18.3 C
Nowy Jork
czwartek, 24 września, 2026

Buy now

spot_img
Strona główna Blog Strona 28

Sprzedaż ciągników w Polsce spadła w 2016 roku o 30 proc.

0

W kolejnych miesiącach ruszą inwestycje rolników.

W ubiegłym roku sprzedano w Polsce blisko 8,8 tys. traktorów. To o 29 proc. mniej niż rok wcześniej. Sprzedaż przyczep rolniczych spadła jeszcze mocniej. Jednym z głównych powodów jest przerwa w dopływie unijnych środków. Zdaniem Polskiej Izby Gospodarczej Maszyn i Urządzeń Rolniczych inwestycje ruszą, gdy tylko rozpoczną się transfery środków. Wiele zależy także od uwarunkowań pogodowych.

Ubiegły rok nie był prosty dla branży maszyn i urządzeń rolniczych – wyjaśnia w rozmowie z agencją informacyjną Newseria Biznes Hubert Seliwiak z Polskiej Izby Gospodarczej Maszyn i Urządzeń Rolniczych. – Sektor jest specyficzny, bo nie działa w nim klasyczne prawo popytu i podaży, ale jest mocno determinowany przez środki zewnętrzne z Unii Europejskiej, chociażby w ramach Programu Rozwoju Obszarów Wiejskich. Gdy programy są uruchomione, sprzedaż jest całkiem dobra i słupki rosną. Jeżeli pieniędzy nie ma, handel też ustaje.

Według danych Centralnej Ewidencji Pojazdów i Kierowców, analizowanych przez Polski Związek Przemysłu Motoryzacyjnego, w ubiegłym roku sprzedano w Polsce 8768 sztuk nowych ciągników rolniczych, czyli o 3545 mniej niż dwanaście miesięcy wcześniej (spadek o 29 proc. ). Segment przyczep rolniczych zmniejszył się o 51,7 proc. Styczeń tego roku był pierwszym miesiącem od lipca 2015 roku (koniec środków z PROW 2007–2013), kiedy odnotowano wzrosty – sprzedaż przyczep rolniczych wzrosła o 10,5 proc., a traktorów – o 9,4 proc. rdr. Luty ponownie jednak przyniósł spadki (odpowiednio o 12,7 proc. oraz o 7,2 proc. rdr.)

– Wszystko zależy od dostępności środków unijnych. Branża teraz czeka na to, aż wnioski będą rozpatrzone i pieniądze trafią wreszcie do rolników. To się niedługo stanie, ponieważ w zeszłym roku były nabory, w związku z czym liczymy na to, że w II kwartale pierwsze pieniądze zaczną trafiać do rolników i będą oni mogli inwestować – mówi Hubert Seliwiak.

Branża mimo wszystko ostrożnie podchodzi do prognoz na kolejne miesiące.

– Rok 2016 był trochę kubłem zimnej wody dla branży, więc i prognozy są ostrożne. Raczej szacuje się, że sprzedaż w tym roku będzie bliższa poziom z 2016 roku niż z lat poprzednich – podkreśla ekspert PIGMiUR.

W latach 2007–2013, w czasie poprzedniej unijnej perspektywy finansowej, środki przeznaczone na rolnictwo i rozwój tego rodzaju obszarów po raz pierwszy w historii Unii Europejskiej nie stanowiły największej wartości wśród obszarów gospodarek będących przedmiotem dofinansowania. Wyższe kwoty zostały przeznaczone na wsparcie konkurencyjności oraz polityki spójności. W tej perspektywie jest podobnie. Jednak kwoty wsparcia dla rolnictwa są znaczące. Do polskich rolników z UE trafi 32 mld euro w ramach PROW oraz dopłat bezpośrednich.

To, na jakie maszyny w tym roku będzie zapotrzebowanie, zależy od kształtu Programu Rozwoju Obszarów Wiejskich – przekonuje Hubert Seliwiak. – Wiemy na pewno, że nie będzie można dotować maszyn, które rolnicy już wcześniej kupili. Podczas poprzedniej perspektywy unijnej bardzo dużo inwestowano w nowe ciągniki, więc w tym segmencie wzrost zapewne nie będzie duży. Spodziewamy się raczej większego zainteresowania zespołami maszyn, czyli na przykład ciągnikami z urządzeniem, które pozwala uprawiać ziemię.

Drugim istotnym czynnikiem, od którego zależą zakupy rolników, jest pogoda.

Jeżeli wszystko pójdzie dobrze, nie będzie powodzi ani suszy, to jest szansa na dobre plony. Rolnicy będą wtedy lepiej zarabiać i więcej zainwestują w maszyny i urządzenia. Unijne pieniądze jak najbardziej pomagają. Ale bardzo ważne jest także to, jakie będą dochody – precyzuje Hubert Seliwiak.

Jak podkreśla, polski rynek nie jest wyjątkiem wśród państw europejskich. Z danych CEMA, Europejskiego Stowarzyszenia Przemysłu Maszyn Rolniczych, wynika, że w ubiegłym roku sprzedaż traktorów zmniejszyła się o 6,7 proc. Spadki odnotowano m.in. na czterech największych rynkach – niemiecki, francuskim, włoskim i brytyjskim. Eksperci oczekują w tym roku podobnych wyników sprzedażowych jak w 2016 roku.

– Rok 2016 był również bardzo trudny w pozostałych krajach Unii, na Zachodzie, natomiast tam przyczyny tego są inne. To m.in. susze czy niskie dochody rolników spowodowane niskimi cenami płodów rolnych. Generalnie możemy powiedzieć, że branża maszyn i urządzeń rolniczych przeżywa lekki kryzys w całej Europie – mówi Hubert Seliwiak.

Producenci maszyn przyciągają klientów coraz to nowymi rozwiązaniami technologicznymi. Jak podkreśla ekspert, cyfryzacja w rolnictwie prowadzona jest na szeroką skalę.

Coraz więcej sprzętów zaopatrzonych jest w nowoczesne technologie, czy to GPS, czy inne rozwiązania pomagające efektywnie uprawiać ziemię. Są to systemy coraz bardziej powszechne także dlatego, że po prostu stają się tańsze, a w dużej mierze wpływają na wydajność pracy rolników – podkreśla Hubert Seliwiak.

Mówi: Hubert Seliwiak
Firma: Polska Izba Gospodarcza Maszyn i Urządzeń Rolniczych

Źródło: biznes.newseria.pl

Ubezpieczyciele wypłacają coraz większe odszkodowania i świadczenia.

0

Branża chce uregulowania wysokości zadośćuczynienia dla poszkodowanych w wypadkach.

Konkurencja cenowa między ubezpieczycielami, rosnące koszty napraw, odszkodowań i zadośćuczynień za straty niematerialne dla ofiar wypadków oraz nowe regulacje prawne – wszystko to złożyło się na blisko 40-proc. wzrost stawek obowiązkowych polis OC w ubiegłym roku. Branża postuluje, żeby – podobnie jak w innych europejskich krajach – prawodawca odgórnie określił zasady i wysokość zadośćuczynienia wypłacanego poszkodowanym za krzywdy niematerialne.

Przez ostatnich kilka lat mieliśmy sytuację, w której wysokość składek OC utrzymywała się na tym samym poziomie, a świadczenia rosły. Wzrost był spowodowany m.in. prokonsumenckimi zmianami prawnymi czy orzecznictwem sądów. Rosną koszty napraw pojazdów, poszkodowani otrzymali prawo do większej iczby świadczeń, w tym wypłacanych z tytułu kosztów osobowych, czyli np. leczenia. Znacząco rosły także zadośćuczynienia dla osób, które straciły w wypadku kogoś bliskiego. Tak duże wzrosty świadczeń musiały się w końcu przełożyć na wzrost składki OC – tłumaczy w rozmowie z agencją informacyjną Newseria Biznes Dorota M. Fal, doradca zarządu Polskiej Izby Ubezpieczeń.

Jak wynika z danych PIU, w ubiegłym roku stawki dla kierowców za ubezpieczenie odpowiedzialności cywilnej (OC) wzrosły o blisko 40 proc. Suma ubiegłorocznych składek wyniosła blisko 11,7 mld zł wobec 8,4 mld zł w 2015 roku. Zdaniem branży tak duży wzrost był efektem kilku poprzednich lat, w których wysokość składek była stabilna, a rosła wysokość wypłat świadczeń dla poszkodowanych.

Wpływ na ceny polis miały zarówno rosnące świadczenia, orzeczenia sądów i zmiany w prawie, jak i zalecenia Komisji Nadzoru Finansowego dotyczące likwidacji szkód. To sprawia, że rentowność polis komunikacyjnych jest od wielu lat ujemna, co oznacza, że ubezpieczyciel ponoszą stratę na tej gałęzi działalności. Z danych PIU wynika, że na koniec ubiegłego roku strata w OC przekroczyła 1 mld zł.

W ubiegłym roku rynek zarejestrował rekordową stratę, przekraczającą miliard złotych. Być może to była ta bariera, która spowodowała, że składki musiały wzrosnąć. System ubezpieczeń funkcjonuje w taki sposób, że ubezpieczyciel zbiera składki i przeznacza je na wypłatę świadczeń, odszkodowań czy zadośćuczynień. Dlatego musi istnieć równowaga pomiędzy wysokością zebranych składek a wypłaconych świadczeń. Oczywistym jest, że jeżeli rosną świadczenia, to muszą również wzrosnąć składki – wyjaśnia Dorota Fal.

Na stawkę obowiązkowego dla kierowców ubezpieczenia OC składają się nie tylko takie koszty jak koszt naprawy uszkodzonego samochodu czy auto zastępcze, lecz także koszty leczenia i rehabilitacji poszkodowanego w wypadku oraz utraconych przez niego dochodów w czasie, w którym nie był zdolny do pracy, a także wypłacane renty.

Są to również koszty zadośćuczynienia, czyli rekompensata finansowa za ból i cierpienie, która przysługuje zarówno poszkodowanym, jak i tym, którzy stracili w wypadku bliską osobę. Katalog tych świadczeń jest naprawdę bardzo szeroki – mówi Dorota Fal.

Z tytułu OC ubezpieczyciele wypłacili w ubiegłym roku blisko 8 mld zł odszkodowań i świadczeń dla poszkodowanych. To prawie 15-proc. wzrost, który przełożył się również na wysokość składek.

Wiele innych krajów uregulowało ustawowo wysokość wypłat za szkody niematerialne. Umówiono się, w jaki sposób społeczeństwo rekompensuje ból i cierpienie. To jest wartość niematerialna, którą trudno wyliczyć w pieniądzu – mówi doradca zarządu PIU.

Branża ubezpieczeniowa podkreśla, że sama nie chce zabierać głosu w kwestii dotyczącej wysokości zadośćuczynień wypłacanych poszkodowanym w wypadkach za cierpienia psychiczne. Ta kwestia powinna zostać uregulowania odgórnie, przez właściwe ku temu organy i akty prawne (obecnie podstawą prawną są wyłącznie przepisy Kodeksu cywilnego).

Ubezpieczyciele nie mają prawa do zabierania głosu w kwestii tego, ile powinno się wypłacać poszkodowanym. Rolą ubezpieczycieli jest wyłącznie przeliczenie i właściwe wyliczenie składki tak, żeby ona pozostawała w relacji do wypłacanych świadczeń, czyli odszkodowań i zadośćuczynień. To akty prawne powinny regulować wysokość tych świadczeń – mówi Dorota Fal.

Mówi: Dorota M. Fal
Funkcja: doradca zarządu
Firma: Polska Izba Ubezpieczeń

Źródło: biznes.newseria.pl

W Gdańsku ruszyły prace nad rozwojem sztucznej inteligencji i systemu wsparcia kierowcy.

0

Praca inżynierów zatrudnionych w Intel Compiler Center of Excellence w Gdańsku ma się przyczynić do rozwoju technologii przyszłości, w tym m.in. sztucznej inteligencji czy zaawansowanych systemów wsparcia kierowcy.  Sztuczna inteligencja będzie w przyszłości napędzać całą branżę technologiczną, więc mocno w nią inwestujemy – zapowiada Bill Savage, wiceprezes, developer products division GM, Software and Service Group w Intelu.

– Celem stworzenia Intel Compiler Center w Gdańsku jest rozwijanie kompilatorów Intela (red. zaawansowanego rodzaju oprogramowania) przyczyniających się do szybszego rozwoju nowoczesnych technologii. Kompilatory są wykorzystywane przez wszystkich producentów oprogramowania. Gdy nasi klienci pracują nad spersonalizowanymi kodami umożliwiającymi autonomiczną jazdę, wykorzystują przy tym kompilatory Intela. Sztuczna inteligencja, proste oprogramowanie przyspieszające moce obliczeniowe także wykorzystują tę technologię – podkreśla w rozmowie z agencją informacyjną Newseria Biznes Bill Savage.

Jak tłumaczy Savage, sztuczna inteligencja jest już dostępna w wielu branżach. Techniki uczenia maszynowego mogą być stosowane w opiece nad chorymi, pozwalają szybciej i skuteczniej diagnozować pacjentów. Biometria twarzy i głosu może z kolei zwiększyć bezpieczeństwo klientów branży finansowej. Intel przy współpracy z fundacją Hack Harassment za pomocą sztucznej inteligencji zapowiada też walkę z internetowym hejtem.

– Przełom, jaki osiągnęliśmy w dziedzinie sztucznej inteligencji w ubiegłym roku, otworzył przed nami perspektywy, których wcześniej nigdy byśmy nie oczekiwali. Język naturalny, rozpoznawanie mowy, analiza finansowa – w wielu branżach stało się to głównym źródłem przewagi konkurencyjnej. Można się spodziewać, że w każdym segmencie branży hi-tech sztuczna inteligencja będzie obecna – tłumaczy Savage.

Strategia rozwoju sztucznej inteligencji jest dla Intela bardzo ważna, stąd stworzenie grupy produktowej AI podlegającej bezpośrednio prezesowi.

– Uważamy, że sztuczna inteligencja będzie w przyszłości napędzać całą branżę technologiczną, więc mocno w nią inwestujemy – mówi Savage.

Intel stawia też na systemy ADAS, czyli zaawansowane systemy wsparcia kierowców. Celem jest wprowadzenie w pełni automatycznego pojazdu. Intel wprowadził nową platformę Intel Go stworzoną z myślą właśnie o autonomicznych samochodach, która ma wykorzystać potencjał procesorów firmy. To pierwsza platforma w branży motoryzacyjnej, która pozwala na testowanie różnych aplikacji i technologii.

– Wspólnie z takimi partnerami jak BMW rozwijamy technologię autonomicznej jazdy. Pracujemy zarówno nad sprzętem, jak i oprogramowaniem, a także narzędziami programistycznymi, które pozwalają ludziom tworzyć technologię autonomicznej jazdy – wskazuje Savage.

Inżynierowie motoryzacji wyróżniają pięć stopni automatyzacji. W pierwszych dwóch, choć wciąż jeszcze prowadzi człowiek, wspomagają go różne rozwiązania. W trzecim etapie, przejściowym, samochód jedzie sam, choć człowiek może w każdej chwili przejąć stery. W czwartym etapie kierowca jest już niemal dodatkiem, a w piątym nie jest już zupełnie potrzebny. Do 2035 roku sprzedaż takich autonomicznych pojazdów ma osiągnąć poziom 21 mln (prognozy IHS).

– Nasi partnerzy celują w rok 2020–2021 z uruchomieniem produkcji autonomicznych samochodów. Nie podejmuję się prognoz jeżeli chodzi o produkcję na skalę przemysłową, ale co do technologii to często jesteśmy zaskoczeni, jak szybko dochodzi do przełomów – podkreśla Bill Savage.

Oddział Intela w Gdańsku jest jednym z największych ośrodków badawczo-rozwojowych firmy w Europie. Pracuje tam obecnie 1,8 tys. osób.

– W Gdańsku jesteśmy obecni od dawna w zakresie rozwoju oprogramowania i technologii. Mamy dostęp do dobrych uniwersytetów, więc szukając miejsca na centrum Intel Compiler i chcąc zaspokoić ważne potrzeby w ramach firmy, stwierdziliśmy, że Gdańsk jest naturalnym wyborem – tłumaczy wiceprezes firmy.

Intel chce intensywnie współpracować z uczelniami przy kształceniu programistów i informatyków.

– Współpraca z uniwersytetami jest dla nas naprawdę ważna. Pomaga nam uzyskać dostęp do najnowszych badań w branży, a także ułatwia kontakty ze studentami, którzy w przyszłości mogą zostać inżynierami Intela. To ważny aspekt naszej polityki zatrudnienia – przekonuje Bill Savage.

Mówi: Bill Savage
Funkcja: wiceprezes, developer products division GM, Software and Service Group
Firma: Intel

Źródło: biznes.newseria.pl

Polska firma wozi odrzutowcami milionerów z Rosji i USA.

0

Również w Polsce rośnie zainteresowanie prywatnymi lotami.

Prywatne loty cieszą się coraz większą popularnością. Rośnie liczba zamożnych osób, które za możliwość komfortowego przelotu są w stanie dużo zapłacić. W Polsce liczbę prywatnych samolotów latających na długich zasięgach, szacuje się na ok. 30. Ich właściciele często oddają je do zarządzania prywatnym firmom. Polska firma Jet Story wozi odrzutowcami milionerów z Rosji czy USA.

– Obecnie dysponujemy 14 samolotami odrzutowymi różnej wielkości, od małych, 6-osobowych, o zasięgu europejskim do ciężkich odrzutowców dalekiego zasięgu, które zabierają na pokład 14 osób. Większość z nich jest dostępna do czarteru, część objęta jest tylko naszym zarządzaniem i wykorzystywana przez prywatnych właścicieli – wskazuje w rozmowie z agencją informacyjną Newseria Biznes Jakub Benke, prezes zarządu Jet Story.

Jet Story zarządza blisko 60 proc. biznesowych odrzutowców należących do polskich multimilionerów. Zdecydowaną większość przychodów (ok. 90 proc.) generują loty opłacane przez zagranicznych klientów.

 W zasadzie nie kupujemy samolotów, zarządzamy prywatnymi, których właściciele decydują się na udostępnienie ich do czarteru innym klientom. Dla nich to sposób na oszczędność, dla nas możliwość pozyskania środka trwałego taniej niż przez leasing czy zakup – tłumaczy Jakub Benke. – Wśród naszych klientów przeważają Rosjanie, którzy stanowią kilkadziesiąt procent. Niecałe 10 proc. to Polacy, jest też dosyć dużo Amerykanów, Anglików, nieco Francuzów i obywateli krajów arabskich.

Jak wskazuje prezes Jet Story, firma chce zwiększyć liczbę samolotów we flocie przede wszystkim o maszyny z krajów zachodnich oraz z Rosji. Benke podkreśla, że czarterowanie prywatnych samolotów należy do usług z górnej półki, a tu polskie pochodzenie niekoniecznie stanowi przewagę.

 Rozglądamy się za jakąś firmą z Europy Zachodniej, którą moglibyśmy przejąć, bo widzimy duże korzyści z potencjalnej fuzji, zarówno czysto finansowo-biznesowe, jak i wizerunkowe – przyznaje prezes Jet Story. – Zachodni przewoźnik jest dla nas atrakcyjny, bo niesie ze sobą markę niemiecką czy austriacką. Niestety, Polska nie kojarzy się wciąż z usługami luksusowymi czy ultraluksusowymi, a w tej kategorii są prywatne jety. To nam trochę utrudnia rozwój na rynku zagranicznym, nie tylko zachodnioeuropejskim, lecz także rosyjskim.

Przy przejęciu zagranicznej firmy i jej floty baza w Polsce może jednak stanowić pewną przewagę. Niższe koszty operowania w naszym kraju sprawiają, że dla zagranicznego przewoźnika można wygenerować spore oszczędności.

Pochodzenie firmy na szczęście nie ma aż takiego znaczenia na rynku czarterowym i polskie Jet Story odnosi na nim międzynarodowy sukces.

– Woziliśmy już królów, byłych prezydentów, premierów i setki światowej klasy gwiazd rozrywki i sportu. To są osoby, które z tego typu transportu przeważnie korzystają, wielu z nich niemal na co dzień – podkreśla Jakub Benke.

Prywatne przewozy lotnicze stają się coraz popularniejsze. Szacuje się, że tylko w Europie wartość prywatnych przewozów lotniczych to kilkanaście miliardów dolarów. Raport KPMG „Rynek dóbr luksusowych” wskazuje, że w 2016 roku wartość rynku prywatnych samolotów w Polsce można szacować na ok. 109 mln zł. W 2020 roku przekroczy poziom 151 mln zł. Liczba prywatnych samolotów w rękach osób fizycznych przekracza 240, jednak liczbę większych samolotów gotowych do dalszych podróży, również międzykontynentalnych, ocenia się na ok. 30.

Mówi: Jakub Benke
Funkcja: prezes zarządu
Firma: Jet Story

Serwis narciarski i wypożyczalnia sprzętu narciarskiego Malczewski Sport – Zakopane

0

Wypożyczalnia sprzętu sportowego
W ofercie: sprzęt narciarski, biegowy oraz snowboardowy.

Nasza
wypożyczalnia ma również charakter CENTRUM TESTOWEGO VOELKL. Dzięki
temu co roku można przetestować sobie najnowsze nart zjazdowych z
bieżącej kolekcji. A już w marcu każdego roku udostępniamy również
kolekcję nart przewidzianą na następną zimę. To jedyne miejsce i okazja
do wypróbowania nowych nart przed ukazaniem się ich w sklepach. Jeżeli
chcesz więc kupić nowe narty , a nie jesteś do końca przekonany możesz
je najpierw przetestować.

Każda para nart, którą wypożyczamy, jest przygotowywana w naszym profesjonalnym serwisie.
Buty suszone są na specjalnej suszarce wraz z dezynfekcją wnętrza buta.
Dzięki temu zapewniamy naszym klientom absolutną pewność
bezpieczeństwa.

Serwis sprzętu sportowego

Malczewski
Sport oferuje profesjonalny serwis narciarski oparty na wieloletniej
tradycji i doświadczeniu. Zaletą jest fakt iż narty są serwisowane
technika ręczną, najbardziej precyzyjną i dokładną.

Podstawowe zalety serwisu ręcznego:
Precyzyjne wyrównanie i naostrzenie krawędzi pod odpowiednim kątem – to
płynność jazdy i trzymanie na twardym śniegu. Ostre i równe krawędzie
to bezpieczeństwo i skuteczność. Polerując krawędzie używamy takich
samych urządzeń jak elita alpejskiego Pucharu Świata. Nic lepszego nie
wymyślono.

Wygrzewanie nart w specjalnym kocu grzewczym – nowość w
naszej ofercie! Na narty nakładamy smar i umieszczamy je w specjalnym
pokrowcu. Cały proces trwa 24 godziny. Ślizgi nart maja strukturę jak
gąbka, długotrwałe nagrzewanie w niskiej (65°C) temperaturze powoduje
wchłonięcie całego smaru, co daje lepszy poślizg, konserwację oraz
zabezpieczenie spodów nart. Cały zabieg nie wpływa na charakterystykę
sprzętu.
Smarowanie nart metodą tradycyjną ,na gorąco – żelazkiem,
bardzo dokładne i optymalnie wchłaniające smar. W naszym serwisie
używamy najszybszych smarów w Polsce czego dowodem są wyniki osiągane
przez naszych zawodników.

Godziny otwarcia:

Wypożyczalnia

  • sezon letni: poniedziałek – niedziela 9:00-18:00
  • sezon zimowy: poniedziałek – niedziela 9:00-17:00

Sklep

  • sezon letni: po uzgodnieniu telefonicznym
  • sezon zimowy: poniedziałek-sobota 9:00 – 16:00

Więcej informacji znajdźcie Państwo na naszej stronie firmowej www.malczewskisport.pl Zapraszamy.

Braki kadrowe wśród maszynistów

0

Od kilku lat polscy przewoźnicy kolejowi muszą mierzyć się z poważnym problemem. Chodzi mianowicie o braki kadrowe wśród maszynistów. Powody braków są dwa, pierwszy to liczne odejścia na emeryturę maszynistów starszej daty, dotyczą one głównie największych przewoźników, takich jak PKP Cargo, czy Intercity. Z drugiej strony, po latach kryzysu, polska kolej rozwija się, dostaje potężne zastrzyki finansowe dzięki unijnym programom rozwojowym i w związku z tym wymienia oraz modernizuje stary, wyeksploatowany tabor. Nowi przewoźnicy lokalni, skutecznie konkurujący z Przewozami Regionalnymi w obrębie wybranych województw, kupują duże ilości nowoczesnych zespołów trakcyjnych (Koleje Dolnośląskie np. planują nabyć w nowosądeckiej firmie NEWAG jedenaście kolejnych ezt Impuls, tylko do ich obsługi trzeba będzie zatrudnić dodatkowych 70 maszynistów). Rekrutacje przeprowadzają także PKP Intercity oraz przewoźnicy towarowi, tacy jak Pol-Miedź Trans, czy też FPL. Wybór dla kandydatów jest spory, choć oczywiście wszyscy przewoźnicy preferują osoby z doświadczeniem.

Dawniej droga do zostania maszynistą była długa, najczęściej osoby dostające się do zawodu pracowały na kolei już wcześniej, na stanowiskach technicznych niższego szczebla. Przez kilka lat, po przejściu rygorystycznych badań zdrowotnych, jeździły na stanowisku Pomocnika Maszynisty, by potem, po specjalnym egzaminie, móc wreszcie prowadzić pociągi samodzielnie.

Obecnie tryb nabywania uprawnień wygląda inaczej. Zainteresowani pracą na kolei muszą najpierw uzyskać dokument zwany Licencją Maszynisty. Należy w tym celu znaleźć odpowiedni ośrodek szkoleniowy, uczęszczać na kurs, obejmujący ok. 400 godzin wykładów, a na końcu zdać egzamin przed komisją złożoną z przedstawicieli przewoźników oraz Urzędu Transportu Kolejowego. Wydatek na kurs, egzamin i badania to kwota od 5 do 7 tysięcy złotych, można ją pokryć samemu lub poszukać pracodawcy, który kurs na licencję sfinansuje, w zamian za umowę lojalnościową. Kolejnym dokumentem jest Świadectwo Maszynisty, które razem z Licencją pozwala na odbywanie samodzielnych jazd. W odróżnieniu od Licencji Maszynisty, Świadectwo wydaje przewoźnik, u którego maszynista jest zatrudniony.

Proces nabywania pełnych uprawnień odbywa się już po zatrudnieniu w danym przedsiębiorstwie jako maszynista-uczeń. Etapy szkolenia to praca na warsztacie serwisowym, potem jazdy w kabinie jako obserwator, szkolenie teoretyczne, a następnie prowadzenie pociągu pod kontrolą maszynisty-instruktora. Następnie kandydat zdaje kolejny egzamin, podzielony na część teoretyczną (test wiedzy) i praktyczną (jazdy z egzaminatorem po znanym szlaku) i od tego momentu może być traktowany jako pełnoprawny maszynista. Należy też zaznaczyć, że w odróżnieniu od uprawnień w transporcie drogowym, na kolei istnieje coś takiego jak autoryzacja na szlak, maszynista może samodzielnie prowadzić pociąg tylko po znanych szlakach, na które posiada autoryzację (wiąże się to z odbyciem czterech jazd na danym odcinku tam i z powrotem, dwóch w porze dziennej i dwóch w nocy, odstęp czasowy między jazdami nie może przekraczać sześciu miesięcy), prowadzenie pociągu po innych, nieznanych maszyniście liniach jest możliwe, ale wiąże się z pewnymi obostrzeniami, podobnie ma się rzecz z taborem. Na Świadectwie jest informacja, że uprawnia do jazdy manewrowej i/lub jazdy pociągowej, jak również do pracy w ruchu pasażerskim lub towarowym.

Nie należy zapominać także o kryteriach zdrowotnych, a te na kolei są surowe. Kandydat przed zatrudnieniem zostanie poddany między innymi szczegółowym badaniom wzroku i słuchu, cech psychomotorycznych, a także na obecność używek w organizmie. Odpadną osoby zażywające narkotyki nawet okazyjnie, kilka razy w roku, nie ukryje się także skłonności do alkoholu, badań mogą też nie przejść ci, którzy często piją napoje energetyczne lub ich dieta jest bardzo złej jakości.

Ośrodki szkoleniowe zachęcają do zdobycia Licencji, nic dziwnego, w końcu są zainteresowane jak największą liczbą kursantów, którzy zapłacą spore pieniądze za szkolenie, również lektura niektórych artykułów w mediach sugeruje, że o pracę jest bardzo łatwo i rynek pracy w branży jest nieograniczony, jednak jest to zbytnie uproszczenie zagadnienia.

Owszem, maszynistów brakuje, ale przede wszystkim przedsiębiorcy kolejowi próbują przechwycić osoby z pełnymi uprawnieniami, mniejsze firmy rzadko prowadzą oficjalną rekrutację, informacje o  wolnych stanowiskach rozchodzą się tam nieoficjalnie, małe firmy dysponują też ograniczoną ilością taboru i maszynistów, nie są w stanie poświęcać dodatkowych kosztów na zorganizowanie jazd szkoleniowych i opłacanie wynagrodzenia kursantom, którzy nie mogą jeszcze samodzielnie pracować. Problem z pracą będą mieli też ci posiadacze Licencji Maszynisty, którzy mieszkają z dala od siedzib przewoźników kolejowych. W najlepszej sytuacji będą osoby z Górnego Śląska oraz z okolic Warszawy, Trójmiasta i Wrocławia. Pozostali muszą się przeprowadzić lub liczyć na zatrudnienie w którymś z zakładów PKP Cargo lub Przewozów Regionalnych, jednak te firmy z jakiegoś powodu preferują osoby kierowane z urzędów pracy.

Kandydaci nie powinni jednak się zniechęcać, zdobycie etatu maszynisty wymaga poświęceń, jednak jest to praca atrakcyjna, nie pozwalająca się nudzić i dobrze płatna; a gdy maszynista nabędzie doświadczenia, pozycja pracownika względem pracodawcy może uchodzić za jedną z najsilniejszych na tle innych branż na polskim rynku pracy.

Fan kolei żelaznej

Układanie kostki brukowej – krok po kroku

0

Elegancki  i zadbany teren wokół domu oraz wygodne ścieżki w ogrodzie, dzięki którym komfortowo można będzie korzystać z przestrzeni jaką oferuje własny ogród to warunek pełnego wykorzystania posesji na której stoi nasz dom.

Estetyka i jakość wykonania podjazdów pod samochód, ścieżek w ogrodzie, dziedzińców, czy alejek ma kolosalne znaczenie nie tylko dla wygodnego poruszania się i korzystania z przy domowego terenu ale również ma wpływ na wizualny efekt całej posesji jaki miejsca gdzie w ciepłe dni będziemy spędzać czas, a w zimie wygodnie  wjechać samochodem bez ryzka ugrzęźnięcia w mokrym podłożu.

Obecnie najpopularniejszym materiałem do wykańczania stałych elementów architektury jest kostka brukowa wykonana z betonu lub naturalna kostka granitowa.

1 krok. układamy kostkę samodzielnie – wybór materiału

Zanim przystąpimy do prac brukarskich, należy:

  • uwzględnić przyszłe przewidywane warunki użytkowania danego miejsca,
  • oraz właściwie dokonać wyboru grubości materiału.

Zależnie od warunków przeznaczenia inną wytrzymałość oraz odporność na nacisk i uszkodzenia mechaniczne musi mieć kostka, która będzie układana na ścieżkach ogrodowych, a innymi parametrami musi sie charakteryzować kostka burkowa, którą przeznaczona będzie na  teren wokół domu czy podjazd do garażu. Oferty producentów obejmują różne grubości kostek np:

  • Kostka o gr. 4 cm przeznaczony jest do wykonania nieobciążonych chodników czy dekoracyjnych opasek wokół budynku.
  • Kostka o grubości 6 cm – może być układana na obszarach o niewielkim obciążeniu (ruch pieszy i lekkich pojazdów do 3,5 tony).
  • Kostka o grubości 8 cm – polecana jest do stosowania na nawierzchnie ulic i parkingów.
  • Kostka 10 cm – przeznaczona jest do nawierzchni obciążonych ruchem pojazdów ciężarowych, autobusów i innych maszyn generujących duże obciążenie.

Kształt i kolor kostki brukowej jak również  wzór jaki zostanie ułożony powinien być dopasowany do elewacji budynku i pasować do otoczenia, a przede wszystkim trafić w gusta i preferencje inwestora.

Dobrze wkomponowana kostka brukowa nada posesji nowoczesnego i bogatego wystroju i wpłynie na korzystny efekt wizualny i co najważniejsze zaspokoi oczekiwania inwestora..

2 krok. Układamy kostkę samodzielnie  – prace ziemne

Przed ułożeniem kostki brukowej należy przygotować odpowiedniej głębokości wgłębienie.

Podłoże pod kostkę  uzależnionej jest od prognozowanego natężenia ruch.

  • Jeśli oddziałujące na nawierzchnię siły będą duże, przygotowujemy koryto o głębokości min. pół metra;
  • jeśli mamy w planie wykonać ścieżkę ogrodową – wystarczy 15-20 cm.

Prace przy wykonaniu wgłębienia można wykonać ręcznie za pomocą narzędzi ogrodniczych jak łopata czy szpadel – jeśli powierzchnia jest niewielka.

Przy wgłębieniach głębszych lub przy dużych obszarach zalecamy skorzystać z urządzeń  specjalistycznych jak np: mini koparka.

Odprowadzenie wody – w celu łatwego odprowadzania nadmiaru  wody np: deszcu, ważne jest właściwe wyprofilowanie i zagęszczenie dna wykopu, tak by można było łatwo odprowadzać nadmiar wilgoci w glebę. Jeśli wielkość obszaru utrudnia lub wręcz uniemożliwia wykonanie spadków, należy przewidzieć montaż odwodnienia liniowego nawierzchni.

Jednym z głównych warunków trwałości nawierzchni jest wzmocnienie podłoża, na której będzie układana kostka. Po usunięciu humusu należy rozdrobnić grunt – wykorzystując kultywator lub glebogryzarkę, a następnie nanieść na tą powierzchnię specjalną mieszankę piasku i cementu; (średnio 1 worek na 5 m2 powierzchni). Tak przygotowaną zaprawę mieszamy z podłożem. Dzięki czemu uzyskamy wzmocnione podłoże pod pozostałe warstwy podsypki.

Podbudowa
Do przygotowania podbudowy potrzebny będzie cement w ilości ok. jeden worek na 3 m2. Po zmieszaniu wysypujemy mieszaninę do wykopu, wyrównujemy i zagęszczamy. Na niej układamy odwodnienie liniowe, jeśli przewidziane jest w projekcie. Do układania kostki świetnie nadaje się cement uniwersalny klasy 32,5 o podwyższonej urabialności i przyczepności do podłoża. Można wykorzystywać go m.in. do stabilizacji gruntu i podbudowy konstrukcji nośnych z chudego betonu.

3 Krok – przygotowanie obrzeży

Rodzaj zastosowanych krawężników zależy od przeznaczenia nawierzchni.

  • Do zwykłej ścieżki wybierzemy na ogół krawężniki chodnikowe lub palisadę,
  • w przypadku podjazdów konieczne są krawężniki drogowe.

Należy zwrócić uwagę na dokładność i estetykę wykonania, zwłaszcza krawężników drogowych, gdyż ich zadaniem jest wykończenie nawierzchni wyniesionej nieco ponad płaszczyznę otoczenia. Taka konstrukcja pozwoli na uniknięcie zabrudzenia kostki ziemią nanoszoną przez spływającą wodę oraz wyznaczy psychologiczną barierę pomiędzy kostką a trawnikiem.

Obrzeża mocujemy na warstwie zagęszczonej mieszanki betonowej. Gdy mieszanka zwiąże:

  • przestrzeń po wewnętrznej stronie obrzeża wypełniamy np. wilgotnym piaskiem wymieszanym z cementem, który będzie warstwą podbudowy,
  • a po zewnętrznej – podsypujemy ziemię, od tego miejsca zacznie się trawnik.

Podstawowy przekrój wykonania podbudowy

  1. kostka brukowa zaspoinowana piaskiem płukanym o frakcji 0-1mm lub 0-2mm
  2. podsypka o grubości 3-5cm, z piasku o frakcji 1-4mm lub chudego betonu klasy B 7.5
  3. podbudowa właściwa wykonana z betonu klasy B 15 o grubosci:
    1. 5cm dla ruchu pieszego
    2. 10cm dla ruchu samochodów osobowych
    3. 20cm dla ruchu samochodów ciężarowych
  4. warstwa odsączająca ok. 10-15 cm (z piasku przepuszczalnego)
  5. grunt rodzimy – stabilny

4 krok – przygotowanie nawierzchni

Kostkę układamy na przygotowanej powierzchni w dowolny wzór lub rzędami. Należy poszczególne kostki osadzać możliwie ciasno i blisko siebie. Nawet jeśli nie planujemy wzorów na powierzchni, warto układać elementy naprzemiennie z trzech palet. W ten sposób nawierzchnia będzie miała ciekawą tonację.
Podczas układania nie wolno przemieszczać się po podbudowie ponieważ utworzą się wgłębienia i nie równości. Po ukończeniu układania kostki nie ma przeciwwskazań, by chodzić po już ułożonej nawierzchni. Do dopasowania elementów skrajnych zalecane jest wykorzystanie odpowiednich urządzeń, jak szlifierka z diamentową tarczą do betonu lub specjalna gilotyna.

W celu zachowania odpowiednich linii układania – prostoliniowego przebiegu fug, dobrze
jest korzystać z sznurka murarskiego ułożonego w kierunku linii układania, najlepiej poprzez
całą nawierzchnię.

Przed zagęszczeniem kostki, nawierzchnia powinna być dobrze zamieciona, aby uniknąć zarysowań na kostce przez drobinki piasku dostające się pod zagęszczarkę.

Kiedy cała powierzchnia zostanie ułożona, należy ją zawibrować za pomocą powierzchniowego wibratora ze specjalną, gumową nakładką, lub docisnąć w inny sposób. Istotne jest by usunąć nierówności bez ryzyka uszkodzenia powierzchni kostki. Po tym wysypujemy na kostkę cienką warstwę piasku; można też powierzchnię zaimpregnować, by ograniczyć chłonność materiału, wzmocnić jego odporność na wnikanie ograniczy kurzu.

Więcej informacji na temat układania kostki brukowej znajduje się na naszej stronie firmowej. Zapraszamy http://brukomania.pl/ukladanie-kostki-granitowej-wroclaw/

Zaledwie 3,5 proc. specjalistów i menadżerów jest bez pracy.

0

Najlepsi kandydaci otrzymują nawet 20 ofert zatrudnienia rocznie.

Bezrobocie w Polsce na koniec roku wyniosło 8,3 proc. – wynika z szacunków resortu pracy. Wśród specjalistów i menadżerów poziom ten jest znacznie niższy – ok. 3,5 proc. Najlepsi kandydaci w tej grupie otrzymują blisko 20 ofert zatrudnienia rocznie. Taka sytuacja na rynku pracy sprawia, że pracodawcy muszą oferować kandydatom znacznie więcej niż atrakcyjne wynagrodzenie czy opieka medyczna. W ubiegłym roku firmy intensywnie inwestowały w swój wizerunek pracodawcy.

 Rynek rekrutacyjny ma się bardzo dobrze, na co bezpośredni wpływ ma zmniejszające się bezrobocie – wskazuje w rozmowie z agencją informacyjną Newseria Biznes Artur Skiba, prezes Antal Polska i wiceprezes Stowarzyszenia Agencji Zatrudnienia. – Ma to bezpośredni wpływ na liczbę pojawiających się ofert dla kandydatów. Rekordziści wśród specjalistów i menadżerów, na przykład w branży IT, otrzymują nawet 18–19 propozycji w ciągu roku, a średnia oscyluje wokół sześciu. To pokazuje, jak silny jest obecnie rynek pracownika. Propozycji dla dobrych kandydatów jest dużo więcej niż dobrych kandydatów.

Według Głównego Urzędu Statystycznego pod koniec listopada ubiegłego roku liczba bezrobotnych zarejestrowanych w urzędach pracy ukształtowała się na poziomie 1 313 000 osób, tj. nieznacznie zwiększyła się w porównaniu z poprzednim miesiącem (o 0,4 proc., czyli o 5,7 tys.), ale obniżyła w porównaniu z tym samym miesiącem rok wcześniej (o 14,2 proc., czyli o 217 tys.). Ogólny wskaźnik bezrobocia ukształtował się na poziomie 8,2 proc. Na koniec roku – jak wynika z oceny Ministerstwa Rodziny, Pracy i Polityki Społecznej – był on nieznacznie wyższy (8,3 proc.).

– To powoduje, że przed pracodawcami stoją coraz większe wyzwania związane z pozyskaniem i zatrzymaniem pracowników. Firmy coraz częściej muszą oferować już nie tylko wysokie wynagrodzenia, bo zaczynają one odgrywać coraz mniejszą rolę, lecz także profity pozafinansowe – zauważa Artur Skiba. – Nie mówię o banalnych elementach jak karta medyczna czy MultiSport. Dla wielu osób ważna się staje atmosfera pracy, wyzwania, jakie przed nim stoją, czy prestiż firmy. To wszystko sprawia, że w ubiegłym roku firmy musiały bardzo mocno inwestować w tzw. employer branding.

Zdaniem Artura Skiby zarządzający coraz częściej zdają sobie sprawę z tego, że proces rekrutacyjny nie rozpoczyna się w momencie wystąpienia w firmie wakatów, ale dużo wcześniej. W związku z tym firma cały czas musi kreować swój pozytywny wizerunek pracodawcy.

To szczególnie ważne w kontekście oczekiwań pokolenia Y wobec pracodawców i wykonywanej pracy. Dlatego w tym roku na znaczeniu zyskiwać będzie zasada 3xZ, czyli zdobądź, zapłać, zatrzymaj.

– Utrzymanie w zespole dobrych fachowców staje się dla pracodawców równie trudne jak ich znalezienie i zatrudnienie – przekonuje Artur Skiba. – Kandydaci bardzo szybko, czasami po kilku miesiącach, nudzą się i szukają nowych wyzwań, zwłaszcza pokolenie Y. Dlatego ta zasada w wielu branżach staje się wręcz obowiązkowa.

Według Artura Skiby ten rok nadal będzie bogaty w oferty dla informatyków, ale także dla specjalistów z branży centrów usług wspólnych i outsourcingowych. W coraz większej liczbie sektorów można już mówić o rynku pracownika, a nie pracodawcy.

– To np. rynek pracy prawników, gdzie jeszcze dwa lata temu karty rozdawali pracodawcy, a w tym momencie z miesiąca na miesiąc ofert pracy jest coraz więcej – twierdzi Artur Skiba. – Jedynym sektorem, gdzie na razie utrzymuje się rynek pracodawcy i nic nie wskazuje na to, żeby to się zmieniło, zwłaszcza w kontekście fuzji i przejęć, jest bankowość. Tam specjaliści i menadżerowie nierzadko szukają pracy nawet przez kilka miesięcy. To raczej mało pozytywny wyjątek na polskim rynku pracy.

Jak podkreśla Skiba, wzrost wynagrodzeń nieco wyhamowuje. Nie wynika to jednak z niechęci pracodawców do podwyżek, a raczej z bardzo dynamicznych wzrostów płac specjalistów i menadżerów w ostatnich dwóch latach. To pozwoliło nam zniwelować w pewnym stopniu dystans wobec krajów Europy Zachodniej.

– Na większości stanowisk pensje są jeszcze dużo niższe. Ale pamiętajmy, że kilka lat zarabialiśmy 20 proc. tego, co w Europie Zachodniej. Teraz w większości branż jest to 40–50 proc., a są wyjątki, gdzie pensja jest taka sama jak w Europie. Najlepsi specjaliści IT na przykład zarabiają już 90, a czasami 100 proc. tego, ile dostaliby na Zachodzie – komentuje Artur Skiba.

Jego zdaniem w kolejnych latach wynagrodzenia będą rosły w tempie 3–5 proc.

Źródło: biznes.newseria.pl

Kazachstan perspektywicznym rynkiem dla polskich inwestorów i eksporterów.

0

Mogą oni liczyć na znaczne ulgi i ułatwienia.

Ze względu na położenie geograficzne i bliskość dużych rynków konsumenckich Kazachstan może być atrakcyjnym miejscem inwestycji. Tym bardziej że stworzono tam dobry system zachęt, m.in. zwrot 30 proc. ulokowanych środków czy zwolnienie ze wszelkich podatków przez okres 10 lat. Starania władz Kazachstanu przynoszą efekty – blisko 80 proc. inwestycji w Azji Centralnej trafia do tego kraju. 

– Kazachsko-polska współpraca jest bardzo ważna dla Kazachstanu. Polska jako położony najbliżej Kazachstanu kraj unijny jest istotnym partnerem. Tu jest granica między Unią Europejską a Eurazjatycką Unią Gospodarczą, w skład której wchodzi Kazachstan, Białoruś, Rosja, Kirgistan i Armenia. W Polsce 67 proc. PKB jest produkowane przez małe i średnie przedsiębiorstwa, a każdy z sektorów gospodarki jest dla nas bardzo ciekawy – podkreśla w rozmowie z agencją Newseria Biznes Ałtaj Abibułłajew, ambasador Republiki Kazachstanu.

Polsko-kazachska wymiana handlowa w 2015 roku wyniosła 1,13 mld dol. W pierwszym półroczu 2016 roku obroty handlowe sięgnęły 383 mln dol., w tym polski eksport do Kazachstanu – 154 mln dol., a import – 229 mln dol. Zdecydowaną większość importu stanowią paliwa i oleje mineralne, natomiast struktura eksportu jest znacznie bardziej rozdrobniona – wśród popularnych kategorii są m.in. maszyny, urządzenia mechaniczne oraz ich części, owoce świeże i produkty farmaceutyczne.

– Sam rynek kazachski, z 18 mln ludności, nie jest aż taki wielki, ale istotne jest usytuowanie Kazachstanu, geografia, sąsiedztwo z Rosją, z Chinami, z Azją Środkową, z Iranem poprzez Morze Kaspijskie. Te wszystkie rynki stwarzają dużą szansę dla inwestorów i z Polski, i z innych krajów, którzy przy synergii państwa w promocji eksportu mogą rozszerzyć swoją obecność nie tylko w Kazachstanie, lecz także w całym regionie – tłumaczy ambasador Republiki Kazachstanu.

W Polsce już kilka lat temu Kazachstan został wskazany jako jeden z pięciu perspektywicznych rynków zagranicznych. Działa tam blisko 200 polskich firm, a łączna wartość polskich inwestycji w tym kraju na koniec 2015 roku sięgnęła 158 mln zł (dane NBP).

Współpraca zarówno w handlu, jak i inwestycjach ma szansę przyspieszyć dzięki porozumieniu podpisanym w sierpniu 2016 roku między Bankiem Gospodarstwa Krajowego a Bankiem Rozwoju Kazachstanu. Obie strony zobowiązały się wspierać dwustronny handel i wzajemne inwestycje, a także projekty z udziałem polskich i kazachskich firm w krajach trzecich. Potencjał współpracy został oszacowany na 300 mln euro.

Do Kazachstanu trafia ok. 80 proc. inwestycji lokowanych w regionie Azji Centralnej. Łącznie w ciągu 25 lat Kazachstan przyciągnął blisko 300 mld dol. inwestycji.

– Większość zagranicznych inwestorów w Kazachstanie jest ulokowanych w sektorze paliwowym i surowcowym. Rząd przyjął bardzo duży program 100 kroków, pięć instytucjonalnych reform, dzięki którym klimat inwestycyjny w Kazachstanie jest na bardzo dobrym poziomie. Chcemy przyciągać inwestorów również z innych sektorów gospodarki. Chodzi m.in. o promocję eksportu na wzór polskiej. Polska polityka promocji eksportu narodowego za granicą jest dla Kazachstanu przykładem – wskazuje Abibułłajew.

W ubiegłym roku prezydent Nursułtan Nazarbajew ogłosił przyjęcie programu „Plan Narodu. 100 konkretnych kroków”, ambitnego programu budowy nowoczesnego państwa z transparentną, sprywatyzowaną gospodarką, administracją i wymiarem sprawiedliwości. Jego celem jest wejście Kazachstanu do grona 30 najbardziej rozwiniętych krajów świata.

Aby przyciągnąć zagraniczne inwestycje, Kazachstan już kilka lat temu wprowadził ułatwienia dla inwestorów, m.in. zwrot części kosztów inwestycji, ulgi podatkowe, firmom łatwiej jest też zatrudniać obcokrajowców. W efekcie takiej polityki w ostatnim globalnym rankingu „Doing Business” Banku Światowego, który badał warunki prowadzenia biznesu i klimat dla inwestorów, Kazachstan awansował na 35. miejsce (wśród 190 krajów, Polska jest na 24. miejscu). Od stycznia tego roku wprowadzono także ruch bezwizowy dla obywateli krajów OECD i Unii Europejskiej.

 W ramach poprawy warunków dla inwestorów wprowadzono przede wszystkim cashflow, przy minimum inwestycji na poziomie 12 mln dol. rząd zwraca 30 proc. ulokowanych środków. Do 10 lat każdy inwestor jest zwolniony z wszelkich form podatków – VAT, CIT, PIT, cło – wymienia Ałtaj Abibułłajew.

Źródło: biznes.newseria.pl

Ustawa o kredycie hipotecznym uderzy nie tylko w pośredników.

0

Klienci muszą się liczyć z dodatkowymi opłatami, ograniczoną ofertą i droższymi kredytami.

Do Sejmu trafi niedługo projekt ustawy o kredycie hipotecznym. Obok korzystnych dla konsumentów zapisów, m.in. zakazujących sprzedaży łączonej czy udzielania kredytów walutowych, znalazła się kontrowersyjna propozycja, która zakazuje bankom wypłacania wynagrodzenia pośrednikom finansowym. Przy ich wsparciu udzielana jest obecnie połowa kredytów. Zdaniem branży odbije się to przede wszystkim na klientach, którzy będą musieli się liczyć z dodatkowymi kosztami, ograniczoną ofertą i droższymi kredytami hipotecznymi. 

– Założeniem ustawy o kredycie hipotecznym była poprawa transparentności i wzmocnienie pozycji konsumentów. Obawiamy się jednak, że zapis zakazujący bankom płacenia prowizji pośrednikom może przynieść efekt zupełnie odwrotny dla klientów – mówi agencji Newseria Katarzyna Dmowska, ekspertka ANG Spółdzielni Doradców Kredytowych.

Pod koniec ubiegłego roku Rada Ministrów przyjęła projekt ustawy o kredycie hipotecznym. Wprowadza on do prawa krajowego regulacje unijnej dyrektywy MCD. Polska miała ją wdrożyć do marca ubiegłego roku, ale nie dotrzymała tego terminu. Skutkiem tego w grudniu Komisja Europejska wysłała ponaglenie i zagroziła skierowaniem sprawy do Trybunału Sprawiedliwości UE, który może nałożyć na Polskę kary finansowe za niedostosowanie się do unijnych wymogów.

Na uchwalenie ustawy o kredycie hipotecznym pozostało więc mało czasu. W ostatniej wersji projektu znalazł się jednak dyskusyjny zapis, który zakazuje bankom wypłacania wynagrodzenia pośrednikom finansowym. Zdaniem przedstawicieli branży uderzy on przede wszystkim w konsumentów.

 Dzisiaj klient ma dostęp do usługi pośrednictwa za darmo i nie ponosi z tego tytułu żadnych dodatkowych opłat. Pośrednik selekcjonuje dla klienta oferty, porównuje i wybiera takie, które najlepiej spełniają jego oczekiwania i są dopasowane do jego możliwości. Następnie pomaga przy skompletowaniu wniosku, składa go w banku i koordynuje cały proces kredytowy, który często jest bardzo skomplikowany. Przez zapis w ustawie klienci stracą dostęp do tej bezpłatnej usługi – mówi Katarzyna Dmowska.

Niemal co drugi kredyt hipoteczny jest udzielany przy wsparciu pośrednika finansowego. Jego usługi finansowe są dla klienta bezpłatne, ponieważ wynagrodzenie pośrednikowi wypłaca bank, dzieląc się z nim częścią pobieranej prowizji. Ustawa ma zakazać takiego rozwiązania.

– Znając polskie społeczeństwo, można przypuszczać, że w tej sytuacji większość klientów zdecyduje się na samodzielne poszukiwanie najlepszego finansowania. Będą samodzielnie szukali rozwiązań i starali się wybrać najlepszą ofertę. Niestety może się okazać, że wiele decyzji będzie nietrafionych i klienci na nich stracą. Jeżeli natomiast zdecydują się na skorzystanie z usług pośrednika, to wówczas będą musieli ponieść dodatkowe opłaty i koszty wzrosną – mówi Katarzyna Dmowska.

W długiej perspektywie wzrosnąć mogą również koszty kredytów hipotecznych, ponieważ dzisiaj pośrednicy zapewniają bankom ok. 40 proc. produkcji hipotecznej. Zakaz współpracy z pośrednikami oznacza dla banków konieczność zbudowania własnej sieci specjalistów od kredytów hipotetycznych, którzy będą doradzać klientom.

– To oznacza, że będą one musiały ponieść dodatkowe koszty. Niestety, mogą się one przenieść na klientów, co oznacza, że kredyty hipoteczne mogą stać się droższe – potwierdza Katarzyna Dmowska.

Zdaniem przedstawicieli branży nowe przepisy ograniczą też konkurencyjność, ponieważ część klientów straci możliwość porównania oferty kredytowej w wielu różnych bankach. Dotyczy to zwłaszcza mniejszych miejscowości, w których swoje placówki mają zwykle tylko największe banki. Zaproponowany w ustawie zapis w praktyce nie ochroni też klientów przed narzucaniem ze strony banków wygórowanych marż czy prowizji.

Artur Nowak-Gocławski z ANG Spółdzielni Doradców Kredytowych zwraca uwagę na to, że ustawa o kredycie hipotecznym miała szansę poprawić nadszarpniętą reputację sektora finansowego. Znalazły się w niej bowiem korzystne propozycje dotyczące rejestru pośredników i określające ich wymagane kwalifikacje, a także zakaz sprzedaży łączonej (czyli sprzedawania klientom obowiązkowo innych produktów finansowych przy okazji) oraz bardzo szeroko określone obowiązki informacyjne wobec klientów.

– Ta ustawa dawała szansę na to, że branża finansowa będzie stawała się coraz bardziej profesjonalna i coraz lepsza. Od dawna jako ANG podejmujemy wiele działań związanych ze zrównoważonym, odpowiedzialnym rozwojem i zaangażowaniem społecznym naszej branży. Jesteśmy otwarci na każdą inicjatywę, która temu sprzyja. Nasz optymizm związany z ustawą skończył się w momencie, w którym pojawił się w projekcie groźny zapis stawiający na głowie całą branżę finansową – mówi Artur Nowak-Gocławski.

Pośrednictwem finansowym zajmuje się obecnie prawie 20 tys. doradców. Nowe przepisy mogą oznaczać dla nich konieczność przebranżowienia albo utraty dochodów. Zmiany czekają również firmy doradcze, które pośredniczą w udzielaniu kredytów hipotecznych. Transformacja całego rynku doradztwa finansowego w ciągu zaledwie 12 miesięcy, tj. od 1 stycznia 2018 roku, zdaniem ekspertów jest niemożliwa.

– Intencją ustawodawcy było ograniczenie missellingu, czyli nieodpowiedzialnej sprzedaży kredytów hipotecznych. Zaproponowane rozwiązanie nie wychodzi naprzeciw rzeczywistym problemom. Przede wszystkim dlatego, że dzisiaj misselling w kredytach hipotecznych jest problemem marginalnym. Znacznie większe ryzyko dotyczy pożyczek, ubezpieczeń czy produktów inwestycyjnych. Zatem zostały wytoczone ciężkie działa, a tymczasem ten przeciwnik wcale nie jest groźny. Branża potrzebuje innych rozwiązań – mówi Artur Nowak-Gocławski.

Jak podkreśla, branża pracuje nad innymi propozycjami zmian w przepisach, które mogłyby wpłynąć na poprawę transparentności rynku, ale nie będą miały tak negatywnych konsekwencji.

Stay connected

0FaniLubię
67,110ObserwującyObserwuj
14,700SubskrybującySubskrybuj