicą była niższa niż 24 mld zł miesięcznie. Obecnie sięga 120 mld zł. Aż do lutego 2013 roku Polska była wyłącznie importerem netto – więcej za granicą kupowano, niż sprzedawano. Jednak od tej pory aż 23 miesięczne odczyty były na plusie, a w tym roku tylko raz – w sierpniu – saldo spadło poniżej zera. Po wzroście wymiany handlowej i zbudowaniu pozycji eksportowej pora jednak na kolejny krok: ekspansję zagraniczną polskich firm. Choć ta już trwa, to ekonomiści i przedsiębiorcy apelują o wsparcie państwa, by zwiększyć jej skalę.

 Polskie firmy coraz śmielej i coraz chętniej inwestują za granicą. Przez słowo „inwestują” rozumiem nie tylko budowanie placówek handlowych, które ułatwiają działanie na poszczególnych rynkach czy nawet kupowanie firm zajmujących się dystrybucją na rynku lokalnym, lecz także to, że nasze firmy zaczynają kupować producentów europejskich. W wyniku takiego przejęcia firmy europejskiej poprzez wysoką jakość zarządzania podnoszą też jakość działania firmy – mówi agencji informacyjnej Newseria Jan Krzysztof Bielecki, przewodniczący Rady Partnerów Ernst & Young Polska. – To bardzo cieszy, teraz potrzebujemy tylko jednej rzeczy – skali.

Jak podkreśla, w polskich firmach temat zarządzania finansowego jest często na wyższym poziomie niż w zagranicznych firmach rodzinnych. Jego zdaniem rola państwa w propagowaniu polskiej przedsiębiorczości za granicą polegać powinna nie tylko na wsparciu kapitałowym, bo takich pożyczek udziela już BGK, lecz także na dzieleniu ryzyka, czyli wzięciu współodpowiedzialności w razie ewentualnego niepowodzenia. A także na przekonywaniu partnerów, że polskie produkty to wysoka jakość. Podobnego zdania są producenci.

– Rynki zachodnie są już bardzo mocno zajęte, często polskie firmy szukają innych ryzykownych rynków, dlatego ważne są ubezpieczenia, żeby polskie przedsiębiorstwa nie ponosiły tak dużego ryzyka – mówi Jan Kolański, prezes zarządu Colian Holding, właściciela takich marek jak Jutrzenka, Goplana, Hellena czy Solidarność. – Państwo musi pomagać, a wielu branżach nawet wytyczać drogę, ale przede wszystkim ambasady, konsulaty powinny prowadzić analizy rynkowe. Bardzo ważne jest to, żeby firmy miały liczącą się pozycję w swoim segmencie produktowym.

W parze z budową wizerunku musi iść rzeczywista wysoka jakość produktów, bo tylko to daje szansę na zaistnienie marki. To wymusza na firmach inwestycje w technologie, czyli wiąże się z kosztami. Na razie polskie brandy przebijają się z trudem na zachodnich rynkach, mimo że kontrahenci polskich eksporterów je doceniają. Konsumenci jednak wciąż wiedzą o nich niewiele.

– Polska jako państwo funkcjonujące w Unii Europejskiej ma bardzo dobrą reputację, a nasz potencjał wytwórczy jest dobrze postrzegany. Dyplomacja ekonomiczna jest niezbędna na rynkach wschodzących, gdzie często partnerem firm są instytucje państwowe – zaznacza Jerzy Pietrucha, prezes zarządu Grupy Pietrucha, producenta specjalistycznych profili technicznych z PVC, wykorzystywanych w projektach z zakresu inżynierii lądowej i wodnej, m.in. przy budowie systemów przeciwpowodziowych. – Biorąc przykład z Niemców, Brytyjczyków, Holendrów czy Czechów, gdzie współpraca między państwem a biznesem jest bardzo bliska, my, jako przedsiębiorcy, oczekujemy wsparcia ze strony instytucji państwowych, które będzie służyło uwiarygodnieniu polskich przedsięwzięć na rynkach wschodzących.

Grupa Pietrucha, w której skład wchodziły do niedawna dwa zakłady produkcyjne w Polsce, niedawno sfinalizowała inwestycję greenfield na Filipinach, uruchamiając wspólnie z lokalnym partnerem fabrykę grodzic winylowych. Pietrucha Manufacturing Philippines to pierwszy projekt z zakresu inżynierii lądowej i wodnej powstający we współpracy polsko-filipińskiej.

Prezes Grupy podkreśla, że atutem polskich firm, często niedocenianym, jest nasze transformacyjne doświadczenie oraz brak kolonialnej przeszłości, który sprawia, że partnerzy z Azji czy Afryki nie mają negatywnych skojarzeń z naszym krajem. Jednak dla wielu przedsiębiorców problemem jest wkroczenie nawet na bliskie Polsce rynki.

– Jesteśmy członkiem Unii Europejskiej, nasze firmy mają dostęp do rynków całej Europy taki sam jak przedsiębiorcy z innych krajów europejskich. Nie ma żadnego powodu, żeby się tego bać – przekonuje prof. Witold Orłowski, ekonomista, rektor Akademii Finansów i Biznesu Vistula. – Pewnie mamy do czynienia bardziej z barierą mentalną, zwłaszcza w mniejszych firmach, które nie próbowały tego wcześniej niż z rzeczywistą wiedzą o trudnościach w ekspansji zagranicznej. To nie jest nic trudnego – tak samo łatwe jest sprzedawanie w Europie, jak w Polsce. Wyjście poza Europę jest bardziej skomplikowane, ale firma, która jest pewna swojego produktu i swoich umiejętności oraz sił, może sobie dać radę na każdym rynku.

Na temat internacjonalizacji polskich firm oraz ich szansach na zagranicznych rynkach eksperci, ekonomiści i przedsiębiorcy rozmawiali podczas dwudniowego Europejskiego Forum Gospodarczego, które po raz czwarty odbyło się w Łodzi.

Źródło: www.biznes.newseria.pl

Jak się nie dać windykacji?

0

Od kilku lat daje się zauważyć tendencja do narastającego zadłużania się Polaków. Lata 2015 i 2014 zostały ocenione pod tym względem jako rekordowe w stosunku do poprzednich. W roku 2015, wg danych Biura Informacji Kredytowej, udzielono około 7 milionów kredytów różnych rodzajów, wartych łącznie 79 miliardów złotych. Do tego dochodzą pożyczki udzielane przez instytucje pozabankowe, których spłacalność nie jest monitorowana przez BIK. Większość kredytobiorców jest dość ostrożna i racjonalna przy podejmowaniu decyzji kredytowych, również banki, pomimo zachęcających reklam, dążą do tego, by możliwie starannie oceniać potencjał klienta.

Niestety, nie wszystkim kredytobiorcom będzie dane spłacić swoje zobowiązania bez przeszkód, część straci pracę, przeszacuje swoje możliwości finansowe, lub też będzie musiała zmierzyć się z innymi problemami (choroba, nagły duży wydatek, nietrafiona inwestycja), które nie pozwolą im spać spokojnie.

Każdy bank ma obowiązek dbać o jakość portfela kredytowego, dlatego też banki dostrzegły konieczność pomocy ze strony wyspecjalizowanych firm windykacyjnych. Sposoby współpracy są dwa, pierwszy polega na tym, że bank zleca takiej firmie prowadzenie negocjacji i czynności prawnych w jego imieniu, jednak wciąż to bank jest wierzycielem. Drugi sposób opiera się na cesji wierzytelności, firma windykacyjna płaci bankowi za przejęcie portfela niespłacanych kredytów, staje się jego właścicielem, czyli wierzycielem wtórnym i prowadzi czynności podobne do powyższych, jednak we własnym imieniu; ma też dużo większą swobodę działania, nieskrępowana wytycznymi banku. Od kilku lat drugi sposób, oparty o cesję, zaczyna zdecydowanie dominować w branży windykacyjnej, jako atrakcyjniejszy dla obu stron.

Co w tym wszystkim może zrobić dłużnik? Bank i windykator jednogłośnie odpowiedzą „spłacić wszystko”. Nie zawsze jest to możliwe, a pożyczanie na spłatę długu wcale nie będzie rozwiązaniem problemu, a raczej jego pogłębieniem. Dodatkowo, część pracodawców bardzo niechętnie patrzy na pracowników poddanych egzekucji komorniczej, w niektórych przypadkach kończy się to zwolnieniem takiej osoby. Czasem zadłużenie jest kwestią sporną, w której klient, jako strona słabsza i mniej zorientowana w przepisach prawa, nie jest w stanie wiarygodnie umotywować swoich racji.

Rynek nie znosi próżni i dlatego po powstaniu firm skupujących i ściągających długi powstały również te, które zajmują się obroną praw i interesów dłużnika.

Ich pracownicy doskonale znają takie ustawy jak Kodeks Cywilny, Kodeks Postępowania Cywilnego, czy Ustawa o Upadłości Konsumenckiej, co również ważne, dobrze orientują się w orzecznictwie sądowym w tej płaszczyźnie. Współpracuję z osobami, które były zatrudnione w największych firmach windykacyjnych
– mówi Witold Bartnicki, właściciel wrocławskiej firmy pomagającej dłużnikom, prowadzący także biuro detektywistyczne – doskonale znają one  procedurę postępowania, dzięki ich pomocy udaje się poznać słabe strony wierzyciela, wykorzystać jego błędy i zaniedbania. W konsekwencji radykalnie poprawia się pozycja negocjacyjna dłużnika, w wielu przypadkach można w ten sposób doprowadzić nawet do oddalenia powództwa, czyli przegrania sprawy sądowej przez wierzyciela.

Działania te określa się mianem antywindykacji, spotyka się też pojęcie oddłużanie, które czasem jest rozumiane jako pożyczenie klientowi pieniędzy na spłatę jego starych długów.

Znaczącą wadą tej drugiej opcji jest to, iż odsunie ona w czasie problem dłużnika, ale nie rozwiąże go ostatecznie, dlatego lepiej, żeby dłużnik przeanalizował swoją sytuację, mocne i słabe strony swoje oraz wierzyciela, a potem z pomocą profesjonalnej firmy oddłużeniowej podjął szybkie  i skuteczne działania prawne.

Nie zajmujemy się ocenianiem klienta – podsumowuje wspomniany wyżej detektyw
– to, dlaczego się do mnie zgłasza, jakie kierują nim intencje; jest sprawą jego przekonań, sytuacji i celów życiowych. Zadaniem moim i zespołu jest profesjonalna pomoc, faktyczna i prawna, czyli właśnie antywindykacja, która sprawi, że roszczenia wobec dłużnika staną się bezzasadne, a (już były) dłużnik będzie mógł odzyskać płynność finansową i spokój.

Więcej informacji na temat windykacji znajduje się na stronie: http://oddluzanie.wroclaw.pl/

W przyszłym roku znacząco spadnie rentowność polskich banków.

0

To zmusza je do inwestycji obniżających koszty działania.

Ustawa dotycząca zwrotu części tzw. spreadów posiadaczom kredytów denominowanych we franku szwajcarskim, nowy podatek bankowy oraz malejące przychody z tytułu operacji kartowych powodują, że przyszłoroczna rentowność krajowych banków będzie znacznie niższa niż w bieżącym roku. Sektor bankowy potrzebuje więc inwestycji, głównie w IT, które spowodują, że niestabilne otoczenie nie będzie miało decydującego wpływu na sytuację instytucji finansowych. 

– Bankowość mobilna jest obecnie kluczowym obszarem działalności instytucji finansowych, który w dużym stopniu determinuje zakres ich działań – wskazuje w rozmowie z agencją informacyjną Newseria Biznes Mariusz Jurak, dyrektor zarządzający sektora bankowo-finansowego w spółce Sygnity SA. – Banki starają się zmieniać tego rodzaju usługi. Bardzo istotnym obszarem jest tzw. klientocentryczność, czyli zakres interakcji użytkownika z bankiem, przeprowadzanych przez niego operacji. Z tego wynika sposób, w jaki przygotowywana jest mobilna oferta, która musi być przede wszystkim dopasowana do potrzeb klienta.[sociallocker][/sociallocker]

Instytucje finansowe w przyszłym roku czeka spadek rentowności z 8 proc. szacowanych w bieżącym roku do nawet 3,5 proc. Powodem jest przygotowana w kancelarii Prezydenta RP ustawa dotycząca zwrotu przez banki części tzw. spreadów (różnic między kursem kupna a sprzedaży waluty) oferowanych posiadaczom kredytów denominowanych we franku szwajcarskim. Sektor bankowy w większym niż w tym roku stopniu zostanie także dotknięty nowym podatkiem od instytucji finansowych, który wszedł w życie 1 lutego bieżącego roku. Spadek przychodów wiązany jest również z malejącymi obrotami z tytułu operacji kartowych.

– Krajowy sektor finansowy w przyszłym roku stanie przed dużymi wyzwaniami – ocenia Mariusz Jurak. – Determinują one zmiany, które muszą nastąpić. Instytucje finansowe skupiają się obecnie na poprawie efektywności działania, zarówno w obszarach front-office, jak i back-office. To duże wyzwania na najbliższe lata. Szczególnie w sytuacji przyszłorocznego spadku rentowności.

W ocenie Mariusza Juraka najważniejszym wyzwaniem jest automatyzacja procesów oraz przegląd modelu biznesowego.

– Mają one bardzo duży wpływ na efektywność – uważa Mariusz Jurak. – Strategie, które do tej pory były stosowane, najczęściej wynikały z wieloletnich doświadczeń. W tej chwili zachowania rynków są znacznie trudniejsze do przewidzenia. Świat zmienia się już w zasadzie z roku na rok, przemianie ulegają także potrzeby odbiorców. Na pewno powinna być wprowadzona przez instytucje finansowe tzw. analityka predykcyjna danych, związana z możliwością przygotowywania ofert odpowiadających oczekiwaniom klienta.

Do tej pory banki skupiały się na rozwiązaniach dla klientów. Zdaniem eksperta instytucje finansowe zapomniały natomiast o procesach wewnętrznych. Tymczasem zastosowanie nowych technologii powinno być wielowymiarowe.

– Automatyzacja back office i informatyka dwóch prędkości zakładają modyfikację artykułu IT w dwóch równoległych podejściach dotyczących tradycyjnego modelu – wyjaśnia Mariusz Jurak. – Chodzi o zmiany istotne zarówno z punktu widzenia architektury banku, potrzeb związanych z regulacjami, wymagań ad hoc dotyczących systemów, których nie można szybko zmodyfikować. Drugie podejście zakłada zastosowanie tzw. metodyk zwinnych, które w pewnym sensie służą do tego, żeby eksperymentować, testować i współpracować z departamentami biznesowymi.

Źródło: biznes.newseria.p

Budowa domu – do czego potrzebny jest Geodeta?

0

Mając w planach budowę domku jednorodzinnego, często pierwszym krokiem na jaki się decydujemy jest zakup działki. Jako kupujący powinniśmy dowiedzieć się czy działka ma granice prawne, czyli czy były na niej wykonywane czynności geodezyjne (np. podziały, wznowienia) efektem czego są zastabilizowane znaki graniczne(np.  kamienie graniczne)

Pierwszą dokumentacją sporządzaną przez geodetę w procesie budowy domu jest „Mapa do celów projektowych”

Geodeta dokonuję aktualizacji mapy zasadniczej, którą dysponuje Ośrodek Dokumentacji Geodezyjnej i Kartograficznej.

Aktualizacja dotyczy zarówno działki przedmiotowej( czyli tej na której w przyszłości ma stanąć budynek) jak również obszaru w okól niej- pas co najmniej 30 metrów (chyba, że są przesłanki ku temu by obszar objęty aktualizacją był szerszy, np. uzbrojenie terenu znajduję się w większej odległości, wtedy należy zaktualizować większy obszar)

Więcej informacji na temat Budowa domu – do czego potrzebny jest Geodeta? znajduje się na stronie naszej firmy Geo-Line.  Zapraszamy

Facebook wprowadza nowe narzędzie do zakupów online.

0

Może się stać poważną konkurencją dla sprzedażowych gigantów

Facebook staje się internetową fabryką nowych produktów i usług – mówi Joanna Jałowiec, redaktor naczelna Proto.pl. Największy serwis społecznościowy wprowadził w październiku trzy nowe aplikacje, zarówno dla użytkowników indywidualnych, jak i dla biznesu. W tyle nie pozostają LinkedIn i Instagram, które również testują nowe funkcjonalności.

Najwięcej zmian w październiku odnotowaliśmy w serwisie Facebook, który powoli staje się internetową fabryką usług i produktów. Cały czas ulepsza funkcje zarówno dla nas, użytkowników, jak i dla biznesu – mówi agencji Newseria Biznes Joanna Jałowiec, redaktor naczelna serwisu Proto.pl.

W październiku Facebook zaprezentował aplikację Marketplace, która działa na podobnych zasadach co serwis Allegro i może się stać poważną konkurencją dla sprzedażowych gigantów. Narzędzie umożliwia kupowanie i sprzedawanie produktów za pośrednictwem serwisu społecznościowego. Na razie dostępne jest tylko w czterech krajach: Wielkiej Brytanii, Stanach Zjednoczonych, Australii i Nowej Zelandii. Jeśli się przyjmie, Facebook wprowadzi je w kolejnych państwach.

 Dzięki aplikacji Marketplace będziemy mogli wystawić na sprzedaż wybrany produkt, dołączyć do oferty zdjęcie oraz cenę. Co ciekawe, będziemy mogli też sami wyszukiwać produkty pod kątem lokalizacji, kategorii i ceny, oferty sprzedażowe pojawią się również na profilach użytkowników – mówi Joanna Jałowiec.

Serwis na początku ubiegłego miesiąca oficjalnie zaprezentował też nową aplikację Workplace, przygotowaną z myślą o firmach i przedsiębiorcach. To platforma do komunikacji, w której zamiast grona znajomych użytkownicy mogą wymieniać wiadomości z szefem i współpracownikami. Narzędzie ma ułatwić pracę w zespołach i podgrupach. Już na etapie testów aplikacja Workplace cieszyła się ogromnym zainteresowaniem, a z pilotażowej wersji skorzystało ponad tysiąc firm z całego świata.

– W aplikacji Workplace pracownicy mogą przesyłać wiadomości i dołączyć do grupowej rozmowy wideo lub audio. Dostępna jest także opcja automatycznego translatora rozmów. Co ważne, aplikacja działa na urządzeniach mobilnych, jest więc przydatna dla tych osób, które w danym momencie nie przebywają w pobliżu swojego służbowego komputera – mówi redaktor naczelna serwisu Proto.pl.

Komunikator firmowy Facebooka ma być konkurencją dla dostępnej na rynku aplikacji Slack. I podobnie jak on, jest płatny. Im więcej użytkowników będzie korzystać z aplikacji Workplace, tym opłata za jej użytkowanie będzie niższa. Amerykański gigant zapowiada, że nowe narzędzie będzie stopniowo wzbogacane o nowe funkcjonalności. Już teraz użytkownicy Workplace mogą korzystać m.in. z opcji prowadzenia rozmów wideo na żywo, wykresów i narzędzi analitycznych.

– Ciekawą opcją jest tworzenie grup pomiędzy firmami. W przypadku, kiedy kilka firm pracuje nad wspólnym projektem, ich pracownicy mogą się komunikować za pomocą Workplace. To sprytny sposób, ponieważ część wiadomości może być przeznaczona tylko dla pracowników danej firmy i niewidoczna dla innych – zauważa Joanna Jałowiec.

Ostatnią nowością są nowe funkcje dla stron firmowych na Facebooku. Według statystyk korzysta z nich ponad 60 mln przedsiębiorstw na całym świecie, a przegląda je nawet miliard osób. W październiku amerykański gigant poszerzył je o nowe funkcjonalności.

– Facebook cały czas stara się ulepszyć kontakt pomiędzy biznesem a użytkownikami. Ostatnio wprowadzone opcje pozwalają nam na przykład przeglądać menu w restauracji i zamówić wybrane dania albo umówić się do SPA poprzez stronę firmową na Facebooku – mówi Joanna Jałowiec.

W minionym miesiącu zmiany wprowadził również serwis LinkedIn, specjalizujący się w kontaktach biznesowych i przeznaczony dla tych, którzy świadomie dbają o swoją karierę zawodową. Platforma pozwala nie tylko promować markę osobistą i rozszerzać sieć kontaktów, lecz także szukać pracy. W październiku LinkedIn wprowadził opcję, która umożliwia poszukiwanie nowej pracy tak, aby nie dowiedział się o tym dotychczasowy pracodawca. Po zmianie ustawień użytkownika dane konto zobaczą wyłącznie rekruterzy innych firm, a pozostanie ono ukryte dla współpracowników. Nowe funkcjonalności testuje obecnie również Instagram.

– Instagram, na który dotychczas mogliśmy wrzucać zdjęcia, testuje nową funkcję Go Insta. Dzięki niej użytkownicy będą mogli przeprowadzać na swoich profilach relacje live wideo i pokazywać różne ciekawe rzeczy z miejsca, w którym się znajdują – mówi Jałowiec.

Źródło: biznes.newseria.pl

Polscy przedsiębiorcy patrzą na Azję i Afrykę.

0

Polskie firmy coraz odważniej radzą sobie na rynkach zagranicznych, nie tylko jako eksporterzy produktów, lecz także jako podmioty zakładające filie, oddziały i sieci dystrybucyjnych. Zdaniem Macieja Grabowskiego, byłego ministra środowiska i wiceministra finansów, a obecnie dyrektora ds. programowych Europejskiego Kongresu Finansowego, ta zmiana jakościowa wymaga większego wysiłku, ale też rodzi większe perspektywy. Konieczne jest jednak wsparcie państwa.

– Do tej pory to rynek europejski był tym głównym kierunkiem ekspansji polskich firm. Z jednej strony można powiedzieć, że eksport przez ostatnie dwadzieścia parę lat zwiększył się dwudziestokrotnie, jest to wielki wysiłek i wielki sukces polskich przedsiębiorstw – mówi agencji informacyjnej Newseria Inwestor Maciej Grabowski, dyrektor ds. programowych Europejskiego Kongresu Finansowego, były minister środowiska.– Natomiast w tej chwili przechodzimy już do nowego etapu, już nie jest czysty eksport, ale wchodzenie kapitałowe, przejmowanie firm, zakładanie nowych firm za granicą, tworzenie sieci dystrybucyjnych za granicą. To jest zdobywanie nowych rynków znacznie trudniejsze, ale też z większymi szansami na sukces w przyszłości.

Tego typu inicjatywy wydają się tym cenniejsze, że klasyczny eksport zaczyna tracić impet na rzecz importu wspieranego przez większe dochody konsumentów. Z poniedziałkowych danych NBP o bilansie płatniczym wynika, że we wrześniu saldo wymiany handlowej Polski było po raz trzeci z rzędu ujemne po 10 miesiącach salda dodatniego. To oznacza, że wymiana handlowa zacznie obciążać wzrost PKB zamiast go wspierać. Widać to po wynikach III kwartału: ze wstępnych danych GUS wynika, że polska gospodarka urosła w tym czasie jedynie o 2,5 proc. To wyraźnie mniej od oczekiwanych – i tak bardzo skromnych – 2,9 proc.

Jak podkreśla Grabowski, najważniejszy jest fakt, że zarówno po stronie przedsiębiorców, jak i po stronie administracji publicznej, która w tej chwili zaczyna proponować nowe instrumenty wsparcia, jest wola wspólnego działania.

– Przede wszystkim podejście jest takie, żeby polskie firmy miały te same warunki konkurowania na rynkach obcych jak firmy niemieckie, francuskie czy szwedzkie. Tu nie chodzi tylko o zabezpieczenie kredytów kupieckich przy transakcjach eksportowych, lecz także o informacje. Informacja dotycząca innych rynków jest cały czas uważana przez przedsiębiorców za niewystarczającą – podkreśla Grabowski. – Chodzi o wykształcenie w naszych placówkach dyplomatycznych przekonania, że to przedsiębiorca jest tak naprawdę najważniejszym ambasadorem Polski i że trzeba współpracować z tym przedsiębiorcą, ułatwiać mu życie, ułatwiać mu wchodzenie na nowe rynki, bo każdy rynek jest inny.

Obecnie w strukturze polskiego eksportu wciąż dominuje strefa euro, a zwłaszcza Niemcy, które po sierpniu nawet umocniły swój udział do 27,4 proc. Następne w kolejności Czechy sprowadzają zaledwie jedną czwartą tej wartości. W pierwszej dziesiątce nie ma ani jednego kraju pozaeuropejskiego, a spoza Unii jest jeden: Rosja, z którą obroty i tak uległy zmniejszeniu po wprowadzeniu wzajemnych embarg. Ta sytuacja ma się jednak zmienić.

– W tej chwili rzeczywiście widać, że przede wszystkim rynki azjatyckie typu Singapur, Tajlandia, Wietnam, ale też Iran stały się bardzo tutaj wiele razy wymienianym krajem jako kraj, do którego polscy przedsiębiorcy chcą ekspandować w tym kierunku. Czy kraje Zatoki Perskiej jak najbardziej – wskazuje Grabowski. – Myślę, że jakbyśmy się spotkali za 3–4 lata, to byśmy już rozmawiali nie o tych kierunkach, tylko byśmy już mogli mówić o sukcesach polskich przedsiębiorstw na tych rynkach, które wydają się w tej chwili jeszcze dosyć egzotyczne.

Źródło: inwestor.newseria.pl

Stay connected

0FaniLubię
67,110ObserwującyObserwuj
14,700SubskrybującySubskrybuj