19.6 C
Nowy Jork
wtorek, 22 września, 2026

Buy now

spot_img
Strona główna Blog Strona 29

Pan Tadeusz i Wyborowa docenione przez Superbrands

0

Aż dwie marki z portfolio Wyborowa Pernod Ricard otrzymały pod koniec 2016 roku prestiżowe wyróżnienia Created in Poland Superbrands 2016/17. Tytułem nadawanym markom z polskimi korzeniami najchętniej polecanym przez konsumentów zostały uhonorowane marki Pan Tadeusz oraz Wyborowa w kategorii alkoholi wysokoprocentowych. Wódce Pan Tadeusz przyznano także wyróżnienie Superbrands 2016/17. To już kolejny raz, kiedy produkty Wyborowa Pernod Ricard znalazły się w elitarnym gronie najlepszych marek na polskim rynku.  

Najbardziej cieszy, kiedy tworzone przez nas marki są doceniane przez konsumentów. A gdy do tego uznania dołączymy poparcie ekspertów czujemy się naprawdę dumni – powiedział Mikołaj Szymborski, Vodkas Marketing Manager, Wyborowa Pernod Ricard. To zaszczyt znaleźć się w gronie najbardziej docenianych i autentycznych marek na polskim rynku – a jednocześnie dowód na to, że nasze działania idą w dobrym kierunku, a codzienna praca nad zaufaniem i wiarygodnością w oczach konsumentów spotyka się z uznaniem – dodaje.

Wysokie standardy Wyborowa Pernod Ricard 

Wyborowa Pernod Ricard już po raz 28 od 2005 roku została wyróżniona z ramienia Superbrands. Tytuły Superbrands przyznawane są w wyniku badania konsumenckiego popartego opinią niezależnych ekspertów. Badanie należy do największych w Polsce i prowadzone jest wśród 15 000 konsumentów a ocenie podlega ponad 2000 firm. Superbrands należy do najbardziej wiarygodnych badań oceniających wizerunek marek w Polsce i na świecie. Wyróżnione w badaniu marki tworzą elitarne grono firm o najsilniejszej pozycji na rynku.

Organizacja Superbrands powstała w Wielkiej Brytanii 22 lata temu i od tamtej pory  wyłania najlepsze marki funkcjonujące na lokalnych rynkach. Aktualnie działa w ponad 80 krajach. W Polsce jest obecna od 12 lat. Jej celem jest promocja idei brandingu poprzez identyfikację, nagradzanie i opisywanie studium przypadków marek oraz firm, które osiągnęły silną pozycją na rynku.

Wyborowa – oryginalna Polska Wódka

Wódka Wyborowa w 100% wpisuje się w definicję oznaczenia geograficznego „Polska Wódka”, który gwarantuje polskie pochodzenie składników, rodzimą produkcję
i tradycyjną jakość. Proces tworzenia Wyborowej począwszy od zebrania surowców, aż po produkcję odbywa się w Polsce. Aby zapewnić najwyższą jakość narodowego trunku, Wyborowa wykorzystuje do produkcji krystalicznie czystą wodę, która zostaje poddana dodatkowemu procesowi demineralizacji, spełniając w ten sposób definicję produktu najwyższej jakości.

O Panu Tadeuszu

Pan Tadeusz to jedna z najlepiej rozpoznawalnych marek spośród wódek premium. Wprowadzona na rynek równolegle z premierą filmu „Pan Tadeusz” Andrzeja Wajdy, szybko zyskała rzesze zwolenników nie tylko w Polsce, ale również za granicą. Pan Tadeusz to wódka, która w mistrzowski sposób łączy w sobie staropolskie receptury z nowoczesnymi metodami destylacji. Jest arcydziełem polskiej sztuki gorzelnictwa, o szlachetnym i łagodnym smaku, spełniającym wymogi definicji Polskiej Wódki. W sklepach dostępne są również dwa warianty smakowe – Pan Tadeusz Przepalany i Pan Tadeusz Aronia.

Informacje o Grupie Pernod Ricard

Grupa Pernod Ricard zajmuje drugie miejsce na świecie w branży win i wyrobów spirytusowych. W roku obrotowym 2016 Grupa wygenerowała skonsolidowaną sprzedaż w wysokości 8 682 mln euro, a jej historia sięga 1975 r., kiedy to doszło do fuzji dwóch podmiotów: Ricard i Pernod. Od tamtego czasu Grupa nieustannie się rozwija, bazując zarówno na wzroście organicznym, jak i przejęciach. Najważniejsze przejęte spółki do tej pory to: Seagram (w 2001 r.), Allied Domecq (w 2005 r.) i Vin&Sprit (w 2008 r). Pernod Ricard może poszczycić się jednym z najznakomitszych portfeli marek w swoim sektorze, a należą do nich m. in. wódka Absolut Vodka, pastis Ricard, Ballantine’s, Chivas Regal, Royal Salute i whisky The Glenlivet Scotch oraz Jameson Irish, koniak Martell, rum Havana Club, dżin Beefeater, likiery Kahlúa i Malibu, szampany Mumm i Perrier- Jouët, a także wina Jacob’s Creek, Brancott Estate, Campo Viejo, Graffigna i Kenwood. Pernod Ricard zatrudnia około 18 tysięcy pracowników i jest organizacją zdecentralizowaną, działającą poprzez sześć „spółek markowych” (ang. Brand Companies) i 85 „spółek rynkowych” (ang. Market Companies) funkcjonujących na każdym kluczowym dla Grupy rynku. Pernod Ricard silnie angażuje się na rzecz zrównoważonego rozwoju biznesu oraz zachęca klientów do odpowiedzialnej konsumpcji. Strategie i aspiracje Pernod Ricard opierają się na trzech kluczowych wartościach, które są mottem dla rozwoju Grupy, a są to: duch przedsiębiorczości, wzajemne zaufanie oraz silne poczucie odpowiedzialności etycznej. Spółka Pernod Ricard notowana jest na giełdzie Euronext (Pasek informacyjny: RI; kod ISIN: FR0000120693) oraz należy do indeksu CAC 40.

Wyborowa Pernod Ricard to część globalnego holdingu Pernod Ricard, obecnego na ponad 80 rynkach świata. W Polsce Grupa Pernod Ricard jest obecna od połowy lat 90-tych, początkowo jako dystrybutor marek międzynarodowych. W 2001 roku holding podjął strategiczną decyzję o nabyciu Polmosu Poznań, a wraz z nim marki Wódka Wyborowa. 2008 roku podczas integracji z V&S Grupa Pernod Ricard stała się właścicielem kolejnych lokalnych marek wódki, takich jak Wódka Luksusowa, Pan Tadeusz, Siwucha i Polska. Na polskim rynku firma koncentruje się na dynamicznym rozwoju międzynarodowych marek w segmencie premium oraz na wzmacnianiu portfela wódek lokalnych. 

Źródło: biznes.newseria.pl

Catering jednym z najszybciej rosnących sektorów w gastronomii. Wart jest 4,5 mld zł.

0

Usługi cateringowe są jednym z najbardziej perspektywicznych sektorów wycenianego na 18,5 mld zł rynku gastronomicznego. Wartość tego segmentu to ok. 4,5 mld zł i rośnie o ok. 3 proc. rocznie. Konkurencja na rynku jest silna, więc firmy szukają nisz w już istniejących segmentach, jak catering dietetyczny, eventowy czy szkolny. Sprostać temu mogą tylko największe i operatywne podmioty.

– Krajowy rynek usług cateringowych mimo stosunkowo młodego wieku, bo to raptem kilkunastoletnia historia, jest stosunkowo duży – ocenia w rozmowie z agencją informacyjną Newseria Biznes Damian Wiatrak, dyrektor zarządzający w firmie Deli Catering. – Ma bardzo istotne znaczenie dla rynku gastronomii, bo według naszej oceny wpływa na gusta kulinarne Polaków.

Usługi cateringowe są jednym z najsilniejszych sektorów rynku gastronomicznego. Według portalu Horeca.net wartość całej branży szacowana jest na blisko 18,5 mld zł, z czego catering odpowiada już za 4,5 mld zł. Wartość tylko zamówień świątecznych wynosi około 40–50 mln zł, a ich dynamika wzrostu to blisko 3 proc. rocznie.

Kierunek rozwoju rynku usług cateringowych wyznaczają oczekiwania klientów. Do niedawna większość imprez świątecznych odbywała w przestrzeni firmowej. W ostatnim czasie zauważalny jest jednak trend polegający na przenoszeniu takich eventów na zewnątrz. Zamówienia dotyczą nie tylko dużych imprez korporacyjnych, lecz także organizowanych przez małych i średnich przedsiębiorców. Często oprócz samych dań potrzebują oni kompleksowej obsługi imprezy, a więc także obsługi kelnerskiej, zastawy stołowej, oferty napojów i alkoholi czy dekoracji oraz oprawy artystycznej. Takie zlecenia mogą przyjąć tylko nieliczne podmioty.

– Konkurencja jest bardzo duża – mówi Damian Wiatrak. – Mimo dużych gabarytów, które ten rynek już osiągnął, widzimy jednak na nim potężne nisze do zagospodarowania. Na tej bazie budujemy przewagi rynkowe. Oceniamy, że sektor czeka także konsolidacja.

Obecnie, poza kilkoma znaczącymi graczami, segment usług cateringowych jest bardzo rozproszony, szczególnie w regionach. Ze względu na bariery sprzętowe i logistyczne, możliwości rozwoju wielu mikroprzedsiębiorstw są mocno ograniczone, co może utrudniać realizację zamówień według oczekiwań klientów biznesowych.

 Konsolidacja spowoduje to, że firm będzie zdecydowanie mniej, nastąpi swoiste przetasowanie – prognozuje Damian Wiatrak. – Słabsi gracze odpadną, silniejsi będą się łączyć w większe, kooperacyjne projekty.

Rynek cateringowy podzielony jest na kilka segmentów. To przede wszystkim usługi eventowe, imprezowe, przedszkolne, szkolne, stołówkowe, oraz szpitalne. Segmentacja rynku jest już od dawna, więc firmy poszukują nisz w ramach poszczególnych segmentów i raczej w jakości proponowanych usług.

– Jednym z segmentów jest catering dietetyczny, tzw. pudełkowy, obecnie bardzo popularny, ponieważ zmieniają się preferencje kulinarne Polaków oraz dostęp do usługi gastronomicznej na co dzień – wskazuje Damian Wiatrak. – Z racji tego, że konsumenci są coraz bardziej zabiegani, zapracowani potrzebują kogoś, kto dostarczy im zestaw żywieniowy, począwszy od śniadania poprzez lunch, skończywszy na kolacji, może podwieczorek czy deser. Pudełkowy catering dietetyczny zapewnia taką usługę.

Eksperci oceniają, że rynek usług cateringowych czekają jeszcze lata dynamicznego rozwoju. Podobną drogę przechodziły inne bardziej rozwinięte rynki.

 Na rynkach zagranicznych usługi cateringowe istnieją od kilkudziesięciu lat, w związku z czym są one dużo bardziej dojrzałe aniżeli w Polsce – wyjaśnia Damian Wiatrak. – Przekłada się to również na dużo większe wydatki, jakie konsumenci ponoszą na usługi cateringowe. To pozwala nam przypuszczać, że rynek w Polsce jest w dalszym ciągu na etapie wzrostowym.

Źródło: biznes.newseria.pl

Media społecznościowe stawiają na firmy.

0

Nowe funkcjonalności Instagrama i Snapchata pomogą w reklamie i zwiększaniu sprzedaży.

Komercjalizacja mediów społecznościowych postępuje – podkreśla Joanna Jałowiec, redaktor naczelna portalu PRoto.pl. Serwisy wprowadzają nowe funkcjonalności, które pozwolą firmom skutecznie zwiększać sprzedaż. W kierunku e-commerce zmierza m.in. Instagram. Umożliwienie markom tagowania produktów sprawi, że klientom będzie łatwiej dokonać zakupu. Również na Snapchacie nowe rozwiązanie umożliwi prowadzenie w kanale kampanii reklamowych.

 Instagram proponuje nowe funkcjonalności, które są obecnie testowane w Stanach Zjednoczonych przez 20 wybranych firm sprzedażowych. Firmy będą mogły tagować produkty i dodawać ich szczegółowe opisy. Dzięki temu użytkownicy będą mieć ułatwione zadanie, jeśli spodoba im się jakiś produkt i będą chcieli go kupić – mówi agencji Newseria Biznes Joanna Jałowiec, redaktor naczelna portalu PRoto.pl.

Jak podaje serwis Independent, Instagram staje się katalogiem produktów, spada liczba publikowanych postów, rośnie natomiast oprócz liczby zwykłych użytkowników także liczba reklamodawców. Nowa funkcja, którą obecnie testuje Instagram, ma usprawnić proces sprzedażowy. Dotychczasowy przymus szukania informacji w różnych miejscach sprawiał, że decyzja o zakupie przeciągała się i jedynie nieco ponad 20 proc. transakcji kończyło się w ciągu jednego dnia.

 Eksperci komentują, że z jednej strony było to do przewidzenia, ponieważ i tak większość mediów społecznościowych otwiera się na opcje związane z reklamą. Z drugiej strony pojawiają się głosy, że zwrot Instagrama w kierunku reklam może w jakiś sposób zrujnować serwis, który do tej pory był przeznaczony jednak przede wszystkim do prezentacji zdjęć użytkowników – ocenia redaktor naczelna PRoto.pl

Zmiany istotne z punktu widzenia marketerów wprowadza też Snapchat. Dotychczas ze względu na brak możliwości śledzenia efektów firmy nie prowadziły w tym kanale kampanii reklamowych.

 Teraz Snapchat proponuje nowe funkcje, które pozwolą na automatyczny monitoring znikających zdjęć i filmów, które publikuje dana marka. Firma będzie mogła sprawdzić m.in. ile razy dana treść została otwarta i obejrzana. Snapchat proponuje też narzędzie Talent Scout, które pozwala na dotarcie do najbardziej aktywnych i wpływowych użytkowników sieci społecznościowej – zaznacza Jałowiec.

Ostatnie miesiące w mediach społecznościowych przynoszą coraz więcej inicjatyw skierowanych do firm. Postępująca komercjalizacja jest już stałym trendem.

– Messenger wprowadził grupowe rozmowy wideo, stając się tym samym konkurencją dla Skype’a. Ta przydatna funkcja była dostępna w komunikatorze Facebooka już w kwietniu 2015 roku, ale wówczas jedynie z opcją rozmowy jeden na jeden. Teraz wideorozmowy może prowadzić jednocześnie 50 osób, przy czym transmisję live może prowadzić 6 uczestników tej rozmowy – mówi Joanna Jałowiec.

Dotychczas istniało już kilka rozwiązań do grupowych wideorozmów. Taką funkcję oferuje Skype, także Google Hangouts. Użytkownicy iPhone’ów mogą zaś korzystać z grupowych rozmów przez Facetime. Nowe rozwiązanie Messengera ma być zaś narzędziem uniwersalnym i sprawdzić się w biznesie, oprócz zwykłych użytkowników Facebooka będą z niego prawdopodobnie korzystać pracownicy korporacji.

Rozwój cyfrowej rzeczywistości postępuje tak szybko, że nie nadążają za nim nawet światowi giganci tacy jak Facebook. „The Wall Street Journal” poinformował, że serwis Marka Zuckerberga przez dwa lata zawyżał statystyki publikowanych na portalu materiałów wideo. Do statystyk nie wliczał wszystkich odsłon materiałów, które trwały mniej niż 3 sekundy. W efekcie łączne czy średnie dane czasu odtworzeń filmów były zawyżone nawet o 60–80 proc.

– Facebook obiecuje poprawić sposoby mierzenia wyświetleń materiałów i oprze się w tym zakresie na pomocy firm zewnętrznych, m.in. Nielsen Audience, która wesprze serwis swoimi narzędziami i będzie raportować dane dotyczące wyświetleń. Powstała też specjalna strona Metrics for Your Information, na której będą się pojawiać aktualizacje dotyczące zmian w narzędziach pomiarowych. Co więcej, Facebook stworzył specjalną grupę roboczą, w której zasiądą przedstawiciele portalu, klienta oraz specjaliści branżowi i wspólnie będą się zastanawiać nad tym, jak ulepszyć narzędzia do pomiaru skuteczności reklam – mówi Jałowiec.

Facebook, Microsoft, Twitter i YouTube łączą też siły w walce przeciwko terroryzmowi. Internetowi giganci pracują wspólnie nad zbudowaniem bazy zdjęć i filmów wykorzystywanych do rekrutowania ludzi do organizacji terrorystycznych – informuje theverge.com. Podejrzane treści nie będą automatycznie usuwane z platform, ale zostaną poddane analizie przez każdą z firm, by ustalić, czy nie naruszają ich polityki.

 Pod adresem tych serwisów już wcześniej padały oskarżenia, że robią zbyt mało, by przeciwdziałać rozpowszechnianiu w ich kanałach komunikacji treści propagandowych różnych organizacji terrorystycznych. Między innymi Twitter został oskarżony o to, że zbyt wolno usuwa posty ISIS. W tym roku Unia Europejska wywarła presję na dużych graczach rynku internetowego i firmy zobowiązały się do usuwania w ciągu 24 godzin treści, które zawierają mowę nienawiści albo propagandę – podkreśla Joanna Jałowiec.

Źródło: biznes.newseria.pl

Doda założyła firmę produkującą filmy.

0

Chce robić męskie kino

Po debiucie aktorskim Doda postanowiła zająć się produkcją filmową. Twierdzi, że jest miłośniczką męskiego kina i takie filmy będą powstawać w założonej przez nią wytwórni. Gwiazda nie rezygnuje jednak z kariery muzycznej, niedawno premierę miał teledysk do singla „Kopiuj, wklej” nagranego z zespołem Virgin. 

Doda wróciła do zespołu Virgin w lecie tego roku, po blisko 10 latach przerwy. Na początku listopada ukazała się nowa płyta grupy, zatytułowana „Choni”, którą promują single „Niebezpieczna kobieta”, „Kopiuj, wklej” i „Hard Hearth”. Niedawno premierę miał teledysk do rockowej ballady „Kopiuj, wklej”, w którym Doda pokazała zupełnie nowy image. Wokalistka twierdzi, że chciała w ten sposób położyć akcent na historii opowiedzianej w teledysku, a nie na swoich stylizacjach.

– Na pewno nie zobaczycie tam koronkowego body, wręcz przeciwnie, pierwszy raz w życiu występuję w dżinsach w teledysku, więc jestem w szoku, podejrzewam, że tak jak większość moich fanów. Pewnie dlatego ma już milion odsłon – mówi Doda agencji informacyjnej Newseria Lifestyle.

W tym roku gwiazda spróbowała swoich sił także w nowych rolach. Zadebiutowała jako aktorka w spektaklu „Słownik Ptaszków Polskich” wystawianym na deskach warszawskiego teatru IMKA, w którym wcieliła się w postać dziewczyny z przedmieść o imieniu Andżelika. Założyła również firmę producencką, która zajmować się będzie kinematografią. Wokalistka twierdzi, że będzie produkować filmy o zróżnicowanej tematyce.

Ja raczej mam męski gust, czyli takie kino męskie. Oprócz tego, że imam się aktorstwa i jestem piosenkarką, to również od tej drugiej strony, producenckiej, będę starała się rozwijać ten rynek – mówi Doda.

Podkreśla, że jako producentka zamierza współpracować z najlepszymi filmowcami w Polsce i stworzyć topowy zespół ludzi. Już myśli o obsadzie swojego pierwszego filmu jednego z aktorów poznała na planie nowego programu TVP2 „Mów mi Mistrzu”. Jego uczestnicy muszą się wcielić w określone postacie, niemal do ostatniej chwili nie wiedzą jednak w jakie.

– Tam był fantastyczny aktor, który świetnie sobie poradził w improwizacji, jak go zobaczyłam, to od razu zadzwoniłam do mojego kolegi producenta, mówię: „Musimy go wziąć do filmu, on się świetnie sprawdzi jako pilot samolotu”. Mogę tyle powiedzieć, że o tym będzie film kolejny  – zdradza Doda.

Wokalistka brała udział w pierwszym odcinku programu „Mów mi Mistrzu” wraz z Karolem Strasburgerem i Andrzejem Młynarczykiem. Zwyciężyła liczbą 61 głosów na 100 możliwych, wcielając się w postać damy.

Źródło: lifestyle.newseria.pl

Obroty agencji zatrudnienia rosną.

0

Przyszły rok upłynie pod znakiem zmian w prawie.

Coraz większy popyt na pracowników i ich rosnące wynagrodzenia sprawiają, że firmy pośrednictwa pracy notują wyższe obroty. Rynek rośnie o ok. 20 proc. i należałoby się spodziewać takich wyników również w 2017 roku – wskazuje Krzysztof Jakubowski, wiceprezes Stowarzyszenia Agencji Zatrudnienia. Na przyszły rok zapowiadane są jednak zmiany w prawie, które mogą wpłynąć na tempo rozwoju. Podobnie jak nieco wolniejszy wzrost PKB.

Ten rok wyglądał bardzo dobrze, zanotowaliśmy duże przyrosty. Spodziewamy się, że całkowity przyrost rynku wynosi ok. 20 proc. – wskazuje w rozmowie z agencją Newseria Biznes Krzysztof Jakubowski, wiceprezes Stowarzyszenia Agencji Zatrudnienia.

Jak wynika z danych innej organizacji reprezentującej branżę, Polskiego Forum HR, agencje zatrudnienia należące do tej organizacji notują wzrost obrotów, choć nie jest on tak dynamiczny jak w poprzednich latach. W III kwartale obroty przekroczyły 1 mld zł i były wyższe o 16 proc. w ujęciu rocznym.

Wpływ na wzrost obrotu firmy z zakresu pośrednictwa pracy mają z reguły dwa czynniki. Przede wszystkim klienci zamawiają więcej pracowników, bo mają większe zapotrzebowania na swoje usługi czy na wytwarzane przez siebie towary. Z drugiej strony wzrasta wartość wynagrodzenia takiego pracownika – analizuje Krzysztof Jakubowski.

Prognozy dotyczące utrzymania tempa wzrostu obrotów branży stoją jednak pod znakiem zapytania

Widzimy, że prognozy przyrostu PKB są trochę niższe niż te, które były zakładane. Różnice są znaczne, bo ok. 1 pkt proc. Wydaje się jednak, że w II połowie roku należy się spodziewać wzrostu stopy bezrobocia – mówi Jakubowski.

Bezrobocie w listopadzie wyniosło 8,2 proc. Dobra sytuacja na rynku pracy była pochodną szybkiego wzrostu gospodarczego, przede wszystkim w pierwszej połowie roku. Trzeci kwartał przyniósł spowolnienie wzrostu (do 2,5 proc. PKB).

Narodowy Bank Polski ocenia, że wzrost gospodarczy w 2016 roku z 50-proc. prawdopodobieństwem znajdzie się w przedziale 2,5–3,4 proc., a w 2017 roku 2,6–4,5 proc. Rząd zakłada wzrost PKB w 2017 roku na poziomie 3,6 proc. W ocenie ekonomistów dynamika wzrostu raczej nie przekroczy 3 proc.

Jeszcze w I połowie roku będziemy jechali siłą rozpędu, natomiast potem bezrobocie może trochę wzrosnąć – ocenia Krzysztof Jakubowski. – W pierwszej kolejności odczują to pracownicy najmniej wykwalifikowani, którzy będą mogli być zastąpieni przez maszyny albo ci którzy wykonują prace najprostsze, najmniej zaangażowane i są redukowani przez pracodawców w pierwszej kolejności.

Kolejnym czynnikiem wpływającym na branżę mogą być zmiany w prawie. Pierwsze zmiany wprowadzone zostaną już od stycznia. To wyższe minimalne wynagrodzenie dla umów o pracę (do 2 tys. zł brutto) i minimalna stawka za godzinę pracy na kontrakcie cywilno-prawnym (13 zł od 2017 roku).

Poza tym trwają prace nad nowymi regulacjami dotyczącymi pracowników tymczasowych. Według ekspertów mogą one wpłynąć na mniejszą atrakcyjność takiej formy zatrudniania dla pracodawców. Jedna z propozycji zakłada, że dany pracownik nie będzie mógł pracować dla jednego pracodawcy dłużej niż 18 miesięcy w okresie kolejnych 36 miesięcy. Dziś ten limit jest taki sam, jednak sposób sformułowania przepisu zostawia pracodawcom pewną furtkę. Proponowane są także nowe wymagania dla agencji pracy tymczasowej, które mają wyeliminować z rynku nieuczciwe podmioty.

Źródło: biznes.newseria.pl

Dzieci spędzają średnio około 18 godzin tygodniowo w internecie.

0

W sieci czeka na nie sporo zagrożeń.

Ponad połowa dzieci w wieku 10–15 lat ma urządzenia mobilne z dostępem do internetu. Większość regularnie korzysta z mediów społecznościowych i aplikacji. Tymczasem każde, nawet pozornie niewinne zachowanie, jak zdjęcie opublikowane na Instagramie czy film wrzucony na YouTube, może nieść ze sobą poważne konsekwencje. Grupa On Board Think Kong w przygotowanym przez siebie poradniku „Dzieci na fejsie” wskazuje, jakie zagrożenia czyhają na dzieci w sieci.

Choć najmłodsi deklarują, że od poniedziałku do piątku spędzają w sieci średnio po 2 godziny, a w weekendy dwukrotnie dłużej, rzeczywista liczba godzin spędzanych w sieci może być znacznie większa. Dzieci są też bardziej narażone na niebezpieczeństwo.

– W mediach społecznościowych na dzieci, ale nie tylko, czeka bardzo dużo niebezpieczeństw związanych przede wszystkim z kilkoma ważnymi obszarami, które poruszyliśmy w poradniku „Dzieci na Fejsie” – mówi agencji Newseria Biznes Agnieszka Rutkowska, social media manager Grupy On Board Think Kong. – Jednym z nich jest kwestia prywatności danych, ale też prywatności w znaczeniu, czy rzeczywiście wiemy, kim jest osoba, z którą rozmawiamy. W mediach społecznościowych przy rejestrowaniu kont nie trzeba przesyłać żadnych skanów dowodu czy jakiegokolwiek dokumentu, który potwierdzałby, czy konta zakładane są rzeczywiście na istniejące osoby. Dlatego można z góry założyć, że nie zawsze one są prawdziwe.

Większość serwisów społecznościowych, m.in. Facebook, nie pozwala na zakładanie konta przez osoby, które nie ukończyły 13 lat. To jednak tylko teoria, bo przy rejestracji wystarczy podać datę urodzenia, która w żaden sposób nie jest weryfikowana. Średnio każdy użytkownik Facebooka ma ok. 150 znajomych, nie wiadomo jednak, czy dana osoba jest rzeczywiście tym, za kogo się podaje.

– W momencie, w którym publikujemy jakiekolwiek zdjęcia lub filmy w mediach społecznościowych, tracimy nad nimi kontrolę. Musimy więc bardzo uważać na to, co one przedstawiają i czy aby na pewno chcielibyśmy, żeby publiczność większa niż tylko nasi znajomi widziała te materiały – zaznacza ekspertka.

Ryzykowne jest ciągłe meldowanie się na Facebooku, prowadzenie transmisji na żywo czy wrzucanie zdjęć na Instagram, zwłaszcza z wakacji. To jasny sygnał dla złodziei, że dom stoi pusty.

 Często mamy potrzebę chwalenia się np. nowo kupionymi rzeczami: samochodem czy urządzeniem domu. Publikując zdjęcia dóbr materialnych w sieci, automatycznie wysyłamy sygnał, że się wzbogaciliśmy. Jeśli przy okazji dajemy znać, że jesteśmy na wakacjach, łatwo połączyć te dwa fakty i jeśli ktoś chciałby nas okraść, to więcej informacji nie potrzebuje – przestrzega Agnieszka Rutkowska.

Z badania SW Research „Hejt w sieci” wynika, że ponad połowa z nas zetknęła się z hejtem w internecie. Niemal tyle samo uważa, ze fala nienawiści może skrzywdzić lub ośmieszyć inne osoby. Co czwarty padł ofiarą hejtera, a 10 proc. badanych obraża innych. Często problem z hejtem mają osoby dorosłe. Jeszcze trudniej jest dzieciom poradzić sobie z taką sytuacją.

– Niebezpieczeństwo związane z mediami społecznościowymi polega też na tym, że jest bardzo dużo zawiłości technicznych, które mogą zwłaszcza dzieci wprowadzić w pewne zakłopotanie, w którym łatwo jest namówić je np. do zapłacenia za usługę, która nie powinna być płatna. Pojawiają się linki, gdzie wystarczy się zalogować, żeby coś uzyskać. Ani my, ani dzieci nie czytamy regulaminów, które stoją za takimi superatrakcjami. Dlatego często zapisujemy się na płatną usługę otrzymywania SMS-ów, które ściągają pieniądze z konta – podkreśla przedstawicielka Grupy On Board Think Kong.

W mediach społecznościowych można znaleźć niemal wszystko. Jeśli dziecko szuka danej informacji, znajdzie ją. Łatwo dołączy do grupy zrzeszającej osoby mające wspólne zainteresowania. Jeśli to np. sport, to nie ma powodów do obaw, ale można dołączyć także do grup promujących anoreksję czy platform z wymianą sposobów na popełnienie samobójstwa. Żadne medium społecznościowe nie blokuje takich treści z automatu. Rodzice często nie zdają sobie sprawy z tego, jakie możliwości, ale i jakie zagrożenie niosą ze sobą social media. Jak mówi Rutkowska, Poradnik „Dzieci na fejsie” ma skłonić do refleksji i pomóc zrozumieć zagrożenia.

– Naszym celem było zainspirowanie rodziców, żeby lepiej zapoznali się z funkcjonowaniem mediów społecznościowych. Absolutnie nie chcemy powodować, żeby dzieci nagle przestały być tam obecne, a rodzice zaczęli ograniczać im dostęp do internetu. Jeśli już mamy świadomość, że dziecko istnieje w mediach społecznościowych, to musimy wiedzieć, z czym to się wiąże, jakie są obowiązki, ale jakie też są przywileje wynikające z tej obecności – podkreśla Agnieszka Rutkowska.

Źródło: biznes.newseria.pl

Kosmetyki ekologiczne nie dają natychmiastowego efektu.

0

Mogą się również nie sprawdzić w przypadku alergików.

Kosmetyki ekologiczne zyskują coraz większe uznanie konsumentów, nie zawierają bowiem parabenów, silikonów, surowców z roślin genetycznie modyfikowanych i sztucznych barwników. Pomagają w regeneracji skóry, łagodzą podrażnienia i stany zapalne. Na efekty działania ekokosmetyków trzeba jednak poczekać nieco dłużej niż przy stosowaniu produktów konwencjonalnych. Przy ich wyborze szczególną ostrożność muszą też zachować alergicy, bo choć mogłoby się wydawać, że biokosmetyki powinny być im bardziej przyjazne, niż te chemiczne, to często jest odwrotnie.

– Kosmetyki ekologiczne w swoim składzie mają wyciągi roślinne z upraw ekologicznych, czyli kontrolowanych. Oczywiście nie powinny one zawierać parafiny, parabenów i żadnych innych składników chemicznych. Dlatego przy wyborze danego kosmetyku radziłabym popatrzeć na certyfikaty, bo to one nam mówią, czy produkt jest ekologiczny, czy zawiera te wyciągi roślinne, czy nie – mówi agencji Newseria Lifestyle Monika Mantewka, główny szkoleniowiec Douglas Polska.

Kosmetyki ekologiczne powinny zawierać przynajmniej 95 proc. wyciągów roślinnych. Dlatego też nie zawsze mogą się one sprawdzać u alergików. Jeżeli ktoś reaguje alergicznie lub nadwrażliwie na określone składniki naturalne, na przykład na zioła czy cytrusy, musi się liczyć z tym, że ich obecność w produktach kosmetycznych może także wywołać uczulenia.

–  Jeżeli ma się jakieś alergie, to nie należy już na wstępie wykluczać produktów ekologicznych, trzeba je po prostu przetestować, sprawdzić. Wiele firm, które proponują nam produkty ekologiczne, w swoim składzie stosuje bowiem takie składniki roślinne, które się świetnie sprawdzają nawet w chorobach skórnych. To jest na przykład lukrecja, olejek kukui, olejek arganowy – wyjaśnia Monika Mantewka.

Zdaniem dermatologów kosmetyki naturalne pozwalają pozbyć się wielu problemów. Ich działanie koncentruje się przede wszystkim na przywróceniu równowagi w skórze i wsparciu jej naturalnych funkcji oraz regeneracji

Działają przeciwzapalnie, antybakteryjnie, antyseptycznie i uspokajają skórę. W wielu krajach (np. olejek karanja w Indiach) stosowane są już od wieków na choroby skórne. Mimo że jest to naturalny produkt, to świetnie się sprawdza również w przypadku alergicznej, atopowej czy trądzikowej skóry – tłumaczy Monika Mantewka.

Ekologiczne kosmetyki są przeważnie bardziej skoncentrowane, a oleje roślinne i olejki eteryczne działają dodane już w niewielkich ilościach. Nie można jednak oczekiwać natychmiastowych efektów, bo skóra musi się najpierw odzwyczaić od kosmetyków chemicznych.

– Jest to pewien styl życia, pewna ideologia, bo oczywiście nie traktowałabym ich jako najlepszych na rynku produktów, ale na pewno dla pań, które mają taką właśnie filozofię życia, to na pewno są to wspaniałe rzeczy – dodaje Monika Mantewka.

Źródło: lifestyle.newseria.pl

Unia Europejska chce zakazać geoblokowania konsumentów.

0

W Polsce robi to blisko 89 proc. internetowych sklepów.

Geoblokowania na stronach zagranicznych e-sklepów doświadcza nawet 74 proc. polskich internautów. Z drugiej strony, Polska należy do grona państw, w których sprzedawcy najczęściej stosują taką praktykę. Odsetek handlowców, którzy blokują regionalnie swoich klientów sięga 89 proc. Zdaniem europosłanki Róży Thun osłabia to konkurencję, hamuje rozwój przedsiębiorstw i przekłada się na niski poziom zadowolenia klientów. Dlatego Unia Europejska pracuje nad przedłożonym w maju projektem, który wprowadza zakaz geoblokowania konsumentów.

Geoblokowanie w klasycznym rozumieniu oznacza blokadę wejścia na stronę internetową sprzedawcy. Przykładowo, jeśli Polka chce zrobić zakupy w niemieckim e-sklepie, ten może zablokować jej dostęp. Geoblokowanie może też przybierać formę odmowy płatności polską kartą albo wymóg rejestracji adresu w danym kraju – tłumaczy w rozmowie z agencją informacyjną Newseria Biznes Joanna Popielawska, starszy analityk ds. europejskich w Polityka Insight.

W definicji Komisji Europejskiej geoblokowanie to praktyka handlowa, która polega na zablokowaniu klientowi dostępu do strony internetowej przez wzgląd na jego lokalizację albo przekierowaniu go na stronę lokalną, z inną ofertą. Według szacunków, geoblokowanie w różnych formach stosuje od 28 do 63 proc. e-sklepów, które oferują swoje towary i usługi mieszkańcom Wspólnoty. Europosłanka Róża Thun wyjaśnia, że jedną z głównych przyczyn stosowania tej praktyki są różnice legislacyjne w poszczególnych państwach Unii Europejskiej i obawy sprzedawców dotyczące komplikacji podatkowych.

W krajach Europy obowiązuje różne prawo. Dla małych i średnich przedsiębiorców barierą są odmienne procedury i stawki VAT. Niektórzy chcą zachować rynki zróżnicowane cenowo, co oznacza że w poszczególnych państwach oferują niższe lub wyższe stawki i nie chcą, aby kupujący mogli dokonywać wyboru. Innych blokują wysokie koszty dostarczania przesyłek za granicę.  Prawo konsumenckie, choć częściowo zharmonizowane, wciąż jest odmienne w każdym z państw europejskich. Sprzedawcy muszą je znać, aby w razie sporu móc rozstrzygnąć go zgodnie z prawem obowiązującym w danym kraju. Dlatego czasami wolą nie sprzedawać i nie dostarczać towarów mieszkańcom innych państw – mówi europosłanka Róża Thun.

Dane pokazują, że geoblokowanie stosuje aż 84 proc. sprzedawców z państw, które weszły do UE po 2004 roku. Dotyczy to w szczególności Bułgarii, Rumunii, Chorwacji, Czech, Słowacji, Węgier, Słowenii, Litwy, Łotwy i Estonii, a także Polski. W krajach „starej piętnastki” tą praktykę stosuje 66 proc. handlowców. Ograniczenia sprzedaży przybierają głównie formę braku możliwości dostarczenia zamówionego towaru lub usługi za granicę (52 proc.) albo odmowy przyjęcia płatności zagraniczną kartą płatniczą (również 52 proc.). Sytuacja wygląda bardzo podobnie również z perspektywy konsumentów.

Państwa, które później wstępowały do Unii Europejskiej, są blokowane znacznie częściej, niż kraje  Europy Zachodniej. Możliwe, że wiąże się to z zamożnością konsumentów lub z wciąż jeszcze mniejszym zaufaniem do naszego rynku – mówi europosłanka Róża Thun.

Mieszkańcy wschodniej Europy są blokowani w sieci częściej, niż ci z zachodnich krajów Wspólnoty. Najczęściej dotyka ono właśnie obywateli państw „nowej trzynastki”. W Polsce doświadcza tej praktyki 71-74 proc. internautów. Natomiast odsetek polskich sprzedawców, którzy blokują regionalnie swoich klientów wynosi 88-89 proc.

Polacy najczęściej spotykają się z odmową dostarczenia towaru lub usługi. Często zdarza się też odmowa zaakceptowania polskiej karty płatniczej – mówi Joanna Popielawska.

Potwierdzają to wyniki badań przeprowadzonych przez Politykę Insight, z których wynika że 48 proc. konsumentów skarży się na odmowę dostarczenia do Polski zakupów dokonanych w zagranicznym e-sklepie. Drugą barierę stanowi cena transportu (42 proc.), która niejednokrotnie przewyższa wartość zamówionego towaru bądź usługi. Jedna piąta konsumentów (21 proc.) nie mogła natomiast  zapłacić za zakupy polską kartą płatniczą. Autorzy badania zauważają, że podobnych problemów doświadczają Polacy mieszkający w Wielkiej Brytanii, którzy chcą dokonać zakupów w polskich sklepach internetowych.

Europosłanka Róża Thun zwraca uwagę, że geoblokowanie stosowane przez europejskich e-sprzedawców ma negatywny wpływ zarówno na rozwój rynków regionalnych i przedsiębiorstw, jak i  poziom zadowolenia konsumentów.

Geoblokowanie osłabia konkurencję. Powoduje, że wybór jest mniejszy, ceny są wyższe, a przedsiębiorca – zamiast korzystać z dostępu do 500 mln potencjalnych konsumentów w całej Europie – ogranicza się tylko do lokalnego rynku, ponieważ nie ma jasności co do obowiązującego prawa, nie chce ryzykować albo napotyka poważne utrudnienia logistyczne, takie jak wysoka cena paczek transgranicznych. Nie sądzę bowiem, aby przedsiębiorcy  dobrowolnie rezygnowali z zarobku – uważa europosłanka Róża Thun.

Zakazać geoblokowania chce Komisja Europejska, która w maju tego roku przedłożyła w tej sprawie projekt rozporządzenia. Wprowadza on zakaz blokowania klientom dostępu do interfejsów internetowych ze względu na ich przynależność państwową czy  miejsce zamieszkania. Przekierowanie na regionalną witrynę witrynę sprzedawcy będzie mogło nastąpić jedynie za wyraźną zgodą klienta. Projekt zobowiązuje również handlowców do sprzedaży swoich produktów, ale nie obliguje jednak do dostarczenia ich do kraju klienta.

W tej propozycji usprawnienia jednolitego rynku, ułatwienia e-zakupów i zniesienia barier międzypaństwowych jest kilka niejasności, nad którymi będziemy pracować, tak aby przedsiębiorcy mogli sprzedawać tam gdzie chcą i tam gdzie są klienci, aby mogli powiększać swój rynek i spać spokojnie, a konsumenci byli bezpieczni i wiedzieli jakie prawa im się należą – zaznacza europosłanka Róża Thun.

Z badań przeprowadzonych przez Politykę Insight wynika, iż ponad połowa (51 proc.) geoblokowanych Polaków uważa, że przedsiębiorca powinien móc decydować o tym, do jakiego kraju i na jakich warunkach chce sprzedawać swoje produkty. Zdania są jednak bardzo podzielone, bo przeciwną opinię wyraża 49 proc. Większość konsumentów, którzy doświadczyli geoblokowania, chciałaby wprowadzenia akceptacji płatności za pomocą karty płatniczej wystawionej w dowolnym państwie UE (64 proc.) oraz zakazu przekierowania zagranicznych klientów na regionalną witrynę e-sklepu bez ich wyraźniej zgody (61 proc). 60 proc. Polaków chciałoby natomiast, aby wszyscy sprzedawcy zostali zobowiązani do dostarczania treści cyfrowych – takich jak muzyka, oprogramowanie i gry komputerowe – do zagranicznych klientów, niezależnie od kraju pochodzenia.

Źródło: biznes.newseria.pl

Orange wprowadza programowanie do szkół.

0

800 uczniów z całej Polski uczy się kodowania i robotyki.

Eksperci podkreślają, że edukacja cyfrowa może być prowadzona już od najmłodszych lat. Dlatego Fundacja Orange wprowadza do szkół program #SuperKoderzy, w którym 800 uczniów z całej Polski uczy się podstaw programowania i robotyki. Z badań Fundacji Orange wynika, że dwie trzecie uczniów podstawówki ma już własnego smartfona z dostępem do internetu, a niemal 100 proc. nastolatków to użytkownicy internetu.

– Żyjemy w czasach cyfrowej rewolucji. Na co dzień posługujemy się coraz większą liczbą różnych urządzeń. To już nie tylko telefony czy laptopy, ale też np. „smart” lodówki. Programowanie pozwala zrozumieć jak one działają, jak porozumiewają się między sobą. To bardzo ważna umiejętność, w szczególności dla najmłodszych, bo dzięki nauce kodowania będą mogły pełniej i lepiej zrozumieć ten coraz bardziej cyfrowy świat, teraz i w przyszłości – mówi agencji informacyjnej Newseria Biznes Jean-François Fallacher, prezes Orange Polska.

Umiejętność programowania i obycie w świecie nowych technologii są obecnie bardzo ważne zwłaszcza w przypadku dzieci. Jak wynika z tegorocznego raportu Światowego Forum Ekonomicznego, 65 proc. dzieci rozpoczynających dziś naukę w szkołach podstawowych będzie w przyszłości pracować w zawodach, które jeszcze nie istnieją. Większość  z nich będzie związana właśnie z technologią, cyfryzacją  albo sztuczną inteligencją.

Badania Fundacji Orange pokazują, że coraz młodsze dzieci mają kontakt z nowymi technologiami mają Już ponad 40 proc. rocznych i dwuletnich dzieci w Polsce korzysta ze smartfonów i tabletów. Natomiast dwie trzecie dzieci w wieku szkolnym ma własnego smartfona z dostępem do internetu. Z wiekiem ten odsetek wzrasta i z urządzeń podłączonych do internetu korzysta prawie 100% 15-latków.

– Świat wirtualny i świat realny tak naprawdę są jednością dla dzisiejszego pokolenia nastolatków. Pojawiło się nawet pojęcie „cyfrowi tubylcy”, które definiuje to, jak funkcjonują dzisiejsi nastolatkowie – otoczeni technologią, korzystający z urządzeń podłączonych do internetu w domu i w szkole. Rynek pracy także zmienia się pod tym kątem, w większości zawodów umiejętność korzystania z nowych technologii to podstawa – mówi Ewa Krupa, prezes Fundacji Orange.

Eksperci podkreślają, że nastolatki i coraz młodsze dzieci nie rozdzielają już świata na online i offline, a nowe technologie są dla nich czymś naturalnym. Dlatego już od najmłodszych lat konieczne jest wprowadzenie edukacji cyfrowej, aby pokazać dzieciom jak w twórczy sposób i z pożytkiem wykorzystywać nowe technologie i kształtować w nich kompetencje cyfrowe.

– W tym celu stworzyliśmy program #SuperKoderzy, który ma pokazać dzieciom, na czym polega programowanie – mówi Jean-François Fallacher.

– Dzisiejsze pokolenie wyrasta w świecie, który otaczają nowe technologie i w naturalny sposób dzieci od najmłodszych lat korzystają z tabletów, smartfonów i komputerów. Aby robiły to w sposób właściwy, chcemy pokazywać im twórcze i bezpieczne sposoby korzystania z technologii – dodaje Ewa Krupa, prezes Fundacji Orange.

Stworzony przez Fundację Orange program edukacyjny #SuperKoderzy jest adresowany do szkół podstawowych oraz uczniów w wieku 9-12 lat. W ramach wsparcia, szkoły dostają grant na zakup sprzętu niezbędnego do prowadzenia zajęć i szkolenia dla nauczycieli. Natomiast dzieci uczą się podstaw programowania i robotyki, przy okazji pogłębiając wiedzę z różnych przedmiotów zgodnie z podstawą programową. Innowacją jest wyprowadzenie programowania poza lekcje informatyki. Na zajęciach dzieci nie tylko poznają język komputerów, ale i przekładają go na praktykę: tworzą interaktywne osie czasu, konstruują i programują roboty, komponują muzykę elektroniczną, badają zjawiska atmosferyczne poprzez stację pogodową  oraz zyskują narzędzia, by zostać dziennikarzami przyszłości.

– Program „#SuperKoderzy” jest połączeniem teorii z praktyką. Dzieci uczą się programować w środowisku Scratch, ale oprócz tego budują swoje roboty, poznając zasadę ich działania.. Następnie w środowisku Scratch mogą kierować, jeździć, odczytywać odległość i programować różne funkcje robotów. Uczą się, jak działa czujnik odległości, co to jest potencjometr albo dioda LED. To wiedza, którą zwykle trudno jest zdobyć w szkole – mówi Robert Warzocha, ekspert R&D Orange Polska i wolontariusz Fundacji Orange, który prowadzi zajęcia z dziećmi.

Zajęcia #SuperKoderów odbywają się obecnie w 35 szkołach w całej Polsce. W części z nich lekcje prowadzą wolontariusze Orange. Fundacja przeszkoliła już 65 nauczycieli, dla których stworzone zostały specjalne ścieżki edukacyjne i scenariusze zajęć. W roku 2017 Fundacja Orange zaprosi do programu kolejne szkoły.

– Przygodę z nauką programowania rozpoczęło już 800 dzieci. Co ciekawe, po raz pierwszy w Polsce uczymy programowania nie tylko na lekcjach informatyki, ale w sposób innowacyjny łączymy to z  nauką historii, przyrody, matematyki, muzyki i języka polskiego. Każda ze ścieżek nauczania wpisuje się w podstawę programową. To wszystko jest bardzo angażująca interaktywna edukacja – mówi Ewa Krupa, prezes Fundacji Orange.

Źródło: biznes.newseria.pl

65 proc. małych dzieci będzie pracowało w zawodach obecnie nieistniejących.

0

Umiejętności cyfrowe będą kluczowe dla ich kariery.

Obok języków obcych to język kodowania jest przyszłością dzieci – przekonuje Jacek Borek, dyrektor zarządzający Accenture Technology w Polsce. Ekspert zaznacza, że od najmłodszych lat powinniśmy zachęcać dzieci do rozwijania umiejętności cyfrowych poprzez zabawę. Według szacunków World Economic Forum 65 proc. najmłodszych, które rozpoczynają naukę, będzie pracowało w zawodach, które obecnie nie istnieją. 

– Kodowanie to logika XXI wieku. Dzieci już na wczesnym etapie powinny się dowiadywać, że z komputerem nie tylko można się bawić, lecz także na komputerze można coś stworzyć. Daje to często dużo więcej satysfakcji niż tylko sama zabawa, dzieciom zostaje to na długie lata. Kodowanie uczy logicznego myślenia, rozwiązywania problemów całościowo – podkreśla w rozmowie z agencją informacyjną Newseria Biznes Jacek Borek, dyrektor zarządzający Accenture Technology w Polsce.

Cyfryzacja i coraz powszechniejsza automatyzacja sprawiają, że w najbliższych latach rynek pracy może wyglądać zupełnie inaczej. Robotyzacja może doprowadzić do zniknięcia kilku milionów miejsc pracy. World Economic Forum wskazuje, że 65 proc. dzieci, które rozpoczyna naukę, będzie pracować w zawodzie, który obecnie jeszcze nie istnieje. Przyszłością mogą się okazać zawody związane ze sztuczną inteligencją, programowaniem czy big data. Dlatego tak istotne jest rozwijanie umiejętności cyfrowych u najmłodszych, m.in. poprzez takie inicjatywy jak „Godzina Kodowania”.

– Program ma na celu popularyzację programowania czy ogólnie technik informatycznych wśród młodzieży i dzieci właśnie po to, żeby tego typu zainteresowania pojawiały się u dzieci na bardzo wczesnym etapie – tłumaczy Borek.

W tajniki programowania wprowadzają dzieci szkoły w kilku krajach, m.in. Estonii, Wielkiej Brytanii czy Stanach Zjednoczonych. Podobnie ma być również w Polsce. Ministerstwo Edukacji chce wprowadzić naukę programowania do szkół podstawowych i dostarczyć szerokopasmowy internet w każdej szkole. Obecnie na jeden komputer przypada 11 uczniów, większość sprzętu jest przestarzała, a zaledwie kilka procent szkół ma internet o prędkości ok. 30 Mb/s. Kilkaset placówek w ogóle nie jest podłączonych do internetu. Na budowę infrastruktury internetowej w szkołach resort cyfryzacji chce przeznaczyć ok. 300 mln zł z programu Polska Cyfrowa.

– Inicjatywa „Godzina Kodowania” jest skierowana do dyrektorów i nauczycieli szkół, ale też do wszelkiego rodzaju kółek zainteresowań oraz rodziców. Każdy może skorzystać ze strony internetowej, samodzielnie pobrać instrukcje i właściwie wykonać tę „Godzinę Kodowania” – przekonuje dyrektor zarządzający Accenture.

Obecnie z technologii informacyjnych i komunikacyjnych korzysta mniej niż połowa nauczycieli. Dlatego z programu Polska Cyfrowa ok. 120 mln zł ma trafić na szkolenia dla nauczycieli. To niezbędne, by zainteresować dzieci nowoczesnymi technologiami w jak najmłodszym wieku. W Polsce dzieci mają duże umiejętności cyfrowe, choć w ogromnej większości są one wykorzystywane jedynie w zabawie komputerem czy tabletem. W ramach akcji „Godzina kodowania” przygotowany został portal w polskiej wersji językowej, na którym zamieszczono interaktywne ćwiczenia z programowania osadzone w realiach bajek i gier popularnych wśród dzieci. To połączenie nauki z zabawą, bo programować można gry z najpopularniejszymi postaciami z kreskówek, m.in. Minecraft, Kraina Lodu czy Star Wars.

– Dzieci same wybierają grę, którą chcą programować, a następnie wciągają się bardzo szybko w proste mechanizmy programowania. Widzą, jak ta gra rzeczywiście powstała i jak można ją zmienić. To okazuje się często ciekawsze niż zabawa – wskazuje Jacek Borek.

World Economic Forum szacuje, że łączna wartość dla społeczeństwa i przemysłu transformacji cyfrowej w różnych branżach osiągnie w ciągu najbliższych 10 lat ponad 100 bln dol.

Źródło: lifestyle.newseria.pl

Stay connected

0FaniLubię
67,110ObserwującyObserwuj
14,700SubskrybującySubskrybuj