18.3 C
Nowy Jork
wtorek, 22 września, 2026

Buy now

spot_img
Strona główna Blog Strona 31

Aplikacje mobilne w komunikacji miejskiej coraz popularniejsze.

0

Pasażerowie wyszukują w ten sposób połączenia, kupują bilety, zamawiają taksówki

Polacy narzekają na korki w mieście, ale i tak często wybierają samochód, mimo że jego miesięczne utrzymanie czterokrotnie przewyższa cenę biletów komunikacyjnych. Jednak nie tylko publiczne środki transportu mogą usprawnić poruszanie się w miejskiej dżungli, lecz także korzystanie z inteligentnych aplikacji. Można dzięki nim wyszukać najlepsze połączenie, zamówić transport i za niego zapłacić. Najpopularniejsze wśród Polaków są aplikacje pozwalające na wyszukiwanie połączeń komunikacji miejskiej, korzysta z nich ponad 60 proc. – wynika z badania mytaxi.

 To, czy sprawnie i szybko jesteśmy w stanie poruszać się po naszych miastach, zależy nie tylko od tego, jak to miasto zaprojektujemy, lecz także od tego, jak skutecznie jesteśmy w stanie korzystać z nowych rozwiązań technologicznych. Są to m.in. aplikacje do wyszukiwania i zamawiania transportu, a także płacenia za tę usługę – mówi agencji informacyjnej Newseria Biznes Krzysztof Urban, dyrektor zarządzający mytaxi.

W badaniu „Komunikacja w aglomeracjach – sytuacja i innowacje” zrealizowane przez SW Research na zlecenie mytaxi, aplikacji taxi 69 proc., respondentów wskazało, że korzystało z aplikacji do wyszukiwania połączeń komunikacji miejskiej, a 80 proc. słyszało o takiej usłudze.

W największych polskich miastach jedna czwarta mieszkańców skorzystała z aplikacji do zamawiania taksówek, a 53 proc. o niej słyszało. Natomiast bilety komunikacji miejskiej kupuje online jedna czwarta ankietowanych, a połowa mieszkańców słyszała o tej możliwości – wymienia Krzysztof Urban.

Coraz więcej osób płaci też bezgotówkowo za kurs taksówką. W mytaxi opcja „płać przez aplikację” wybierana jest w 3/4 przypadków.

Za najszybszy środek transportu 57 proc. osób mieszkających w dużych aglomeracjach uważa własny samochód. Tylko 19 proc. za najszybszą uznało komunikację miejską, a 15 proc. – taksówki, podczas gdy kierowcy autobusów i taksówek mogą skutecznie omijać korki dzięki możliwości przejazdów buspasami i nie tracą czasu na parkowanie. Według mytaxi dowodzi to niskiej świadomość Polaków w kwestii efektywnego poruszania się po mieście.

– Łącząc rozwiązania technologiczne z transportem w mieście, można zobaczyć, że tak naprawdę przemieszczanie się w dużej aglomeracji jest intermodalne, tzn. łączy różne sposoby transportu, które możemy dobierać według potrzeb. Dlatego dla odkorkowania miast ważne jest właśnie wspieranie transportu publicznego, promowanie aplikacji związanych z transportem, a także systemów współdzielenia, które mogą zastąpić samochody prywatne – podkreśla Krzysztof Urban.

Systemy związane z ekonomią współdzielenia to w Polsce wciąż nowość. Najpopularniejszy z nich jest carpooling, czyli wspólne korzystanie z samochodów. Aplikacje, które ułatwiają korzystanie z tej opcji, są znane 58 proc. mieszkańców miast, ale korzysta z nich tylko połowa tej grupy. Bike-sharing to zjawisko znane 42 proc. badanych, podczas gdy co piąty Polak skorzystał z tej usługi. Badanie mytaxi wskazuje również, że znajomość bike-sharingu bardziej znana jest w Warszawie niż w innych miastach kraju.

Tylko 3 proc. Polaków twierdzi, że w ich mieście z przemieszczaniem się nie ma żadnych problemów. Jako największe utrudnienia komunikacyjne najczęściej wskazywane są zbyt duże korki oraz brak miejsc parkingowych. W wyniku tych utrudnień 70 proc. mieszkańców polskich miast zdarza się porzucać jazdę samochodem na rzecz komunikacji miejskiej, a połowa idzie pieszo.

Źródło: biznes.newseria.pl

 

60 proc. studentów dorabia po zajęciach, Większość pracuje na umowę-zlecenia

0

Prawie co trzeci student ma stałą pracę. Tyle samo studentów dorabia dorywczo. Ponad 40 proc. z tych, którzy jednocześnie uczą się i studiują, karierę zawodową rozpoczęło już na pierwszym roku – wynika z badania SW Research dla Job Square. Zdobywanie doświadczeń zawodowych w czasie studiów może się okazać w przyszłości kartą przetargową podczas rozmowy o pracę. Pracodawcy chętnie zatrudniają studentów, przede wszystkim dlatego, że od umów zlecenia ze studentami nie opłaca się składek na ubezpieczenia.

 Praca w czasie studiów to niezwykle istotny fragment CV. Osoba zaraz po studiach może niewiele wpisać do swojej aplikacji. Szalenie ważne są więc wszelkiego rodzaju prace podczas nauki, staże, wolontariaty, praktyki, bo mogą przyszłemu pracodawcy dać pewien obraz kandydata. To istotne także dlatego, że staże i praktyki dają młodej osobie pewną umiejętność poruszania się w nowym środowisku – podkreśla w rozmowie z agencją Newseria Biznes Łukasz Marciniak, ekspert Pracuj.pl.

Jak wynika z badania „Student w pracy 2016”, przeprowadzonego przez agencję SW Research na zlecenie Job Square, prawie 60 proc. studentów dorabia po zajęciach. Połowa z tej grupy pracuje dorywczo, przede wszystkim w trakcie wakacji, a 30 proc. studentów ma stałą pracę. Ponad 40 proc. z tych, którzy pracują podczas studiów, zarabiać zaczęło już na pierwszym roku. Nieco mniej niż połowa pracuje w swoim przyszłym zawodzie.

– Jeżeli jednak patrzymy szerzej na specjalistów marketingu, sprzedaży, czyli human resources, to studenci z różnych specjalizacji są w stanie sobie tam świetnie poradzić. Nie warto szukać zatrudnienia tylko zgodnego z kierunkiem studiów – przekonuje Marciniak.

Najpopularniejszą branżą, w której studenci znajdują pracę, jest handel i sprzedaż (16,5 proc.) oraz gastronomia i hotelarstwo (ponad 9 proc.). Nawet jeśli praca nie jest zgodna z wykształceniem, to zdobyte doświadczenie może być docenione przez przyszłego pracodawcę.

Choć 70 proc. studentów wskazuje, że chciałoby pracować na podstawie umowy o pracę, to nieco ponad połowa jest zatrudnianych na podstawie umów cywilnoprawnych. Takie umowy są przede wszystkim korzystne dla pracodawców.

– Zleceniodawca nie jest zobowiązany do opłacania składek na ubezpieczenia społeczne i zdrowotne za zleceniobiorcę, czyli studenta kształcącego się na studiach I oraz II stopnia lub na jednolitych studiach magisterskich do ukończenia 26 lat – przypomina Bożena Chustecka z Departamentu Ubezpieczeń i Składek w Centrali Zakładu Ubezpieczeń Społecznych.

W przypadku zatrudniania na podstawie umowy-zlecenia studentów do 26 roku życia obowiązują takie same zasady jak wobec uczniów gimnazjów, uczniów szkół ponadgimnazjalnych i ponadpodstawowych. Takie osoby nie podlegają obowiązkowo ubezpieczeniom społecznym i zdrowotnemu.

Zleceniodawca nie opłaca składek na ubezpieczenia za zleceniobiorcę studenta od momentu uzyskania przez niego statusu studenta do momentu ukończenia studiów lub skreślenia z listy studentów – tłumaczy ekspertka ZUS.

Za datę ukończenia studiów przyjmuje się datę złożenia egzaminu dyplomowego lub ostatniego egzaminu, który przewiduje plan studiów: w przypadku kierunków lekarskiego, lekarsko-dentystycznego i weterynarii, datę zaliczenia ostatniej, przewidzianej w planie studiów praktyki, w przypadku kierunku farmacja.

– Słuchacze studiów doktoranckich i podyplomowych nie mają statusu studenta. Jeżeli zostaną więc zatrudnieni na podstawie umowy-zlecenia czy innej umowy o świadczenie usług, podlegają obowiązkowo ubezpieczeniom społecznym niezależnie od wieku. W związku z tym zleceniodawca jest obowiązany zgłosić taką osobę do ubezpieczeń – wskazuje Bożena Chustecka.

Warto pamiętać o tym, że zwolnienie z opłacania składek za zleceniobiorców studentów nie dotyczy tych osób, które wykonują umowę-zlecenie lub umowę o świadczenie usług zawartą z własnym pracodawcą albo z innym podmiotem, ale na rzecz swojego pracodawcy. Takie osoby uważa się bowiem za pracowników.

Konferencja Energetyczna EuroPOWER

0
Konferencja Energetyczna EuroPOWER od 23. edycji stawia sobie za cel mówienie o najbardziej aktualnych wyzwaniach i problemach dotyczących sektora energetycznego. Co pół roku wszyscy kluczowi przedstawiciele branży gromadzą się, aby wspólnie przedyskutować najważniejsze aspekty branży.

Informacje ogólne

Zakres tematyczny Konferencji współtworzony jest przez Radę Programową pod przewodnictwem dr Leszka Juchniewicza. W jej skład wchodzą prezesi i członkowie zarządów kluczowych dla rynku podmiotów, reprezentanci administracji rządowej, w tym także regulatora, przedstawiciele świata nauki oraz sektorów współpracujących.

Prowadzone, w ramach 24. edycji wydarzenia, dyskusje dotyczą najistotniejszych zmian zachodzących w branży, takich jak wprowadzenie rynku mocy oraz analizy nowych trendów, jak elektomobilność czy klastry energetyczne. Uczestnicy mają możliwość wspólnego poszukiwania modeli biznesowych, pozwalających najefektywniej realizować przyjęte strategie poprzez podjęcie dyskusji m.in. na temat przyszłości gazu i paliw, miksu energetycznego oraz próby zdefiniowania pojęć „nowoczesna energetyka, nowoczesna gospodarka”. Udział reprezentatywnego grona kluczowych przedstawicieli branży, nauki i administracji umożliwia holistyczne spojrzenie na energetykę i zaprezentowanie jej w szerokim kontekście społecznym i gospodarczym. ze szczególnym uwzględnieniem sektorów współpracujących – m.in. telekomunikacji, bankowości i ubezpieczeń.

Warunki akredytacji

Rejestracja na wydarzenie: http://konferencjaeuropower.pl/

Żródło: biznes.newseria.pl

Branża alkoholowa szykuje się na przedświąteczny boom

0

Na prezenty najczęściej wybierane są wina

Wybierając alkohol dla siebie, konsumenci częściej kierują się smakiem. Na prezenty kupują raczej trunki znanych i prestiżowych marek – wynika z badania SW Research. Na świąteczne prezenty najchętniej wybierane są wina, ale w dowód wdzięczności częściej wręczamy whisky. Polacy coraz częściej eksperymentują z nieznanymi wcześniej smakami, kupują lżejsze alkohole oraz markowe trunki, z wyższej półki.

Należy zauważyć różnicę między tym, kiedy kupujemy trunek dla siebie, a kiedy kupujemy go na prezent. Kierujemy się innymi kryteriami. Kiedy kupujemy dla siebie najważniejszy jest smak (52,2 proc. wskazań), na drugim miejscu marka i prestiż . I to jest ciekawe odkrycie, ponieważ w tej kategorii produktów cena nie odgrywa tak dużej roli – mówi agencji Newseria Biznes Piotr Zimolzak, wiceprezes Agencji Badań Rynki i Opinii SW Research.

Żródło: biznes.newseria.p

Z październikowego badania agencji wynika, że w przypadku, gdy alkohol chcemy komuś podarować, najważniejsza jest znajomość marki (41 proc.) oraz jej prestiż (34,4 proc.). W obu sytuacjach cena nie była decydującym kryterium.

Alkohol jest niezmienne postrzegany jako uniwersalny i bezpieczny prezent, zwłaszcza gdy jest to produkt oryginalny, nieznajdujący się w szerokiej dystrybucji i sygnowany przez znaną osobę.

Jeżeli chodzi o prezenty najczęściej wybieramy wino, ponieważ w dobrym tonie jest jednak kupować alkohole średniego kalibru. Wódkę kupujemy rzadziej. Jeśli już to jako dowód wdzięczności – wskazuje Zimolzak.

Najpopularniejszym alkoholem wręczanym z okazji Świąt Bożego Narodzenia jest wino (36,8 proc. wskazań), wódka (29,9 proc.) i whisky (12,1 proc.). Gdy wybieramy alkohol, by wyrazić komuś wdzięczność, częściej sięgamy po whisky (24 proc.). Wino w takiej sytuacji kupuje 22,9 proc. ankietowanych, podobny odsetek wybierze wódkę lub koniak (22,8 proc. i 22 proc.).

Przed branżą najważniejszy okres w roku – święta i karnawał. Ten rok przyniósł pierwsze oznaki stabilizacji rynku, który po podwyższeniu akcyzy w 2014 roku przeszedł załamanie. W tym czasie widać zmiany również w preferencjach klientów.

Od lat w trójce najpopularniejszych alkoholi znajdują wódka, piwo i wino i w tych trzech kategoriach następuje tendencja rosnąca. Jednak widać pewne przesunięcie w stronę alkoholi smakowych: whisky, wódek kolorowych. Polacy pokazali się również od takiej strony, że lubią eksperymentować, zwłaszcza z alkoholami słabszymi takimi jakim piwo, cydr, wino. Próbujemy miksów, nowych smaków. Lubimy łączyć np. mocne alkohole z napojami lżejszymi – wyjaśnia Zimzolak.

Po nowości od czasu do czasu sięga połowa ankietowanych, a jedynie 3,5 proc. badanych robi to zawsze, gdy decyduje się na zakup trunku. Informacje o nowych produktach uzyskujemy najczęściej od znajomych (36,3 proc.) i to ich rekomendacje skłaniają nas do sięgania po nowości. 25 proc. ankietowanych polega w tej kwestii na materiałach dostępnych w sklepach.

Polacy coraz częściej kupują whisky, przede wszystkim w sklepach dyskontowych.

Dodatkowo widać tendencję w kierunku premiumizacji, czyli promowania droższych marek alkoholi luksusowych. Tu również dużą rolę odgrywają sklepy średniopowierzchniowe czy dyskonty, które od czasu do czasu mogą zaoferować konsumentom coś nietypowego np. promocję na dobre wina albo dobre whisky, ponieważ zrekompensują to sobie skalą zakupu innych produktów – mówi Zimolzak. – Często mamy też promocje regionalne, dzięki którym konsumenci mogą zapoznać się z trunkami z nieco wyższej półki.

Firmy transportowe modernizują flotę.

0

Wyniki sprzedaży samochodów ciężarowych są tak dobre jak przed kryzysem

Pomimo niedoboru wykwalifikowanych kierowców i wprowadzenia w ubiegłym roku kontrowersyjnych przepisów o płacy minimalnej w niektórych krajach UE, polskie firmy transportowe mają się dobrze, o czym świadczy rosnąca sprzedaż samochodów ciężarowych. Wyniki sprzedażowe z ostatnich dwóch lat są tak dobre, jak przed wybuchem kryzysu gospodarczego.

Mamy do czynienia z ogromnym wzrostem sprzedaży pojazdów ciężarowych. Sytuację w ostatnich dwóch latach można porównać do boomu z 2007 roku, obecnie obserwujemy podobne wzrosty sprzedaży. Przewidujemy, że w przyszłym roku ten trend się utrzyma. Może nie będzie to jakiś diametralny wzrost, ale utrzymanie pewnego poziomu wypracowanego w ostatnich latach – mówi agencji Newseria Michał Proc, przedstawiciel Volvo Trucks Polska.

Z zestawienia Polskiego Związku Przemysłu Motoryzacyjnego wynika, że w pierwszej połowie tego roku zarejestrowano 13 250 samochodów ciężarowych o docelowej masie całkowitej (dcm) powyżej 3,5 tony. To wzrost o 30 proc. w porównaniu z analogicznym okresem roku ubiegłego. W samym tylko wrześniu zarejestrowano ich 2506 sztuk, co przełożyło się na 11-procentowy wzrost rok do roku i 33-procentowy wzrost w skali miesiąca. Był to najlepszy wrześniowy rezultat od dziesięciu lat.

W całym 2015 roku zarejestrowano natomiast 22 437 samochodów ciężarowych o dmc> 3,5t (wzrost o 26,6 proc rok do roku) i według PZPM był to rezultat porównywalny z wynikami osiągniętymi w 2007 roku, przed wybuchem kryzysu. Przedstawiciel Volvo Polska zwraca uwagę, że podobna sytuacja ma miejsce w segmencie ciężkich pojazdów, ponad 16-tonowych.

W 2007 roku odnotowano sprzedaż przekraczającą 19 tys. pojazdów powyżej 16 ton. W ubiegłym roku ten segment urósł o ponad 30 proc., a w tej chwili obserwujemy około 26 proc. wzrost rok do roku – mówi Michał Proc.

Tak dobre wyniki sprzedaży są podyktowane rosnącym zapotrzebowaniem ze strony firm transportowych, które w ostatnich latach realizowały znaczne zakupy pojazdów i modernizowały swoją flotę. Polska branża transportowa jest jednym z liderów europejskiego rynku, a rodzime firmy skutecznie konkurują z zachodnimi.

Flota, którą dysponują polskie firmy transportowe jest coraz nowsza, coraz bezpieczniejsza. Branża oczekuje wciąż nowych rozwiązań, dlatego flota pojazdów jest wymieniana częściej. Firmy transportowe z Polski są jednymi z najbardziej konkurencyjnych w Europie i dbają o to, żeby jakość transportu była na najwyższym poziomie – mówi Michał Proc.

Zdaniem przedstawiciela Volvo Trucks Polska kluczowa dla firm transportowych jest zarówno ekonomika paliwowa, jak i oszczędność czasu, które przekładają się na zyski. Jednak dla rozwoju całego rynku największym zagrożeniem pozostaje brak profesjonalnych kierowców. Z danych przewoźników wynika, że co roku potrzeba około 30 tys. kierowców, a niemal połowa zatrudnionych obecnie w branży ma powyżej 65 lat.

Sytuację w branży transportowej skomplikowało również wprowadzenie w niektórych krajach Unii Europejskiej (m.in. w Niemczech i Francji) ustawy o płacy minimalnej na początku 2015 roku. Przepisy wprowadziły szereg nowych wymogów administracyjnych i spowodowały, że właściciele przedsiębiorstw zmuszeni byli dokumentować czas wjazdu i wyjazdu kierowcy z danego kraju z dużą dokładnością.

Producenci pojazdów ciężarowych oferują systemy telematyczne, które pomagają zarządzać firmom w tej kwestii. Można otworzyć strefy tzw. geofence, w których monitorowany jest wjazd i wyjazd pojazdu z danej strefy. To znacząco pomaga w identyfikacji czasu pracy kierowców i zarządzaniu firmą – wskazuje Michał Proc.

Źródło: biznes.newseria.pl

Przewodniczący KRRiT: nie jestem zwolennikiem przykręcania śruby w internecie.

0

To medium wyrosło na wolności

Na forum UE trwają prace nad nową dyrektywą audiowizualną, która w większym stopniu będzie dotyczyć platform internetowych. Nie jestem zwolennikiem przykręcania śruby w internecie, wolność powinna być domeną tego medium – uważa Witold Kołodziejski, przewodniczący Krajowej Rady Radiofonii i Telewizji. Zmiany zachodzące na rynku niewątpliwie wymuszą jednak zmiany w funkcjonowaniu i zadaniach stojących przed KRRiT.

Rola nowej KRRiT będzie mocniejsza, ponieważ zasady gry są czystsze. Nie wybieramy rad nadzorczych mediów publicznych, więc pępowina została odcięta. Dzięki temu z dużym dystansem możemy podchodzić zarówno do mediów publicznych, jak i komercyjnych. Dalej jednak dzielimy abonament, podpisujemy kontrakty programowo-finansowe z mediami publicznymi, więc wpływ na realizację zadań misyjnych finansowanych z abonamentu pozostanie bardzo duży – zapowiada Witold Kołodziejski, przewodniczący Krajowej Rady Radiofonii i Telewizji w rozmowie z agencją informacyjną Newseria.

KRRiT, która od września pracuje w nowym składzie, ma zawężone kompetencje, ponieważ nadzór nad mediami publicznymi przejęła od niej utworzona w tym roku Rada Mediów Narodowych. Oznacza to, że KRRiT nie wybiera już rad nadzorczych, które przeprowadzały konkursy na członków zarządu.

Jak podkreśla Kołodziejski, rynek medialny bardzo się zmienia, a więc i rola KRRiT będzie się zmieniała. Wiele zależy od regulacji unijnych – w Brukseli toczą się dyskusje nad nową dyrektywą audiowizualną. Będzie ona w większym stopniu regulować zasady wymiany treści w internecie.

Nie jestem zwolennikiem przykręcania śruby w internecie, ponieważ internet wyrósł na wolności. Producenci mają swoje zastrzeżenia, mówią, że to nie może być platforma dla wymiany treści kradzionych, pirackich. Z tym się zgadzamy, ale z drugiej strony nie możemy ograniczać tej platformy, ponieważ zachodzi tu wiele korzystnych i prokonsumenckich procesów – mówi przewodniczący KRRiT. – A więc nie rozwijajmy narzędzi kontrolujących internet, a zastanówmy się, czy wszystkie ograniczenia, ramy, bariery, które są w innych technologiach jak nadawanie naziemne, nadawanie satelitarne czy telewizja kablowa, są dalej potrzebne, czy nie należałoby z nich zrezygnować.

W maju tego roku Komisja Europejska zaproponowała nowelizację dotychczasowej dyrektywy o audiowizualnych usługach medialnych. Zmiany mają na celu m.in. promowanie europejskiej różnorodności kulturowej, zwalczanie mowy nienawiści, ochronię nieletnich przed nieodpowiednimi treściami oraz stworzenie sprawiedliwych warunków dla wszystkich podmiotów rynku.

KE zwróciła uwagę, że widzowie coraz częściej oglądają wideo nie tylko za pośrednictwem kanałów telewizyjnych, ale także w coraz większym stopniu za pośrednictwem usług wideo na żądanie (tj. serwisy filmowe Netflix i MUBI) oraz platform udostępniania plików wideo (tj. YouTube i Dailymotion). Dlatego komisja chce m.in.:, aby platformy udostępniające wideo w większym stopniu zadbały o zapewnienie odpowiedniej ochrony nieletnim przed szkodliwymi treściami i przemocą oraz podżeganie do nienawiści. Nowelizacja ma również zapewnić nadawcom większą elastyczność emisji reklam. Niewykluczona jest również deregulacja w odniesieniu do sektorów tradycyjnych.

Poza wypracowaniem nowych regulacji, zgodnych z nowelizowaną dyrektywą audiowizualną, do największych wyzwań KRRiT w tej kadencji należy dokończenie cyfryzacji telewizji i podjęcie decyzji dotyczącej dalszej cyfryzacji radia. W opinii nowego prezesa rady na rynku jest wiele miejsca dla nowych dystrybutorów treści. Internet w tym zakresie daje wręcz nieograniczone możliwości.

Dzisiaj nie trzeba mieć kanału telewizyjnego, żeby dystrybuować treści. Mamy telewizję naziemną z bardzo szeroką ofertą, telewizję satelitarną z nieograniczoną pojemnością, ale dzisiaj to internet decyduje o pozycji i konsumpcji mediów. My wszyscy coraz częściej konsumujemy, odbieramy treści audiowizualne w internecie, ale to są treści wytworzone przez producentów, którymi najczęściej są nadawcy telewizyjni – mówi Kołodziejski.

W toku jest również dyskusja nad finansowaniem mediów publicznych.

Najprostszym i najszybszym rozwiązaniem jest naprawa obecnej ustawy i wprowadzenie domniemania posiadania urządzenia, na którym można oglądać telewizję i słuchać radia. Jednak moim zdaniem najelegantsze rozwiązanie to takie, w którym abonament jest elementem podatku. Mówimy o dużej reformie PIT-ów w przyszłym roku, można by tam umieścić niewielki element, jakim byłaby składka abonamentowa – mówi Witold Kołodziejski.

Podobne rozwiązanie postulowała KRRiT w poprzedniej kadencji, proponując, aby opłata radiowo-telewizyjna była uiszczana wraz z podatkiem dochodowym. Ta koncepcja nie weszła jednak w życie. Abonament RTV płaci mniej niż 10 proc. gospodarstw domowych, a pod względem ściągalności tej opłaty Polska zajmuje jedno z ostatnich miejsc w UE.

Żródło: biznes.newseria.pl

Polska staje się potęgą w branży wierzytelności

0

Wartość transakcji rośnie, coraz większa jest też konkurencja

Rynek wierzytelności jest wart 20–25 mld zł i z roku na rok notuje wzrosty. Trafia na niego coraz więcej wierzytelności bankowych, ale swoje portfele sprzedają też przedsiębiorstwa telekomunikacyjne, ubezpieczyciele oraz dostawcy energii, gazu i innych mediów, choć tych ostatnich nie jest jeszcze dużo. Ze względu na to, że rynek dynamicznie się rozwija, jest on atrakcyjny dla zagranicznych graczy. – Konkurencja jest coraz większa – uważa Paweł Trybuchowski, wiceprezes spółki GetBack SA.

 Na rynku wierzytelności pojawiają się firmy zagraniczne. Często są to znakomite marki, z wieloletnią tradycją. W ostatnich latach obserwowaliśmy wiele przejęć i inwestycji zagranicznych w Polsce. Również polskie firmy się konsolidują, niektóre kontynuują ekspansję na zachodnich rynkach. Można powiedzieć, że stajemy się potęgą w branży wierzytelności – ocenia Paweł Trybuchowski, wiceprezes spółki GetBack SA w rozmowie z agencją informacyjną Newseria.

Na koniec II kwartału 2016 roku firmy zrzeszone w Konferencji Przedsiębiorstw Finansowych w Polsce, która monitoruje polski rynek, zarządzały łącznie 14,9 mln sztuk wierzytelności o łącznej wartości 85 mld zł. Średnia wartość pojedynczej wierzytelności wzrastała nieprzerwanie od początku ubiegłego roku, jednak w drugim kwartale br. nieznacznie spadła, osiągając wartość 5,7 tys. zł – wynika z cyklicznego raportu KPF. Dla porównania w II kwartale roku ubiegłego firmy objęte badaniem obsługiwały wierzytelności o nominalnej wartości 61,6 mld zł, co oznacza wzrost o 23,4 mld zł w ciągu dwunastu miesięcy. Jak podaje KPF, wartość nominalna obsługiwanych wierzytelności nieprzerwanie rośnie, począwszy od 2010 roku.

Polski rynek wierzytelności składa się z trzech głównych segmentów: konsumenckiego, biznesowego (korporacyjnego) i wierzytelności służby zdrowia. W ocenie wiceprezesa GetBack na rynku widać zwłaszcza dużą podaż wierzytelności konsumenckich ze strony banków, które chętnie odsprzedają trudno ściągalne zobowiązania swoich klientów profesjonalnym podmiotom. Tak więc należy się spodziewać, że w bieżącym roku powinien nastąpić wzrost podaży wierzytelności bankowych, głównie za sprawą wprowadzonego w lutym podatku bankowego.

– Każdy klient tego segmentu prowadzi procesy sprzedażowe. Najwięcej, zarówno pod względem wartości nominału, jak i liczby portfeli, wystawiają na sprzedaż banki. Poza tym na rynku są jeszcze przedsiębiorstwa telekomunikacyjne, firmy utility i ubezpieczeniowe – mówi Paweł Trybuchowski.

Ostatnie dwa lata upłynęły pod znakiem konsolidacji rynku i napływu zagranicznego kapitału. W Polsce zadebiutowały m.in. Grupa Lindorff, Hoist, B2Holding i amerykański lider branży Portfolio Recovery Associates (PRA). Polski rynek wciąż budzi duże zainteresowanie zagranicznych inwestorów i jest postrzegany jako wzrostowy i bardzo konkurencyjny.

– Niektóre spośród rodzimych firm uważają nawet, że łatwiej jest kupić portfel w krajach Europy Zachodniej niż w Polsce. To świadczy o tym, że walka jest mocna, ale prowadzona na zdrowych zasadach. Zasadniczo nie ma firm, które przepłacają za portfele – wskazuje Paweł Trybuchowski.

W opinii wiceprezesa GetBack wartość transakcji na polskim rynku z roku na rok wzrasta. Wynika to m.in. z nowych technik sprzedaży i metod przeprowadzania transakcji.

 W branży konsumenckiej rentowność waha się w granicach 15–25 proc. Dużo gorzej jest w przypadku rentowności tzw. windykacji serwisowej, usługowej, ale to jest zrozumiałe, ponieważ marże, prowizje i stopień komplikacji całego procesu są znacznie trudniejsze do okiełznania – dodaje Paweł Trybuchowski.

Założona w 2012 roku spółka GetBack SA jest jednym z liderów polskiego rynku zarządzania wierzytelnościami. Od dwóch lat rozwija się także w Rumunii. W czerwcu br. konsorcjum funduszy private equity kupiło od podmiotu zależnego Idea Banku 100 proc. akcji GetBack SA za kwotę 825 mln zł. W I półroczu br. Grupa Kapitałowa GetBack wypracowała skonsolidowany zysk netto w wysokości 74,4 mln zł, czyli o 37 proc. wyższy w porównaniu z analogicznym okresem ubiegłego roku. Przychody netto wyniosły natomiast 160 mln zł i wzrosły o 84 proc. rok do roku.

Źródło: biznes.newseria.pl

Małe i średnie firmy na celowniku hakerów.

0

Zwykle przeznaczają niewystarczające środki na cyberochronę

Od pięciu lat rośnie liczba ataków hakerskich na systemy małych i średnich firm. W 2015 roku próby kradzieży danych od przedsiębiorców z tego sektora stanowiły 42 proc. wszystkich ataków zablokowanych przez Symantec, podczas gdy w 2011 r. było to zaledwie 18 proc. Mimo mniejszych budżetów na IT MŚP mogą zapewnić sobie skuteczną ochronę dzięki np. usługom w chmurze.

– Zauważono ostatnio wzrost aktywności hakerów, którzy przeprowadzają ataki na małe i średnie przedsiębiorstwa. Jest to prawdopodobnie związane z mniejszym budżetem na ochronę w takich firmach. Zwykle nie mają one wystarczających środków do zabezpieczenia swojej infrastruktury serwerowej i do zabezpieczeń antyspamowych – mówi agencji informacyjnej Newseria Biznes Tomasz Smirnow, menadżer ds. rozwoju w Onex Group, która oferuje produkty i usługi oparte o technologie firmy Microsoft.

Cyberataki mają przede wszystkim na celu wyłudzenie danych, np. osobowych lub innych poufnych informacji z firmy. Hakerzy najczęściej dokonują ich przy pomocy zainfekowanych wiadomości e-mail, których treść skłania do otwarcia załącznika. Mogą to być np. listy przewozowe od firm kurierskich, linki do śledzenia paczek czy fałszywe faktury.

Hakerzy mają różne sposoby, żeby skłonić nas do otworzenia niebezpiecznej zawartości e-maila – tłumaczy Smirnow. – Nie ma sposobu, by jednoznacznie stwierdzić, czy jej zawartość jest bezpieczna. Jeżeli odbieramy e-maila od osób, które są nam znane, od stałych klientów czy partnerów, to nie ma czego się obawiać. Jeżeli odbieramy je jednak od nieznanych nadawców, to powinniśmy się mieć na baczności.

Przedsiębiorcy coraz więcej wiedzą na temat cyberzagrożeń i starają się w tym zakresie szkolić swoich pracowników. Z danych Symantec wynika, że w ubiegłym roku liczba kampanii mających na celu zwiększenie świadomości pracowników wzrosła o 55 proc. wobec 2014 roku.

Czujność to jedna kwestia. Drugą są odpowiednie zabezpieczenia. Małe i średnie firmy nie mają dużych budżetów na cyberochronę. Mimo to na rynku są dostępne rozwiązania, które zagwarantują im korporacyjne standardy bezpieczeństwa.

– Przede wszystkim chodzi o filtry antyspamowe zabezpieczające firmy przed złośliwym oprogramowaniem. Wówczas e-maile, które trafiają do nas ze złośliwą albo niebezpieczną treścią, są odpowiednio blokowane – wyjaśnia Smirnow.

Koszt takiego oprogramowania, w zależności od pakietu, to około 1 000 zł. Bardziej korzystne dla firm mogą się okazać rozwiązania chmurowe. Umożliwiają one przechowywanie w zabezpieczonym centrum danych ważnych dokumentów czy przenoszenie skrzynek pocztowych, które są od razu objęte określonymi rozwiązaniami antywirusowymi i antyspamowymi. Jak podkreślają przedstawiciele Onex Group, w przeciwieństwie do darmowych hosterów, treści przechowywane na skrzynkach pocztowych nie są analizowane przez dostawcę i na ich podstawie nie mogą być tworzone treści reklamowe czy wręcz phisingowe.

Jeżeli mamy w firmie przestarzałą infrastrukturę serwerową, nie chcemy inwestować w nowe oprogramowanie serwerowe, które jest bardzo drogie, to mamy wówczas możliwość migracji całej infrastruktury do chmury. Taką możliwość daje np. Office 365. Wówczas wszystkie te serwery są wspierane przez wielką firmę typu Microsoft, gdzie mamy pełną gwarancję bezpieczeństwa przechowywania własnych danych i ochrony przed atakami hakerskimi –zaznacza Smirnow.

Żródło: biznes.newseria.pl

Nadchodzi era gospodarki cyfrowej

0

Do 2020 roku wydatki firm na nowoczesne rozwiązania IT przekroczą 500 mld dol.

Proces przechodzenia przedsiębiorstw na rozwiązania cyfrowe następuje coraz szybciej. Aby utrzymać się na rynku, niebawem każda firma będzie musiała się przekształcić, przynajmniej częściowo, w spółkę software’ową. Eksperci podkreślają, że bardzo wzrośnie rola działów IT w przedsiębiorstwach. Internet rzeczy, big data oraz chmura obliczeniowa to rozwiązania, które będą stosowane powszechnie.

– Najważniejszym czynnikiem decydującym o biznesowym sukcesie w ciągu najbliższych 15 lat będzie tempo i sprawność działania w przechodzeniu transformacji cyfrowej – przekonuje w rozmowie z agencją informacyjną Newseria Biznes Patricia Florissi, szefowa globalnego działu sprzedaży w Dell EMC. – Wszyscy muszą na nowo przemyśleć i przeprojektować sposób, w jaki prowadzoną działalność biznesową. To jest wyścig. Każda firma z branży musi się nauczyć, jak szybciej i efektywniej wprowadzać innowacje, eksperymentować, zbierać dane i je analizować, jak mierzyć skuteczność działania, wprowadzać nowe aplikacje i kontrolować ich efektywność.

Jak prognozuje firma International Data Corporation (IDC), do końca 2017 roku dwie trzecie największych przedsiębiorstw na świecie postawi na cyfrową transformację w centrum swoich strategii korporacyjnych. Do 2020 roku wydatki firm na oprogramowanie, sprzęt, wdrażanie, serwis oraz zarządzanie usługami w chmurze wyniosą ponad 500 mld dol., co oznacza, że będą przeszło trzy razy większe niż obecnie. Prócz transformacji cyfrowej zapowiadane jest upowszechnienie technologii tzw. trzeciej platformy (chmura obliczeniowa, duże zbiory danych tzw. big data, mobilność oraz media społecznościowe).

– Zmiany technologiczne przedefiniują fundamentalnie sposób, w jaki pracujemy, żyjemy i myślimy – prognozuje Patricia Florissi. – Ci, którzy zignorują takie procesy, wypadną na następnym zakręcie ekonomicznego wyścigu. Musimy też pamiętać, że technologia zmienia się bardzo szybko, podwaja swoją efektywność w ciągu osiemnastu miesięcy, więc po pięciu latach mamy dziesięć razy szybsze i bardziej zaawansowane rozwiązania. W takim tempie bardzo trudno się firmom przystosowywać i w pełni wykorzystywać nowoczesne technologie, ale muszą to robić.

IDC przewiduje, że w ciągu dwóch lat rozwój cyfrowych strategii biznesowych pochłonie przeszło połowę budżetów przeznaczanych na rozwiązania informatyczne. Technologie w chmurze stanowić mają podstawę wdrożenia pozostałych rozwiązań trzeciej platformy oraz realizacji transformacji. IDC zapowiada też, że do 2018 roku będzie co najmniej 500 branżowych chmur (obecnie jest ich około stu), a ponad połowa dużych korporacji zostanie partnerem tego rodzaju rozwiązań.

– Ale mamy również w biznesie efekty uboczne wynikające z tych trendów – zauważa Patricia Florissi. – Jednym z nich jest to, że sposób tworzenia i proces oprogramowania zmienia się w sposób fundamentalny. W przeszłości IT koncentrowało się na rozwijaniu produktu. Najpierw decydowano, jaka jest skala projektu, funkcjonalność, potem ustalano budżet i kalendarz. Robiliśmy tak, bo przekładaliśmy to, z czym mieliśmy do czynienia w realnym świecie, na rozwiązania cyfrowe.

Według prognoz motorem wzrostu gospodarki cyfrowej będzie oprogramowanie. Zdolność firm do rozwoju oraz rywalizacji rynkowej w znacznym stopniu zależeć więc będzie od innowacyjności związanej z umiejętnościami zespołu IT. Każda firma prędzej czy później zacznie przypominać spółkę softwarową. Zdaniem IDC do 2018 roku przedsiębiorstwa decydujące się na cyfrową transformację powiększą swoje działy IT o co najmniej 100 proc. Jak zauważa Patricia Florissi, w związku z tym w przyszłości proces projektowania produktu lub usługi będzie musiał się odbywać niejako w biegu, przy większym niż obecnie współudziale użytkownika.

– Dzisiaj nie wiemy tak naprawdę, czego on od nas oczekuje, czyli nie rozumiemy modelu biznesowego, który mamy wdrażać, ani funkcjonalności, którą chcemy zapewnić – wyjaśnia Patricia Florissi. – Dlatego musimy eksperymentować. Porządek został więc odwrócony. Najpierw decydujemy, kiedy wejść na rynek, potem przez kilka tygodni czy miesięcy eksperymentujemy, następnie decydujemy o budżecie. Tworzymy więc aplikacje w zupełnie inny sposób.   

Jednym z obszarów najbardziej rozwojowych będzie internet rzeczy (IoT, skrót od ang. Internet of Things). Analitycy przewidują, że do 2018 roku liczba urządzeń wykorzystujących tę technologię wzrośnie ponaddwukrotnie i osiągnie liczbę 22 mld, inicjując rozwój 200 tys. aplikacji i rozwiązań. IoT rozwijać się będzie najszybciej w czterech branżach: transportowej, produkcyjnej, służbie zdrowia oraz sprzedaży detalicznej.

– Najważniejsze jest to, że niemal wszystkie przedmioty, których używamy, stają się autonomiczne, zyskują własną inteligencję, zyskują możliwość przeprowadzania procesów, kontaktowania się ze sobą, zbierania danych, analizowania, mogą się integrować z innymi technologiami dostępnymi w sieci –zauważa Patricia Florissi. – Na tym właśnie polega IoT. Innym trendem technologicznym wartym zauważenia jest potencjał big data (duże zbiory informacji – red.), także napędzany w dużej mierze przez IoT, ale również postęp technologiczny w innych branżach. Chodzi między innymi o ustalenie czynników pozwalających monitorować wszystkie kroki w procesie biznesowym i interakcję z użytkownikami. Warto też zwrócić uwagę na rozwiązania w chmurze, które obniżą koszty, przyspieszając jednocześnie analizę.

Źródło: biznes.newseria.pl

Szkło ognioochronne w budynkach mieszkalnych

0

Nowoczesna architektura charakteryzuje się coraz większymi powierzchniami przeszklonymi, ustawionymi zarówno pionowo – fasady zewnętrzne, ściany czy drzwi wewnątrz budynków, jak i ukośnie lub poziomo – świetliki, podłogi szklane. Uzyskujemy dzięki temu otwarte, jasne pomieszczenia oświetlone światłem naturalnym. Zlokalizowane tam miejsca pracy nie są izolowane od siebie i dzięki kontaktowi wzrokowemu pracownicy czują się częścią dużego zespołu – jednocześnie zapewniona jest odpowiednia izolacyjność akustyczna, co pozwala na pełną koncentrację w pracy.

Zastosowane technologie muszą zapewnić bezpieczeństwo ludziom, jak i ochronę wyposażenia biur łącznie z komputerowymi bazami danych, których utrata często prowadzi do likwidacji firmy. Priorytetem jest oczywiście bezpieczna ewakuacja ludzi w razie pożaru, ale zapobieganie rozprzestrzenianiu się ognia ułatwia jego ugaszenie i chroni majątek. Budynki muszą spełniać wiele rygorystycznych wymagań , które zwiększają bezpieczeństwo w razie pożaru. Waga problemu zadecydowała więc o prawnym usankcjonowaniu obowiązku ochrony przeciwpożarowej, za pomocą norm i przepisów nakazujących m.in. przeprowadzanie badań reakcji na ogień materiałów budowlanych i konstrukcji.

Klasyfikacja odporności ogniowej

Producenci szkła opracowali różne typy szkła przeznaczone specjalnie do ochrony przeciwpożarowej. Stopień tej ochrony określają odpowiednie klasy odporności. Należy jednak podkreślić, że badania (i udzielane na ich podstawie aprobaty techniczne) dotyczą kompletnych systemów przegród przeszklonych – a więc nie samego szkła, ale całej przegrody z ramami drewnianymi, aluminiowymi lub stalowymi.

Rodzaje szkła ognioochronnego

Funkcje przeciwpożarowe są uzyskiwane przez samo szkło dzięki jednej lub kilku przekładkom ognioochronnym. Ze względu na budowę, szkło ognioochronne możemy podzielić na:

  • Monolityczne (rys. 4), które ma postać pojedynczej tafli szkła. Przeważnie jest wykonywane ze szkła sodowo- wapniowo- krzemianowego wzmacnianego termicznie, może też być zbrojone siatką stalową. Szkło zbrojone wytwarzane jest metodą walcowania i występuje w odmianie polerowanej całkowicie przejrzystej, lub odmianie ornamentowej, półprzejrzystej, dzięki naniesionej na powierzchnię szkła fakturze. Niektórzy producenci do produkcji szkła ognioochronnego wykorzystują szkło boro-krzemianowe (boro-silikatowe), mające większą odporność na temperatury od sodowo- wapniowego. Do 40 minut znormalizowanego pożaru trwa ono „sztywno” w ramie, jest też odporne na działanie wody gaśniczej (np. automatyczne zraszacze). Charakteryzuje się niższą rozszerzalnością termiczną rzędu 3,25•10-6 1/K – w porównaniu do szkła sodowo- wapniowego (9,0•10-6 1/K). Szkło monolityczne odznacza się odpornością na promieniowanie UV i posiada cechy pojedynczego szkła bezpiecznego. Zachowuje przejrzystość także w pożarze, co ułatwia działanie straży pożarnej.

Więcej informacji na temat instalacji przeciwpożarowych znajdziecie Państwo na naszej stronie firmowej www.alfa-system.info

Stay connected

0FaniLubię
67,110ObserwującyObserwuj
14,700SubskrybującySubskrybuj