5.5 C
Nowy Jork
poniedziałek, 20 kwietnia, 2026

Buy now

spot_img

Po wyborach wiele tematów w Komisji Europejskiej będzie kontynuowanych. Wśród nich Zielony Ład czy działania na rzecz solidarności z Ukrainą

Jest mało prawdopodobne, by po czerwcowych wyborach do europarlamentu nowa Komisja Europejska radykalnie zmieniła kierunek w wielu kluczowych tematach. Dotyczy to głównie Europejskiego Zielonego Ładu. Wśród priorytetów Brukseli, które w nowej kadencji będą z pewnością kontynuowane, wymienia się także kwestie związane z cyberbezpieczeństwem i digitalizacją na terenie Wspólnoty. W Polsce wybory do europarlamentu odbędą się w niedzielę, 9 czerwca. 

W czerwcu obywatele UE wybiorą swoich przedstawicieli do Parlamentu Europejskiego (PE). W Polsce wybory odbędą się w niedzielę, 9 czerwca. Konsekwencją nowej kadencji PE jest m.in. powołanie nowego składu Komisji Europejskiej (KE), czyli organu wykonawczego Unii Europejskiej. Jest on odpowiedzialny za bieżącą politykę UE i nadzoruje prace wszystkich jej agencji. Zarządza także jej funduszami. Po wyborach jej członkowie będą musieli wyznaczyć wyzwania oraz priorytety, które będą realizowane przez Brukselę w kolejnych latach. W ocenie specjalistów od tematyki europejskiej dużych zmian nie należy się spodziewać. Wiele sztandarowych haseł i działań znajdzie swoją kontynuację w nowej kadencji. 

– Z mojej perspektywy wiele tematów, które obecnie realizuje Komisja, będzie kontynuowanych przez nadchodzącą nową Komisję. Jedną z nich jest oczywiście kontynuacja działań na rzecz solidarności z Ukrainą, ale też kwestie związane z energią i uniezależnieniem się od dostaw surowców energetycznych z państw, które niekoniecznie są warte zaufania. Odejście od paliw kopalnych w Europie, kwestia cyberbezpieczeństwa i digitalizacji w Europie i Europejski Zielony Ład to są tematy, które zakładam, że będą kontynuowane również przez następną Komisję – mówi agencji informacyjnej Newseria Biznes Bartłomiej Balcerzyk, p.o. dyrektora przedstawicielstwa Komisji Europejskiej w Polsce.

To oznacza, że budzący w ostatnich miesiącach ogromne emocje Europejski Zielony Ład będzie nadal przedmiotem prac Komisji Europejskiej, a nadchodzące wybory niewiele w tym zakresie zmienią. Eksperci nie wykluczają jednak pewnych korekt w konsekwencji rolniczych protestów oraz niezadowolenia części opinii publicznej. 

– Nie zakładam z mojej wiedzy, żeby doszło do radykalnych zmian w Europejskim Zielonym Ładzie, natomiast Komisja słuchając postulatów rolniczych, dąży do tego, żeby ułatwić rolnikom realizację tych wymagań Europejskiego Zielonego Ładu, a to dlatego że widzimy, że docelowo będzie to z korzyścią dla rolników. Wymienię tu na przykład kwestię suszy – mówi ekspert.

Bruksela już wycofała się z części pomysłów dotyczących używania pestycydów. Wiele wskazuje również na to, że obniżone będą wymagania, które mogą wpłynąć na wzrost biurokracji. Mimo tych zmian trudno jednak się spodziewać jakiegoś nagłego odwrotu europejskiej polityki w kwestiach klimatycznych. 

– Docelowo te podstawowe wyzwania, które próbuje adresować Europejski Zielony Ład, pozostają – dodał Bartłomiej Balcerzyk.

Innym tematem, który często jest dyskutowany przez opinię publiczną, jest tzw. dyrektywa budynkowa oraz kwestie związane z energooszczędnością. Tu również nie należy się spodziewać wyraźnego odwrotu.

– W ramach uniezależnienia się od paliw kopalnych jednym z takich działań unijnych w ramach Europejskiego Zielonego Ładu jest niemarnowanie energii, w związku z tym ogromne pieniądze, również w polskim KPO, będą przeznaczone na to, co można nazwać termomodernizacją budynków – zaznacza p.o. dyrektora przedstawicielstwa Komisji Europejskiej w Polsce.

Eksperci nie mają wątpliwości co do dalszych działań Brukseli wobec pogrążonej w wojnie Ukrainy. Odmieniana przez wszystkie przypadki solidarność UE z tym państwem to jeden z priorytetów obecnej Komisji Europejskiej i trudno się spodziewać, że coś się w tym zakresie zmieni. 

– To, żeby utrzymać to pozytywne podejście do pomocy Ukrainie, jest wyzwaniem nie tylko dla Komisji, ale też dla całej klasy politycznej i państw członkowskich w Unii Europejskiej. Oczywiście rozumiemy w Komisji, że państwa, które niebezpośrednio są dotknięte tą kwestią, mogą mieć trochę inne podejście czy mogą inaczej patrzeć na kwestie solidarności z Ukrainą niż państwa bałtyckie, Polska czy Szwecja na przykład, ale poprzez budowanie silnych koalicji i przekonywanie tych, których powinniśmy jeszcze przekonywać, liczymy na to, że ta ogromna solidarność, która przez ostatnie lata jest pokazywana przez państwa członkowskie, przez instytucje unijne, będzie utrzymana – ocenia Bartłomiej Balcerzyk.

Jak informuje Komisja Europejska, od 24 lutego 2022 roku, czyli od momentu rozpoczęcia pełnoskalowej agresji rosyjskiej na Ukrainę, UE udzieliła temu państwu łącznie 98,5 mld euro wsparcia. 

Źródło: https://biznes.newseria.pl/news/po-wyborach-wiele-tematow,p1972797208

Wzrost inwestycji prywatnych przesądzi o rozwoju polskiej gospodarki w najbliższych latach. Sektorami przyszłości są nowe technologie i zielona energetyka

Polska stała się gospodarką o trudno dostępnej i drogiej pracy, jest również krajem niezbyt innowacyjnym. Aby utrzymać passę wysokiego wzrostu gospodarczego, jaki notowaliśmy w ciągu ostatnich 20 lat, potrzebujemy więcej inwestycji – zarówno krajowych, jak i zagranicznych. – Odbudowa inwestycji prywatnych przesądzi o trwałości wzrostu polskiego PKB na wiele lat – wynika z raportu ING Banku Śląskiego i Europejskiego Kongresu Gospodarczego. Ekonomiści oceniają, że Polska ma teraz swoje pięć minut na pobudzenie inwestycji, a sektory, na które powinna postawić, to m.in. transformacja energetyczna, cyfryzacja, automatyzacja i sztuczna inteligencja oraz transport.

– Od pewnego czasu nasza koniunktura się ustabilizowała, nie rośniemy zbyt szybko, a okres poprzedzający tę stabilizację to istotne zmniejszenie apetytu inwestycyjnego firm, dlatego przeprowadziliśmy badanie, w którym pytamy biznes o to, jakie są bariery inwestycyjne, i to, jak widzą przyszłość – mówi agencji informacyjnej Newseria Biznes Rafał Benecki, główny ekonomista ING Banku Śląskiego. – Jedna z ciekawszych konkluzji jest taka, że skala szoków, z jakimi biznes musiał się mierzyć w ostatnich latach, przechodzi wszelkie miary. Okres od wejścia do Unii do pandemii był relatywnie spokojny i dynamiczny, nawet uwzględniając kryzys finansowy. Ostatnie cztery lata to nieprzerwane pasmo szoków, pandemia, wojna, szok energetyczny, inflacja, podwyżki stóp procentowych, załamanie popytu. To wszystko siedzi w głowach menedżerów i powoduje, że ostrożniej patrzą w przyszłość, chociaż wciąż planują inwestycje.

Według autorów raportu „Inwestycje w Polsce oczami biznesu. Regres i nadzieje” ożywienie inwestycji prywatnych i odwrócenie długoletniego trendu spadkowego stopy inwestycji przesądzi o trwałości wzrostu gospodarczego w naszym kraju. W ostatnich paru latach polska gospodarka rosła głównie dzięki konsumpcji, natomiast inwestycje wyhamowały za sprawą wewnętrznych utrudnień regulacyjno-podatkowych oraz erozji zaufania do instytucji gospodarki wolnorynkowej, a także wspomnianych szoków. O ile w 2015 roku inwestycje w Polsce wynosiły 20,4 proc. PKB, o tyle w 2022 roku wskaźnik ten zmalał do 16,8 proc. Rok 2023 przyniósł lekką poprawę do 17,4 proc. To mało historycznie i wyraźnie poniżej średniej dla UE.

– Nasze badanie wśród liderów biznesu potwierdza wnioski wynikające z badań Międzynarodowego Funduszu Walutowego, mówiące o tym, że sprawne instytucje, silne sądownictwo, przewidywalne podatki, jasne prawo, poszanowanie własności, to wszystko ma wpływ na odwagę firm w inwestowaniu. Percepcja kraju, ryzyko wynikające z tych instytucji, z tego, jak one są mocne i sprawne, ma również znaczenie dla decyzji inwestorów zewnętrznych, zagranicznych, na których także liczymy – mówi Rafał Benecki. – Firmy liczą na zmianę w tym zakresie, że te instytucje będą się stopniowo wzmacniać i poprawiać. Dzisiaj koniunktura nie jest najlepsza, ale się odbija i ten optymizm widać wśród przedsiębiorstw. Może trochę gorzej jest z sytuacją naszych partnerów handlowych, gdzie koniunktura poprawia się wolno, ale i tam poprawa w końcu nadejdzie. To są ważne warunki do tego, żeby inwestycje ruszyły.

Polscy przedsiębiorcy pokładają duże nadzieje w odblokowaniu środków unijnych, w tym z KPO, oraz poprawie wizerunku Polski na arenie międzynarodowej. Postrzegają je jako przesłankę dla impulsu inwestycyjnego.

W badaniu bardzo wyraźnie wybrzmiewa przekonanie, że sektorami i obszarami na zwiększenie inwestycji w Polsce będą transformacja energetyczna, w tym OZE i energetyka jądrowa, magazyny energii, efektywność energetyczna i sieci energetyczne, cyfryzacja, automatyzacja, robotyzacja i przemysł 4.0., branża IT i zastosowania sztucznej inteligencji (AI), transport, szczególnie kolej oraz sektor budowlany.

Te obszary są potrzebne i kluczowe w sytuacji międzynarodowej, w której Polska znalazła się po wybuchu rosyjskiej wojny w Ukrainie. Ten konflikt i ryzyka w innych częściach świata tworzą motywację dla firm międzynarodowych, amerykańskich, europejskich, żeby przenosić produkcję bliżej rynków zbytu i obniżać ryzyka związane z dostawami na długie dystanse czy polegać na krajach mniej przyjaznych. Mamy więc trend nearshoringu oraz trend friendshoringu, czyli przenoszenie produkcji do krajów przyjaznych, które rokują na długoletnią współpracę. Polska w szczególności może korzystać z sojuszu z Ameryką w ramach NATO i współpracy energetycznej oraz z Unią Europejską w ramach umacniania jednolitego rynku – mówi Leszek Kąsek, ekonomista ING Banku Śląskiego.

Przykładem jest Intel, który przenosi produkcję półprzewodników z Azji do Polski, inwestując w to 5 mld dol. Wzmocnienie innowacyjności polskiej gospodarki, inwestycje w nowe technologie energetyczne czy automatyzację procesów mogą przyspieszyć awans Polski w łańcuchach dostaw i spowodować, że polski dochód narodowy będzie ponownie rósł bardzo dynamicznie. 

 Warto zarazić się optymizmem niektórych zagranicznych inwestorów. Decyzję o uruchomieniu w Polsce najważniejszej części europejskiej produkcji podjął światowy gigant w produkcji półprzewodników. Zapadła ona rok po wybuchu wojny na Ukrainie. Do Polski przyciągnęły tę inwestycję różne powody, ale jeden jest taki, że mamy 300 tys. deweloperów IT, cała Europa Środkowa około miliona, a w Kalifornii pracuje ich 600 tys. To pokazuje, że nasz kraj ma ogromny potencjał rozwojowy i warto wykorzystać nowe przetasowania w handlu międzynarodowym, aby znaleźć paliwo do dynamicznego wzrostu przez kolejne 20 lat – mówi Rafał Benecki.

– Znaleźliśmy się w takim momencie, że inwestycje przesądzą o tym, jak będzie się rozwijać polska gospodarka w najbliższych latach i jak będzie wyglądać struktura naszej gospodarki w najbliższych dekadach. Mamy świetny moment na przyspieszenie inwestycji związanych z transformacją cyfrową i energetyczną. To są bardzo duże przedsięwzięcia infrastrukturalne: rozbudowę mocy w dużych programach inwestycyjnych i inwestycje w sieci elektroenergetyczne. Ale chodzi też o inwestycje związane z energią na poziomie firm: w lepsze wykorzystanie energii, efektywność energetyczną, w nowe technologie energetyczne, np. własne OZE, i inne usprawnienia, np. elektryfikacja procesów produkcyjnych, magazyny energii. Mamy swoje pięć minut, które warto wykorzystać – ocenia Leszek Kąsek. 

Źródło: https://biznes.newseria.pl/news/wzrost-inwestycji,p1735954355

Zorganizowane grupy cyberprzestępcze sięgają po coraz bardziej zaawansowane narzędzia sztucznej inteligencji. Często celem ataków jest infrastruktura krytyczna

Rozwój cyberprzestępczości postępuje w kierunku budowania powiązań o charakterze mafijnym i wykorzystywania zaawansowanych technologicznie rozwiązań, po jakie sięgają służby specjalne. Coraz częściej służy do tego także sztuczna inteligencja, która przyniosła ze sobą szereg nowych zagrożeń. Choć w ślad za technologicznym zaawansowaniem cyberprzestępców rozwijają się też narzędzia zapobiegające atakom, to wciąż najsłabszym ogniwem jest człowiek. Atrakcyjnym celem ataków dla hakerów są jednostki publiczne, infrastruktura krytyczna i samorządy, również te małe, którym brakuje zasobów finansowych i kadrowych, by zapewnić wystarczającą ochronę.  

Nowe zagrożenia to przede wszystkim brutalizacja i coraz większa skala ataków ransomware, wymuszanie, okupy, coraz bardziej brutalna i skuteczna działalność grup przestępczych oraz ich profesjonalizacja. Najbardziej dynamicznym ryzykiem, rosnącym bardzo szybko co do wagi i skali, jest sztuczna inteligencja, która z jednej strony pojawia się na rynku w obszarze wsparcia urządzeń i produktów, rozwiązań cyberbezpieczeństwa, niestety z drugiej strony pojawia się również po stronie działalności przestępczej. Cyberprzestępcy korzystają i rozbudowują własne silniki sztucznej inteligencji – mówi w wywiadzie dla agencji Newseria Innowacje Krzysztof Dyki, prezes zarządu ComCERT z Grupy Asseco.

Cyberbezpieczeństwo jest coraz częściej dostrzeganym w debacie publicznej problemem, głównie z uwagi na rosnącą skalę problemu. Z danych ComCERT z Grupy Asseco wynika, że w ostatnim roku liczba ataków wzrosła średnio o jedną czwartą. Mimo że narzędzia w rękach cyberprzestępców i ochrona przed nimi są coraz bardziej wyrafinowane, to wciąż najsłabszym ogniwem pozostaje człowiek.

– Na pierwszym miejscu jest świadomość. Żadna technologia nie da tyle, co świadomy, odpowiedzialny i bezpieczny użytkownik, mający świadomość ryzyk. Cyberbezpieczeństwo to jest świadomość i zdolność do zarządzania zagrożeniami, a nie brak zagrożeń. Na drugim miejscu są technologie i narzędzia. Jeżeli mówimy o osobie fizycznej, chodzi o oprogramowanie antywirusowe, odnawiane i aktualizowane, jeżeli mówimy o firmie, to odpowiedni projekt i budowa systemu cyberbezpieczeństwa – wskazuje Krzysztof Dyki.

Jednym z głównych trendów w obszarze cyberprzestępczości jest profesjonalizacja grup przestępczych. Jak zauważają eksperci, zaczynają one działać na poziomie zaawansowania właściwym dla służb specjalnych. Świadczyć może o tym chociażby to, że aby utrudnić demaskację, przestępcy tworzą autorskie systemy komunikacji. Dostrzegana jest również konsolidacja, polegająca na wchłanianiu mniejszych w struktury tych większych. Nie dziwi więc to, że celem ataku staje się coraz częściej infrastruktura krytyczna. Częstym celem cyberprzestępców były organizacje z sektora publicznego, opieki zdrowotnej, finansów, a także firmy technologiczne.

– To są przede wszystkim dane – ich ilość i charakter. Mogą to być dane medyczne, wojskowe, technologiczne, finansowe, które są w zainteresowaniu cyberprzestępców. Również samorządy są atrakcyjne dla cyberprzestępców, nie tylko w zakresie przetwarzanych danych, ale niestety również w zakresie okupów. Samorządy padają ofiarą przestępców szantażujących je możliwością upublicznienia informacji czy dokumentów. Przestępcy przeważnie celują w duże samorządy, ale nie tylko – zauważa ekspert.

Przykładem odpowiedzi na rosnącą skalę zagrożeń może być stworzone w Rzeszowie przez Urząd Miasta i Grupę Asseco pierwsze w Polsce Scentralizowane Centrum Operacji Cyberbezpieczeństwa dla administracji samorządowej. Swoim zasięgiem obejmuje Miejską Sieć Teleinformatyczną, z której poza Urzędem Miasta korzystają też m.in. Miejski Zarząd Dróg, Zarząd Transportu Miejskiego oraz Miejska Administracja Targowisk i Parkingów. Centrum zajmie się monitorowaniem, reagowaniem i prewencją cyberincydentów.

Centrum Operacji Cyberbezpieczeństwa w Rzeszowie jest wyjątkowym projektem, ponieważ integruje bezpieczeństwo i zarządza bezpieczeństwem czterech różnych jednostek miejskich. W tym znaczeniu jest to bardzo dobre podejście, jest to zminimalizowanie ryzyk i na pewno droga, którą mogą podążać pozostałe samorządy – podkreśla Krzysztof Dyki. – Cyberbezpieczeństwo samorządów jest dużym wyzwaniem z powodu środowiska pracy, które jest ograniczone z natury i istoty rzeczy. Najlepsi specjaliści oczekują nie tylko najlepszych wynagrodzeń, ale też wyjątkowych projektów i wyjątkowego środowiska pracy. Samorządy muszą uruchamiać wyjątkowe projekty, które będą kusić cyberspecjalistów, oferować wyjątkowe wynagrodzenia i stworzyć wyjątkowe środowisko pracy. Bez tych trzech atrybutów trudno jest mi sobie wyobrazić jednostki samorządu terytorialnego jako atrakcyjnego pracodawcę dla cyberspecjalistów.

Z uwagi na niedobór specjalistów na rynku, który według ENISA może w Unii Europejskiej dotyczyć niemal 60 proc. organizacji, najlepsze talenty znajdują pracę w sektorze prywatnym, który oferuje lepsze wynagrodzenia niż urzędy. Sektor publiczny służy najczęściej do zdobycia doświadczenia i nabycia kompetencji cenionych przez przyszłych pracodawców. Jednocześnie zaledwie jedna czwarta kandydatów na stanowiska ekspertów w dziedzinie cyberbezpieczeństwa spełnia kwalifikacje, jakich wymagają pracodawcy.

Trendom w rozwiązaniach cyfrowych i roli sztucznej inteligencji w cyberbezpieczeństwie poświęcony był panel dyskusyjny podczas Welconomy Forum in Toruń 2024.

Źródło: https://biznes.newseria.pl/news/zorganizowane-grupy,p1232146337

Szykują się gruntowne zmiany w polskich szkołach. MEN: Chcemy, żeby zdobywana wiedza nie była okupiona cierpieniem psychicznym

Polskie szkoły czeka szereg zmian. W ostatnim miesiącu trwały konsultacje projektu nowelizacji rozporządzenia, które zakłada m.in. zmianę formuły prac domowych w publicznych szkołach podstawowych. Z kolei 19 lutego br. MEN rozpoczął prekonsultacje dotyczące zmian w podstawie programowej. W planach są również reformy, dzięki którym polska szkoła ma się stać bardziej wspierająca i przyjazna dla uczniów. Jednym z priorytetów jest m.in. edukacja włączająca, szkoły specjalne i wsparcie dzieci z indywidualnymi potrzebami w kształceniu, w tym np. spektrum autyzmu, ADHD, z zaburzeniami nastroju czy z orzeczeniami o niepełnosprawności.

Z raportu Fundacji Unaweza „Młode Głowy”, przeprowadzonego na grupie ponad 180 tys. uczniów w wieku 10-19 lat, wynika, że blisko 40 proc. polskich nastolatków doświadczyło myśli samobójczych, a 16 proc. się okalecza. Średnio co trzeci ma podejrzenie depresji, problemy ze snem i kłopoty w nauce. Co drugi ma skrajnie niską samoocenę, 59 proc. czuje się bezużytecznych, a ponad 37 proc. uczniów boryka się z poczuciem samotności. Raport Unawezy pokazuje też, że polskie nastolatki nie radzą sobie ze stresem dnia codziennego, często doświadczają hejtu – zarówno w sieci, jak i w klasie – i mają ogromne problemy z samoakceptacją. Pomimo to aż 68,5 proc. uczniów nigdy nie skorzystało z pomocy psychologa w szkole ani poza nią. Średnio co 10. czuje się też ignorowany przez rodziców.

– Kondycja psychiczna dzieci i młodzieży w Polsce jest tragiczna, co pokazują wnioski nie tylko Biura Rzeczniczki Praw Dziecka, Biura Rzecznika Praw Obywatelskich, ale także raport Najwyższej Izby Kontroli, z którego wynika, że w tragicznym stanie jest również stan polskiej psychiatrii dziecięcej – mówi Jan Gawroński, społeczny zastępca Rzeczniczki Praw Dziecka.

Eksperci podkreślają, że na kryzys zdrowia psychicznego wśród dzieci i młodzieży składają się różne czynniki, w tym m.in. wymuszona izolacja w czasie pandemii COVID-19, samotność i stres dnia codziennego, wygórowane ambicje, a jednocześnie bezradność rodziców względem dzieci oraz hejt rówieśniczy i niekontrolowany dostęp do mediów społecznościowych. Potężnym problemem jest też presja edukacyjna i wypalenie uczniowskie wynikające z wysokich wymagań szkoły.

– Jednym z czynników kryzysu zdrowia psychicznego jest przeładowanie podstawy programowej i liczba godzin, jaką osoby uczniowskie spędzają w polskiej szkole. Trwają już prace, żeby tę podstawę programową odchudzić, z czego bardzo się cieszę – mówi Jan Gawroński.

– Nawet dorośli czasem nam mówią: moje dziecko przychodzi po wielu godzinach w szkole i do tego ma jeszcze kilka godzin zajęć dodatkowych, prac domowych, przygotowywania się na następny dzień. Wielu dorosłych nie podołałoby takim obowiązkom. I to właśnie wpływa na zdrowie psychiczne – stres, przychodzenie z duszą na ramieniu następnego dnia do szkoły. Dlatego Ministerstwo Edukacji Narodowej zawarło w planach odchudzenie podstawy programowej i ograniczenie prac domowych w takim zakresie, żeby dzieci i młodzież posiadły wiedzę, ale żeby ta wiedza nie była okupiona cierpieniem psychicznym, żeby to wszystko odbywało się w atmosferze bezpieczeństwa, szacunku i zdobywania kolejnych umiejętności na odpowiednim etapie – wyjaśnia Paulina Piechna-Więckiewicz, podsekretarz stanu w Ministerstwie Edukacji Narodowej, pełnomocniczka ministra edukacji ds. zdrowia psychicznego uczniów.

Proponowane zmiany to odpowiedź na bardzo liczne, kierowane do resortu postulaty dotyczące odciążenia uczniów z nadmiernych obowiązków i poprawy efektywności nauczania. 19 lutego br. MEN rozpoczął prekonsultacje dotyczące zmian w podstawie programowej. Nowa, zawężona podstawa będzie obowiązywać w okresie przejściowym już od roku szkolnego 2024/2025. Jednak w tym czasie eksperci będą pracować nad kompleksową reformą. Całościowa, nowa podstawa programowa wejdzie w życie dwa lata później – od 1 września 2026 roku w szkole podstawowej, od roku szkolnego 2028/2029 do szkół ponadpodstawowych.

– Rola szkoły w zapewnieniu zdrowia psychicznego uczniom i uczennicom jest właściwie kluczowa, ponieważ na szkołę przypada średnio 1/3 ich czasu. To jest środowisko, które może spowodować, że zatrzymamy się na poziomie 0, na którym będziemy w stanie zapobiegać jakimkolwiek kryzysom psychicznym. Taka jest właśnie rola szkoły, tak ją widzimy. To m.in. wyszkoleni nauczyciele, którzy wiedzą, jak przeciwdziałać i jak reagować na kryzys, środowisko szkolne, które jest siatką wsparcia dla młodego człowieka, różnego rodzaju programy realizowane we współpracy z ministerstwem czy organizacjami pozarządowymi – wymienia Paulina Piechna-Więckiewicz.

MEN ma w planach reformy, dzięki którym polska szkoła ma stać się bardziej wspierająca i przyjazna dla uczniów. Jednym z priorytetów jest m.in. edukacja włączająca, szkoły specjalne i wsparcie dzieci z indywidualnymi potrzebami w kształceniu, w tym np. spektrum autyzmu, ADHD, zaburzeniami nastroju czy orzeczeniami o niepełnosprawności. Ten obszar pozostaje od lat jednym z największych wyzwań problemów polskiej edukacji.

– W kontekście osób w spektrum autyzmu i z niepełnosprawnościami sprzężonymi jednym z czynników kryzysu zdrowia psychicznego jest m.in. brak realizacji zaleceń z orzeczenia o potrzebie kształcenia specjalnego – zauważa Jan Gawroński.

Jak wskazuje, do biura Rzeczniczki Praw Dziecka Moniki Horny-Cieślak wpływa ogrom skarg, wniosków i pism od rodziców dotyczących m.in. obszaru edukacji i kondycji psychicznej dzieci i młodzieży.

– Tutaj szczerze, publicznie przyznam, że jest tego bardzo dużo m.in. ze względu na to, że poprzedni Rzecznik Praw Dziecka nie podejmował tematów w tym zakresie, więc przejmujemy te sprawy po nim oraz podejmujemy nowe. Cały czas ich przybywa, ponieważ skala problemów jest ogromna – mówi Jan Gawroński. – Podejmujemy różne działania, rzeczniczka będzie powoływać zespół merytoryczny dotyczący zdrowia psychicznego. Oczywiście w działania Biura Rzeczniczki Praw Dziecka będą też włączali się młodzi ludzie, po to by wybrzmiał też ich głos. Dlatego też pracujemy nad powołaniem Społecznej Rady Dzieci i Młodzieży przy Rzeczniczce Praw Dziecka, to będzie taki pierwszy organ opiniodawczo-doradczy w historii urzędu Rzecznika Praw Dziecka i także też będzie na pewno wybrzmiewał ten temat. Mamy też znakomitych ekspertów do spraw zdrowia psychicznego w biurze.

Źródło: https://biznes.newseria.pl/news/szykuja-sie-gruntowne,p2118462329

Orlen podsumowuje 8 lat znaczących zmian. D. Obajtek: To był czas budowy koncernu multienergetycznego [DEPESZA]

Rosnące przychody i zyski, dywersyfikacja dostaw surowców, umocnienie w segmencie biopaliw i rekordowe nakłady na inwestycje, w tym OZE, które w 2023 roku sięgnęły 36 mld zł – to najważniejsze działania Grupy Orlen z ostatnich ośmiu lat, podsumowane w opublikowanym właśnie raporcie pt. „Multienergetyczny Orlen. Rozwój działalności koncernu w latach 2016 –2023”. Spółka wskazuje w nim, że to dzięki przeprowadzonym w ostatnich latach połączeniom z Lotosem, Energą i PGNiG stała się jednym z europejskich gigantów i multienergetycznym koncernem plasującym się wysoko w globalnych rankingach.

Od początku misji w Grupie Orlen wychodziłem z założenia, że nie stać nas na przeciętność. Dziś nieskromnie mogę powiedzieć, że wspólnymi siłami udało nam się wejść do grona największych europejskich graczy – ocenia we wstępie do raportu Daniel Obajtek, prezes zarządu Grupy Orlen.

Państwowy gigant od 2022 roku – czyli od momentu fuzji z Grupą Lotos i PGNiG, a dwa lata wcześniej z Grupą Energa – jest obecny w całym łańcuchu branży naftowo-gazowej: od wydobycia, przez przerób ropy, aż po sprzedaż hurtową i detaliczną. Opublikowany właśnie raport, podsumowujący działalność koncernu w ostatnich ośmiu latach wskazuje, że dzięki tym połączeniom Orlen stał się multienergetyczną grupą biznesową porównywalną z innymi europejskimi gigantami, takimi jak Repsol czy ENI. Potwierdzają to m.in. wyniki ubiegłorocznego rankingu „Fortune Magazine”, zestawiającego 500 największych firm na świecie, w którym Orlen znalazł się na 216. miejscu, wyprzedzając pod względem przychodów takie koncerny jak Airbus, IBM czy Bayer. Dla porównania jeszcze w 2015 roku polski koncern plasował się w tym zestawieniu dopiero na 454. pozycji. Co istotne, w listopadzie ub.r. amerykański magazyn po raz pierwszy ogłosił też wyniki rankingu „Fortune 500 Europe”. Orlen znalazł się w nim na 44. miejscu, będąc najwyżej notowaną polską spółką w tym rankingu.

– W 2023 roku symbolicznie zakończyliśmy kilkuletni etap połączeń z wiodącymi firmami energetycznymi, dzięki czemu udało nam się wejść do grona największych europejskich graczy – podkreślił podczas konferencji prasowej Daniel Obajtek.

Z raportu „Multienergetyczny Orlen. Rozwój działalności koncernu w latach 2016–2023” wynika, że to m.in. dzięki fuzji Orlenu z PGNiG i Energą możliwe było utrzymanie stabilności dostaw energii dla klientów w trudnych realiach związanych z pandemią i wojną w Ukrainie, która wywołała kryzys energetyczny i zmusiła Europę do rezygnacji z rosyjskich surowców. Statystyki pokazują, że jeszcze w latach 2008–2015 kierunek rosyjski dominował w imporcie ropy do Polski, odpowiadając za prawie 100 proc. dostaw. Jednak w 2015 roku, jak podkreślono w raporcie, za sprawą odpowiedzialnej polityki Orlenu, zaczęła dokonywać się w tej kwestii zmiana o 180 stopni – w 2023 roku rosyjska ropa całkowicie i ostatecznie zniknęła z polskiego rynku.

– Tylko duży silny multienergetyczny koncern, jakim jest obecnie Orlen, może zagwarantować skuteczne, szybkie i sprawne przeprowadzenie transformacji energetycznej, która stała się fundamentem rozwoju gospodarczego i zwiększania bezpieczeństwa Polski i całego naszego regionu. Dla nas transformacja energetyczna to nie slogan czy moda, to niezbędny warunek zapewnienia Polsce trwałego bezpieczeństwa energetycznego – wskazuje Daniel Obajtek.

Podobnie wyglądała też sytuacja z dostawami gazu: jeszcze w 2015 roku prawie 90 proc. gazu importowanego przez PGNiG stanowił surowiec rosyjski, dostarczany przez Gazprom. Rok później do terminala LNG w Świnoujściu przypłynął pierwszy statek z dostawami skroplonego gazu ziemnego. Dzięki dywersyfikacji dostaw dokonanej przez Orlen w 2022 roku już tylko ok. 20 proc. tego surowca na polskim rynku pochodziło z Rosji. Koncern uruchomił także też system gazociągów Baltic Pipe, który połączył Polskę z Norwegią, czyli drugim po Rosji dostawcą gazu do Europy.

– Stabilizacja to podstawa, ale do rozwoju potrzebna jest też nowoczesność. Dlatego Orlen w ostatnich latach mocno inwestował w zieloną energię – w energetykę wiatrową na morzu i lądzie, fotowoltaikę, biogaz i biometan, biopaliwa, elektromobilność i wodór. Nakłady inwestycyjne Orlenu zaplanowane na lata 2023–2030 sięgną 320 mld zł, z czego aż 40 proc. przeznaczone zostanie właśnie na rozwój OZE – wylicza prezes Grupy Orlen.

Jednym z kluczowych kierunków rozwoju koncernu jest morska energetyka wiatrowa. W ubiegłym roku Orlen podjął finalną decyzję inwestycyjną o budowie pierwszej polskiej farmy wiatrowej Baltic Power, która w 2026 roku włączy do polskiego systemu prawie 1,2 GW mocy i będzie w stanie wyprodukować zieloną energię dla ok. 1,5 mln gospodarstw domowych.

W październiku ubiegłego roku spółki z Grupy Orlen uzyskały też pięć kolejnych koncesji na budowę morskich farm wiatrowych na Morzu Bałtyckim, o łącznej mocy ok. 5,2 GW. Uwzględniając Baltic Power, w sumie mamy więc sześć lokalizacji morskich farm wiatrowych o potencjale 6,4 GW – wskazuje Daniel Obajtek.

W ostatnich latach Orlen sukcesywnie umacniał też pozycję w segmencie biopaliw. Koncern już w 2018 roku przyjął „Program dla biopaliw”, który zakłada 10-krotne zwiększenie produkcji biopaliw – do 3 mln ton w 2030 roku. Inwestycje biopaliwowe są prowadzone w Polsce i Czechach, a na ich realizację przeznaczono ponad 15 mld zł. Z kolei w segmencie petrochemii Orlen skupia się w tej chwili na realizacji projektu Olefiny III w Płocku. To największa tego typu inwestycja w Europie od dwóch dekad, która ma się przyczynić do wzrostu zysku operacyjnego (EBITDA) Orlenu o ok. 1 mld zł rocznie, a ponadto wpłynąć na obniżenie emisji CO2 docelowo aż o 30 proc. Ukończenie prac na terenie kompleksu Olefiny III jest planowane na 2027 rok, a po zrealizowaniu tego projektu Orlen ma szansę stać się wiodącym graczem, kontrolującym ok. 40 proc. mocy produkcyjnych olefin w regionie.

Państwowy gigant nie rezygnuje też z rozwoju w swoim podstawowym segmencie, czyli w paliwach. Niedawno rozpoczął ekspansję w Austrii, gdzie po przejęciu 267 stacji koncernu Turmöl stał się trzecią siłą na rynku. Zgodnie ze strategią do 2030 roku pod marką Orlen w Polsce i regionie ma działać co najmniej 3,5 tys. nowoczesnych stacji paliw.

– Dzięki konsolidacji i budowie nowoczesnego koncernu multienergetycznego Grupa Orlen zintensyfikowała ekspansję międzynarodową, pozyskując nowe rynki zbytu dla swoich produktów i kolejnych partnerów biznesowych. Orlen, wraz ze spółkami tworzącymi grupę kapitałową, prowadzi obecnie działalność na dziewięciu rynkach macierzystych w Polsce, Czechach, Niemczech, Austrii, na Litwie, Słowacji, Węgrzech, w Kanadzie, Norwegii i Pakistanie. Jednak ze zróżnicowaną ofertą dociera w sumie do blisko 100 krajów na sześciu kontynentach – mówi prezes Orlenu.

Sukcesywny rozwój koncernu w ostatnich latach odzwierciedlają wyniki finansowe i operacyjne. W 2016 roku przychody wynosiły niecałe 80 mld zł, a zysk netto – 5,7 mld zł. W 2022 roku, w którym już w części uwzględniono efekty konsolidacji, przychody przekroczyły 277 mld zł, a zysk netto wyniósł 33,6 mld zł. Między 2016 a 2022 rokiem znacząco wzrosły też nakłady na inwestycje – z 4,7 do 19,7 mld zł. Natomiast w ubiegłym roku wydatki inwestycyjne Orlenu osiągnęły rekordową wartość przekraczającą ponad 36 mld zł.  

Raport „Multienergetyczny Orlen. Rozwój działalności koncernu w latach 2016-2023” dostępny jest na stronie orlen.pl/multienergetyczny-orlen-raport.

Źródło: https://biznes.newseria.pl/news/orlen-podsumowuje-8-lat,p1912388219

Problemy z dopłatami do dobrostanu zwierząt. Na wypłaty z tytułu ekoschematów rolnicy będą musieli poczekać dłużej

Od początku grudnia trwa wypłacanie rolnikom końcowej części dopłat bezpośrednich. Jednak na płatności z tytułu ekoschematów, nowej formy wsparcia w ramach Wspólnej Polityki Rolnej, rolnicy poczekają dłużej, ponieważ kontrola wykonania poszczególnych praktyk dobrostanowych w ramach ekoschematów może potrwać do wiosny. Dopiero wtedy ARiMR będzie w stanie stwierdzić, czy dopłata rolnikowi faktycznie się należy. – Brakuje administracyjnych narzędzi do skontrolowania tego wykonania – mówi dr inż. Agnieszka Antczak z Polskiej Federacji Hodowców Bydła i Producentów Mleka.

Jak informuje Ministerstwo Rolnictwa i Rozwoju Wsi, na realizację płatności bezpośrednich na 2023 rok przeznaczono prawie 3,7 mld euro. Po reformie Wspólnej Polityki Rolnej od tego roku pojawiły się nowe formy wsparcia dla rolników, np. ekoschematy, na które – zgodnie z przepisami – powinno trafić co najmniej 25 proc. środków na płatności bezpośrednie. W Planie Strategicznym dla WPR 2023–2027 na ekoschematy obszarowe i Dobrostan zwierząt w tym roku zaplanowano ponad 870 mln euro.

Mamy systemy wsparcia dotyczące dobrostanu, przede wszystkim zabezpiecza je Wspólna Polityka Rolna, i rzeczywiście jest tam kilka dobrych propozycji dla producentów, hodowców bydła i producentów mleka. I to chyba tyle dobrego, co można o tym powiedzieć – mówi agencji Newseria Biznes dr inż. Agnieszka Antczak.

Celem działania Dobrostan zwierząt jest zachęcenie rolników do wprowadzania podwyższonych warunków dobrostanu zwierząt (np. dostęp do wybiegu czy pastwiska, rodzaj obiektów, w których są utrzymywane, dostępna przestrzeń etc.) oraz zrekompensowanie im poniesionych w związku z tym kosztów. Środki mogą oni przeznaczyć np. na budowę lub przebudowę wybiegów i pastwisk, zakup elektryzatorów i montaż wodopojów albo inwestycje służące poprawie warunków w budynkach inwentarskich, jak np. zakup instalacji do schładzania lub ogrzewania. Co istotne, to wsparcie jest jednak udzielane rolnikom na realizację takich inwestycji dotyczących dobrostanu zwierząt, które wykraczają ponad minimalne, prawnie wymagane normy albo powszechnie stosowane praktyki.

– Hodowcy, którzy przystępują do realizacji poszczególnych praktyk, muszą się mierzyć przede wszystkim z problemami dotyczącymi finansowania bardzo wielu działań, np. powiększenia powierzchni bytowej od 20 do 50 proc. To skutkuje koniecznością pieniędzy na przebudowę. Nawet jeżeli ktoś decyduje się na wypas krów, a nie robił tego wcześniej, to też musi zainwestować w ogrodzenia i infrastrukturę – tłumaczy ekspertka.

Nieznane są jeszcze stawki płatności dla poszczególnych ekoschematów. Jak wyjaśnia MRiRW, zostanie ona określona po „otrzymaniu od ARiMR stabilnych, zweryfikowanych danych w zakresie powierzchni kwalifikującej się do wsparcia”. Jednocześnie resort podkreśla, że w przypadku, gdyby powierzchnia lub liczba zwierząt kwalifikujących się do płatności w ramach ekoschematów przekroczyła pierwotnie zakładane wielkości, konieczna może się okazać zmiana wcześniej planowanych stawek określonych w PS WPR. MRiRW planuje skorzystać z przewidzianych w prawie UE możliwości przesuwania środków pomiędzy poszczególnymi płatnościami, tak aby rzeczywiste stawki były jak najbardziej zbliżone do planowanych.

Ekoschemat Dobrostan zwierząt jest kontynuacją wsparcia udzielanego w ramach działania „Dobrostan zwierząt PROW 2014–2020”. Jego budżet średniorocznie w latach 2023–2027 będzie wynosił ok. 275 mln euro, co oznacza, że prawie czterokrotnie przewyższy budżet przewidziany na ten rodzaj wsparcia w poprzedniej perspektywie. Całkowita alokacja finansowa dla ekoschematu „Dobrostan zwierząt” wynosi łącznie ok. 1,38 mld euro, podczas gdy w działaniu „Dobrostan zwierząt PROW 2014–2020” wynosiła ok. 211 mln euro.

– Generalnie system jest podobny do wsparcia, które rolnik mógł uzyskać w latach poprzednich, kiedy funkcjonował PROW. Zasady są podobne, hodowca musi się zdecydować na wdrożenie jakiejś praktyki, za którą otrzymuje dotację, więc tutaj jakichś wielkich nowości nie ma. Można powiedzieć, że jest nią powiększenie puli wsparcia dla różnych praktyk. Nowością – bardzo wprawdzie kontrowersyjną – jest także wsparcie finansowe dla hodowców, którzy zdecydują się na opóźnione odsadzenie cieląt od krów mlecznych. To jest jednak schemat trudny do realizacji dla hodowców bydła mlecznego, ponieważ w bydle mięsnym to jest oczywiste, że okres przebywania cielęcia z krową jest bardzo długi – wyjaśnia główna specjalistka w Wydziale Analiz i Rozwoju Polskiej Federacji Hodowców Bydła i Producentów Mleka.

Korzystanie z nowego wsparcia wiązało się z wieloma obawami ze strony rolników. Jak wskazuje w liście do nowego ministra rolnictwa Wielkopolska Izba Rolnicza, skomplikowanie zasad i niejasności co do interpretacji przepisów spowodowały, że wiele gospodarstw, głównie małych, zrezygnowało ze składania wniosków o ekoschematy.

W tym systemie wsparcia potrzebnych jest jeszcze wiele zmian i myślę, że przede wszystkim należałoby dopracować merytorycznie zasadność niektórych ekoschematów, praktyk dobrostanowych, których wymagamy od rolników, a także rozsądnie określać sposób kontrolowania takich praktyk. W tej chwili mamy bowiem bardzo nieprzyjemną sytuację, że rolnikom, którzy zgłosili wnioski o przystąpienie do praktyki dobrostanowej, nie zostały wypłacone zaliczki za ich realizację, ponieważ brakuje administracyjnych narzędzi do skontrolowania tego wykonania. Tak więc zmiany są jeszcze konieczne i dużo pracy przed rządzącymi – mówi dr inż. Agnieszka Antczak.

WIR apeluje m.in. o maksymalne uproszczenie procedury. Niektóre obowiązki wydają się bowiem przesadzone i wprowadzające zbyt wiele restrykcji.

– Należy pamiętać, że rolnik przede wszystkim ma się zajmować produkcją żywności, a nie pracą papierkową i to na tyle skomplikowaną, że nawet doradcy rolniczy mieli z nią problem. Nie do przyjęcia jest sytuacja, w której rolnik nie ma pewności, że wykonywane przez niego czynności są prawidłowe i nie doprowadzą do sankcji i kar. Taka konstrukcja przepisów doprowadza do tego, że zamiast obiecanych większych dopłat dla gospodarstw wiele z nich nie zostanie wykorzystanych – czytamy w liście przedstawicieli Wielkopolskiej Izby Rolniczej do nowego ministra. – Uzyskiwany obecnie procent wykorzystania ekoschematów przez rolników (około 30 proc.) wskazuje na pilną potrzebę ich uaktualnienia i dopasowania do rzeczywistych oczekiwań rolników.

Izba apeluje o powołanie grupy roboczej złożonej z doradców i przedstawicieli rolników oraz MRiRW w celu przeglądu ekoschematów, ich uporządkowania i zaproponowania KE zmian mających na celu ich lepsze funkcjonowanie.

Najlepszą kontrolą jest obserwacja w trakcie realizacji takich praktyk, czy nie dzieje się właśnie coś złego, czy nie są to zbyt restrykcyjne wymagania i czy rzeczywiście osoby, które przystępują do takich praktyk, zdobędą właściwe dotacje. Problemem może być to, że rolnicy dostaną za mało pieniędzy za to, że zaczynają właśnie realizować takie praktyki – mówi dr inż. Agnieszka Antczak.

O tym, że procedury stanowią problem dla rolników, mogą świadczyć dane z rozporządzenia Ministerstwa Rolnictwa i Rozwoju Wsi, opublikowanego w środę 27 grudnia, w sprawie warunków i trybu przyznawania i wypłaty pomocy finansowej w ramach schematów na rzecz dobrostanu zwierząt. Jak informuje resort w ocenie skutków regulacji, rozporządzenie to odpowiedź na sygnały przekazywane przez izby rolnicze, że wielu hodowców nie może otrzymać płatności w wyniku niezastosowania się do rozporządzenia bądź popełnienia błędów we wnioskach. Na podstawie analiz danych ARiMR stwierdzono, że w 2023 roku, który jest pierwszym rokiem wdrażania w Polsce płatności dobrostanowych do bydła rzeźnego, wśród ok. 32 tys. rolników ubiegających się o wsparcie dobrostanowe do opasów ok. 70 proc. nie określiło kierunku użytkowania swoich zwierząt lub mogło popełnić błędy w tym zakresie. W tej sytuacji istnieje ryzyko wykluczenia z płatności dobrostanowej w ramach wariantu Dobrostan opasów bydła. Dlatego w rozporządzeniu zaproponowano przepis, obowiązujący tylko w tym roku, który umożliwia rolnikom uzupełnienie lub korektę w systemie Identyfikacji i Rejestracji Zwierząt (IRZ) zgłoszenia kierunku użytkowania bydła z uwzględnieniem przeznaczenia tych zwierząt do opasu (mięsno-opasowego, mleczno-opasowego lub opasowego) w odniesieniu zarówno do zwierząt posiadanych przez rolnika, jak i zwierząt ubitych lub sprzedanych. Ministerstwo proponuje termin do 5 lutego 2024 roku na uzupełnienie wniosku.

Poza tym – jak wyjaśniono w OSR rozporządzenia – ze względu na obecny sposób dokumentowania przez rolników realizacji praktyk podwyższających poziom dobrostanu zwierząt polegających na zapewnieniu wypasu lub na zapewnieniu wybiegu bydłu (krowom mlecznym, krowom mamkom lub opasom) zmiany wymaga sposób obliczania wysokości kar za niewypasanie bydła lub niezapewnienie bydłu wybiegu z przyczyn innych niż niezależne od rolnika.

Źródło: https://biznes.newseria.pl/news/problemy-z-doplatami-do,p1774947662

Demografia, zdrowie, edukacja i ekologia. Nowe technologie mają coraz większe znaczenie dla rozwiązywania najbardziej palących problemów

O pozytywnym wpływie technologii na biznes mówi się od dawna, za czym idą rosnące z roku na rok inwestycje przedsiębiorstw w ten obszar, m.in. chmurę czy sztuczną inteligencję. Coraz częściej nowe technologie znajdują także zastosowanie w rozwiązywaniu palących problemów globalnych. Pracują nad nimi zarówno duże korporacje, naukowcy i studenci, jak i start-upy z całego świata. – Nowe technologie posiadają ogromny potencjał w przekształcaniu i wspieraniu kluczowych obszarów społeczno-gospodarczych, takich jak edukacja, zdrowie, środowisko i gospodarka – mówi Alicja Tatarczuk z Huaweia. Koncern szuka takich innowacyjnych pomysłów wśród młodych naukowców w swoim konkursie Tech4Good, który jest częścią programu Seeds for the Future.

Obserwujemy, jak nowoczesne rozwiązania, takie jak cyfryzacja i wykorzystanie sztucznej inteligencji, mogą podnieść efektywność opieki zdrowotnej, jednocześnie obniżając jej koszty społeczne. W obszarze środowiska naturalnego technologie odnawialne, takie jak panele fotowoltaiczne i wykorzystanie Internetu Rzeczy (IoT) do monitorowania jakości powietrza, stanowią kluczowy element walki ze zmianami klimatycznymi i zanieczyszczeniem. Z kolei automatyzacja i robotyzacja nabierają coraz większego znaczenia w kontekście zmian demograficznych, a dostosowanie systemu edukacji do nowych wymagań rynku pracy staje się nieodzowne – wymienia w rozmowie z agencją Newseria Biznes Alicja Tatarczuk, menedżerka ds. CSR w Huawei Polska.

Młodzi ludzie mają w tym zakresie do odegrania dużą rolę. To często w grupach badawczych na uczelniach powstają innowacje, które nakierowane są na rozwiązanie jakiegoś istotnego problemu.

– Znaczenie inicjatyw edukacyjnych, które umożliwiają rozwój kompetencji technologicznych i tworzenie rozwiązań dla problemów społecznych, będzie nadal rosło, podobnie jak świadomość społeczeństwa w tym zakresie – mówi Alicja Tatarczuk.

Na tym koncentruje się Seeds for the Future – flagowy program edukacyjny Huaweia, który właśnie po raz 10. odbył się w Polsce. Pięćdziesiątka najlepszych studentów polskich uczelni przez tydzień uczestniczyła w szkoleniach i warsztatach prowadzonych przez światowej klasy ekspertów na temat najnowszych trendów technologicznych.

– Studenci uczą się m.in. o rozwiązaniach sztucznej inteligencji i o tym, jak 5G zmieni nasze życie, w jaki sposób rozwiązania chmurowe mogą służyć biznesowi. Będą też wirtualnie zwiedzać chińskie fabryki czy centra innowacji, żeby zobaczyć, jak się rozwija ten świat technologiczny w Azji, a także uczestniczyć w zajęciach z przywództwa i wspólnie tworzyć międzynarodowe projekty w ramach inicjatywy Tech4Good, która służy budowaniu umiejętności współpracy w grupach, współpracy projektowej i stwarza studentom w naszym programie możliwość nawiązywania międzynarodowych relacji. Oni współpracują z ludźmi z absolutnie całego świata, tworząc projekty, ministart-upy, które angażują technologię na rzecz rozwiązywania ważnych problemów społecznych czy ekologicznych – wyjaśnia menedżerka ds. CSR w Huawei Polska.

Program Seeds for the Future jest skierowany do najzdolniejszych studentek i studentów z uczelni wyższych, głównie tych, którzy uczą się na kierunkach związanych z IT, inżynierią, technologiami czy matematyką. Jego celem jest rozwijanie talentów w dziedzinie technologii ICT i przygotowanie studentów do postawienia pierwszych kroków w profesjonalnym świecie nowych technologii.

– W tym roku do polskiej edycji programu Seeds for the Future zgłosiło się ponad 260 studentów i studentek z całego kraju. Mieliśmy ogromny problem, żeby wybrać czołową pięćdziesiątkę, bo wszystkie zgłoszenia były naprawdę wysokiej jakości. Ponownie mamy w tej grupie ponad 50 proc. kobiet, co pokazuje, że wiele studentek interesuje się naukami ścisłymi i nowymi technologiami, w tej branży w przyszłości widzi swoją karierę i chce ten świat współtworzyć – podkreśla Alicja Tatarczuk.

– Wiążę z tym programem duże nadzieje związane m.in. z tym, żeby poznać nowych ludzi, dobrze się bawić, zaplusować w środowisku międzynarodowym, zobaczyć, jak pracuje się w zespole, który łączy ludzi z kilku kontynentów – mówi Justyna Gręda, studentka teleinformatyki na Akademii Górniczo-Hutniczej w Krakowie, uczestniczka programu. – Wiedzę na temat nowych technologii w swojej pracy wykorzystuję na co dzień, bo jestem programistką aplikacji mobilnych. Ta zdobyta podczas Seeds for the Future, szczególnie z dziedziny sztucznej inteligencji, pozwoli mi stworzyć coś nowego, a także rozwijać swoją karierę zawodową.

– Program Seeds for the Future jest atrakcyjny dla uczestników przede wszystkim dlatego, że pozwala na zapoznanie się z całą gamą technologii ICT oraz skonfrontowanie swoich pomysłów, wiedzy i kompetencji z realnymi, globalnymi problemami świata, z którymi nam – przyszłym inżynierom i naukowcom – przyjdzie się zmierzyć – dodaje Adam Sztamborski, student Politechniki Łódzkiej, uczestnik programu. – Cieszyłbym się, gdybym w mojej pracy mógł wykorzystać tę wiedzę przy rozwiązywaniu problemów dotyczących różnych aspektów życia, także środowiskowych, ale również podnoszenia jakości życia i bezpieczeństwa ludzi.

– Wiedza na temat nowych technologii może być bardzo przydatna przy rozwoju mojego projektu. Wraz z moimi znajomymi prowadzimy projekt, który ma na celu zminimalizować ilość bioodpadów w społeczeństwie i działać na rzecz środowiska – mówi Daria Polcyn, studentka Uniwersytetu Warszawskiego, uczestniczka programu. – Nasz projekt nazywa się AVO Cycle i chcemy zająć się pestkami awokado oraz samymi tymi owocami, które nie nadają się już do użytku. Mamy zamiar współpracować z lokalnymi restauracjami oraz z supermarketami, większymi dostawcami bioodpadów i chcemy rozpocząć od tego, aby pestki uzyskane z owoców awokado przetwarzać na bioopakowania oraz ekologiczne oleje.

Nowością, która od dwóch lat towarzyszy programowi Seeds for the Future, jest konkurs Tech4Good, w którym studenci – w grupie rówieśników z całego świata – mają za zadanie zaprojektować własny start-up technologiczny odpowiadający na jeden z palących globalnych problemów.

Ci, którzy stworzą najlepsze pomysły, wyjadą na Talent Summit, organizowany przez Huaweia w jednej z europejskich stolic. Najlepsze drużyny mają też szansę pojechać do Chin i wygrać 100 tys. dolar. na rozwój zwycięskiego start-upu – mówi Alicja Tatarczuk.

W ubiegłym roku w czołówce konkursu Tech4Good wyróżniono polski zespół HuaSquad, który został jednym z sześciu najlepiej ocenionych projektów z Europy.

 Stworzony przez nas projekt z obszaru agritech miał za zadanie łączyć rolników z młodymi ludźmi, którym zależy na tym, żeby wspierać ekologiczną żywność, ekologiczne rolnictwo – wyjaśnia Dominika Jacejko, członkini zespołu HuaSquad. – Wyróżnienie w konkursie Tech4Good było dla nas naprawdę dużym sprawdzianem tego, co jesteśmy w stanie zrobić, do czego jesteśmy w stanie dojść swoją własną ciężką pracą. Patrząc na to, jak sytuacja wygląda rok później, myślę, że udział w samym konkursie pokazał nam też ogromną siłę networkingu. Tworząc takie rozwiązania, dajemy innym znać o tym, że drzemie w nas ogromny potencjał i ten potencjał dzięki właśnie m.in. Tech4Good został wykorzystany później również w innych projektach.

– Ogromnym sukcesem poprzedniej, IX edycji Seeds for the Future, było znalezienie się polskiego zespołu HuaSquad w gronie najlepszych drużyn biorących udział w konkursie Tech4Good – dodaje menedżerka ds. CSR w Huawei Polska. – To już druga edycja programu, w której polski projekt znalazł się w gronie najciekawszych technologii pozytywnego wpływu. Ubiegłorocznym rozwiązaniem polskich studentów z zespołu Sensideer był system informowania kierowców pojazdów o potencjalnej kolizji ze zwierzętami na drodze. Przygotowane w ramach XVIII edycji Seeds for the Future rozwiązanie znalazło się w finałowej dziesiątce, otwierając przed młodymi uczestnikami nowe możliwości rozwoju.

Źródło: https://biznes.newseria.pl/news/demografia-zdrowie,p1042692897

Koszty usług pogrzebowych idą w górę. Wybór kremacji to coraz częściej sposób na ich obniżenie

Tradycja usług pogrzebowych się zmieniła, ludzie preferują kremacje – mówi Marek Cichewicz, prezes Grupy Klepsydra. Branża szacuje, że w Polsce kremacje dziś stanowią już 40 proc. wszystkich pochówków, a w dużych miastach nawet 60 proc. Wybór kremacji to jeden ze sposobów na obniżenie kosztów związanych z pochówkiem. Galopująca inflacja miała bowiem wpływ również na działalność firm pogrzebowych i ceny usług. Zasiłek pogrzebowy, obniżony w 2011 roku i od tego czasu utrzymujący się na tym samym poziomie, już dawno przestał wystarczać na pokrycie wszystkich kosztów. Nie jest to jedyna zmiana, jaka zaszła w ostatnich latach na polskim rynku funeralnym. Ta branża – uważana za tradycyjną, a nawet konserwatywną – w coraz większym stopniu stawia na cyfryzację i technologiczne nowinki.

– Inflacja wpływa na koszty usług pogrzebowych. Mamy wyższe koszty zatrudniania i utrzymania pracowników, a dostawcy, którzy dostarczają nam trumny, urny i inne akcesoria pogrzebowe, też musieli podnieść ceny. To wszystko niestety przełożyło się też na koszty samego pogrzebu – mówi agencji Newseria Biznes Marek Cichewicz. – Jeśli mówimy o wartościach, to jest to ciężkie do przeanalizowania w skali całego kraju, ponieważ porównując chociażby Warszawę do mniejszych miejscowości, te dysproporcje są bardzo duże i to jest kilka, kilkanaście, a nawet kilkadziesiąt procent, w zależności od regionu.

Koszty prowadzenia działalności firm pogrzebowych znacznie wzrosły w ciągu ostatniego roku – nie tylko ze względu na wzrost kosztów pracy, ale też droższe drewno do produkcji trumien czy wysokie ceny energii i gazu, potrzebne np. przy przechowywaniu, transporcie czy kremacji zwłok. W tej chwili w firmach pogrzebowych średni koszt standardowego pochówku waha się od ok. 7 do 10 tys. zł. Do tego dochodzą jeszcze koszty miejsca na cmentarzu, które mocno się różnią w zależności od lokalizacji i w większych miastach mogą sięgać nawet kilkunastu tysięcy złotych.

W celu zapewnienia środków na pokrycie kosztów związanych z pogrzebem ZUS wypłaca rodzinie zmarłego zasiłek pogrzebowy (w 2021 roku wypłacono 438 tys. takich zasiłków na łączną kwotę 1,75 mld zł). W 2011 roku został obniżony do 4 tys. zł i na tym poziomie pozostaje od tego czasu. Przez galopującą inflację jego nominalna wartość w tym czasie mocno spadła, zwłaszcza w ostatnim roku, i nie wystarcza już na pokrycie kosztów pogrzebu. Dlatego branża już od pewnego czasu apeluje o jego waloryzację. W obietnicach wyborczych Koalicji Obywatelskiej pojawiła się taka zapowiedź – zasiłek pogrzebowy miałby wzrosnąć od lipca 2024 roku do kwoty 6450 zł.

W przypadku kremacji koszty są niższe, przede wszystkim te związane z obsługą na cmentarzu, ponieważ nie trzeba ponosić tak dużych kosztów związanych z zakupem kolejnych miejsc pod tradycyjny grób i trumnę. W takim grobie mogą znaleźć się dwie, trzy, maksymalnie cztery trumny. Jeśli zdecydujemy się na urny, to może być ich nawet kilkanaście. Te opłaty związane z obsługą cmentarną będą dla nas jako rodziny niższe – mówi prezes Grupy Klepsydra.

Jak wskazuje, rosnąca popularność i wzrost liczby kremacji jest jedną z najważniejszych zmian, jakie zaszły w ostatnich latach na polskim rynku funeralnym. Bliscy coraz częściej decydują się na pochówek zmarłego w urnie, do czego przyczyniają się także problemy ze znalezieniem wolnych miejsc na przepełnionych cmentarzach. Branża szacuje, że w Polsce kremacje dziś stanowią już nawet 40 proc. wszystkich pochówków.

 Jeszcze na przełomie 2008 i 2009 roku, kiedy wprowadzaliśmy nasze krematorium na rynek usług pogrzebowych w Polsce, to było ich 10, a dziś mamy ich 86, czyli przez niecałe 15 lat powstało wiele ośrodków, które umożliwiają rodzinom zmarłych dokonać kremacji bliskiej zmarłej osoby – mówi Marek Cichewicz.  – Ten wzrost liczby kremacji jest bardzo duży. Niestety GUS nie podaje danych na ten temat, ale my, jako branża, szacujemy, że w skali kraju stanowią one ok. 40 proc., a w dużych miastach, takich jak Warszawa, Łódź czy Gdańsk, to jest nawet ok. 60 proc.

Branży pogrzebowej, jak każdej innej, nie omijają też innowacje i cyfryzacja. Do wprowadzenia części z nich przyczyniła się pandemia COVID-19 i lockdowny z towarzyszącymi im obostrzeniami.

– Jedną z innowacji, która pojawiła się w okresie pandemii, był streaming z ceremonii pogrzebowych, który pozwalał bliskim osób zmarłych uczestniczyć w nich. Wtedy podczas pogrzebu mogło być kilka osób na ceremonii. Dzięki streamingowi więcej osób mogło uczestniczyć w ceremonii pogrzebowej online. Umożliwiał on też obecność na ceremonii osobom, które są w innych krajach – wyjaśnia prezes Grupy Klepsydra. – Ta branża, choć jest konserwatywna, wprowadza kolejne nowe rozwiązania. Dziś możemy mówić o digitalizacji i rozwiązaniach takich jak np. eKlepsydra.

eKlepsydra może być uzupełnieniem dla tradycyjnych zawiadomień wywieszanych w miejscu zamieszkania, przy kościołach czy cmentarzach, gdzie odbędzie się pogrzeb. To powiadomienie SMS-owe z informacją o szczegółach ceremonii pogrzebowej: dacie, dokładnej lokalizacji z mapą Google.

Jest tam również możliwość zakupu kwiatów na ceremonię pogrzebową i złożenie kondolencji przez osoby, które nie mogą uczestniczyć w pogrzebie – mówi Marek Cichewicz. – eKlepsydra to bardzo duże ułatwienie w komunikacji i odciążenie rodziny, która jest pogrążona w smutku, aby mogła przekazać wiadomość o ceremonii pogrzebowej w miarę szybko i sprawnie. Do tej pory były klasyczne telefony, trzeba było powtarzać te same wiadomości wielokrotnie, a w tej chwili, poprzez eKlepsydrę i wiadomość SMS z linkiem, można powiadomić kilkaset osób jednocześnie. Branża pogrzebowa się zmienia, idzie w kierunku nowości i – choć jesteśmy konserwatywni – staramy się otworzyć na te nowe rozwiązania, słuchamy potrzeb klientów.

Źródło: https://biznes.newseria.pl/news/koszty-uslug-pogrzebowych,p182765963

Jeden z największych koncernów tytoniowych zwiększa inwestycje w Polsce do 1,3 mld dol. Rozwinie fabrykę nowatorskich wyrobów tytoniowych koło Łodzi

Rynek wyrobów nowatorskich rośnie dynamicznie i stanowi dziś ok. 11 proc. całego rynku wyrobów tytoniowych w Polsce. Dostrzegając ten trend, grupa JTI nie tylko wprowadza na polski rynek nowe urządzenie do podgrzewania tytoniu, ale również rozbudowuje swój zakład wyrobów nowatorskich w Starym Gostkowie koło Łodzi. Wartość tej inwestycji w tym roku osiągnie ok. 200 mln dol. Jedna z najnowocześniejszych tego typu fabryk w Europie do końca roku znacząco zwiększy też zatrudnienie. – Polska doskonale spełnia warunki dla centrum produkcyjnego, więc inwestycja na tutejszym rynku jest logicznym wyborem – mówi Edoardo Voletti, prezes zarządu JTI Polska.

JTI poczyniło w Polsce znaczne inwestycje, które opiewają łącznie na blisko 1,3 mld dol., i nadal przeznaczamy na nie znaczne środki. Nasz zakład dysponuje obecnie najnowocześniejszym wyposażeniem i produkujemy w nim m.in. wkłady do podgrzewania tytoniu, które trafiają na cały świat. Zakład rozwija się również pod względem liczby pracowników, do końca tego roku planujemy zwiększyć zatrudnienie – zapowiada w rozmowie z agencją Newseria Biznes Edoardo Voletti.

Grupa JTI inwestuje w Polsce od 2007 roku. Od tego momentu udało jej się prawie sześciokrotnie zwiększyć udział w polskim rynku tytoniowym – z 5 proc. do blisko 30 proc. Flagową inwestycją koncernu jest fabryka w Starym Gostkowie niedaleko Łodzi, jedna z najnowocześniejszych w Europie, gdzie produkowane są niemal wszystkie kategorie wyrobów tytoniowych. Na przestrzeni lat zakład był sukcesywnie rozbudowywany, a obecnie ok. 80 proc. jego produkcji trafia na eksport do 70 krajów świata. 

W Gostkowie mamy jeden duży obiekt podzielony na cztery zakłady – fabrykę papierosów tradycyjnych, fabrykę płynów do papierosów elektronicznych, fabrykę cygar i tytoniu do palenia, a teraz także zakład produkujący nowatorskie wyroby tytoniowe. To zakład, który wykorzystuje najnowocześniejsze technologie dostępne w tej chwili na rynku – mówi prezes JTI Polska. – W tej chwili łącznie zatrudniamy w Gostkowie ok. 2 tys. osób, a w fabryce wytwarzającej nowatorskie wyroby tytoniowe mamy obecnie ok. 150 pracowników. Do końca roku zamierzamy zwiększyć ich liczbę do 200, tak więc obecnie poszukujemy nowych pracowników.

Rozbudowa i wzrost zatrudnienia wynikają z wprowadzenia na polski rynek – jako jeden z pierwszych dla JTI – nowego urządzenia do podgrzewania tytoniu pod marką Ploom X. Wkłady tytoniowe do niego są produkowane właśnie w Polsce, skąd będą trafiać również na inne rynki europejskie. Fabryka wyrobów nowatorskich w Polsce to jedyny tego typu zakład JTI poza Japonią.

Wartość inwestycji w nowy zakład osiągnie 200 mln dol. – mówi Edoardo Voletti. – Polska ma korzystną lokalizację w centrum Europy, można tu łatwo dotrzeć ze wszystkich kierunków, więc doskonale spełnia definicję centrum produkcyjnego. Ale to tylko jeden z powodów, bo Polska dysponuje też profesjonalną, dobrze wyszkoloną kadrą pracowniczą. Ponadto jest krajem stabilnym i godnym zaufania pod względem politycznym. Co najważniejsze jest to duży rynek dla produktów tytoniowych. Biorąc wszystkie te czynniki pod uwagę, inwestycja w Polsce jest logicznym wyborem.

Uruchomienie produkcji wkładów tytoniowych ma zaspokoić rosnący popyt na nowatorskie wyroby tytoniowe na polskim i europejskim rynku.

W ostatnich latach nastąpił znaczący wzrost rynku podgrzewanych wyrobów tytoniowych. Obecnie ich udział w całkowitej konsumpcji tytoniu wynosi ok. 11 proc. i stale rośnie – mówi prezes JTI Polska.

Z przytaczanych przez firmę danych z Centrum Monitorowania Rynku wynika, że w Warszawie udział ten może być nawet dwukrotnie większy (25 proc.). W całym kraju rynek podgrzewanych wyrobów tytoniowych dynamicznie się rozwija, a jego wartość szacuje się na 4,8 mld zł.

Staramy się oferować konsumentom jak najszerszy wybór i najlepsze opcje w poszczególnych kategoriach produktów. Teraz, kiedy mamy gotowy, nowy produkt, postanowiliśmy wejść z nim na rynek nie tylko w Polsce, ale w kilku krajach na świecie – mówi Edoardo Voletti.

Fabryka w Gostkowie to niejedyna inwestycja JTI w Polsce. W Warszawie firma ma swoje Globalne Centrum Usług Biznesowych, które działa od czterech lat i obsługuje jej procesy na całym świecie, m.in. w zakresie finansów, zarządzania zasobami ludzkimi, marketingu i sprzedaży, a także w kwestiach prawnych i regulacyjnych. Łączne zatrudnienie JTI w Polsce wynosi ponad 3,4 tys. osób.

W Warszawie działa obecnie nasza jednostka handlowa z zespołem 400 osób i duże centrum usług biznesowych, zatrudniające około tysiąca pracowników – mówi prezes JTI Polska. – To właśnie pracownicy są w centrum naszej działalności. Na potwierdzenie wspomnę, że przez ostatnie sześć lat zajmowaliśmy dwa najwyższe miejsca w rankingu najlepszych pracodawców w Polsce.

Według tegorocznego raportu Polskiej Akademii Nauk papierosy pali blisko co trzeci dorosły Polak (28,8 proc.), co daje ponad 10 mln osób. W 2022 roku do codziennego palenia przyznawało się 30,8 proc. mężczyzn i 27,1 proc. kobiet. Branża tytoniowa od kilku lat jest w trakcie technologicznej rewolucji, której efektem jest stopniowy odwrót od tradycyjnych papierosów w kierunku bezdymnych wyrobów nowatorskich (NGP, ang. next generation products). Grupa Japan Tobacco podała, że w latach 2023–2025 zamierza zainwestować w światową ekspansję wyrobów z podgrzewanym tytoniem łącznie ok. 300 mld jenów, czyli ponad 8,8 mld zł.

Źródło: https://biznes.newseria.pl/news/jeden-z-najwiekszych,p1413538495

Z. Berdychowski: Transformacja energetyczna jest obecnie jednym z najważniejszych wyzwań. Wprowadzane zmiany dotkną każdego Europejczyka

Transformacja energetyczna i związane z nią wyzwania będą w tym roku jednym z głównych tematów XXXII Forum Ekonomicznego, które będzie się odbywać 5–7 września w Karpaczu. – Obok wojny, która toczy się za naszą wschodnią granicą, to dziś największe wyzwanie, które przed nami stoi i które dotknie każdego Europejczyka – podkreśla Zygmunt Berdychowski, przewodniczący Rady Programowej tego wydarzenia. Jak ocenia, realizacja założeń transformacji energetycznej i klimatycznej w pierwszym okresie osłabi konkurencyjność europejskiej i polskiej gospodarki. Biorąc pod uwagę liczbę wyzwań, które UE będzie musiała pokonać na drodze do neutralności, przyjęty przez nią harmonogram może się okazać zbyt ambitny.

 Jesteśmy dzisiaj w przededniu rewolucji, którą niesie z sobą transformacja energetyczna – mówi agencji Newseria Biznes Zygmunt Berdychowski. – Instalacja wiatraków czy paneli fotowoltaicznych oznacza, że musimy, po pierwsze, zapewnić infrastrukturę do tego, aby możliwe było wykorzystanie wyprodukowanej w ten sposób energii. Po drugie, musimy stworzyć infrastrukturę do tego, aby tę energię magazynować, a po trzecie – mechanizmy pozwalające zużywać jej jak najmniej.

Pod koniec 2019 roku UE przyjęła jako cel polityczny osiągnięcie neutralności klimatycznej do 2050 roku. Drogę do realizacji tego celu wyznacza pakiet regulacji Fit for 55, którego głównym założeniem jest redukcja emisji gazów cieplarnianych o 55 proc. do 2030 roku (w stosunku do 1990 roku). Po rosyjskiej inwazji na Ukrainę UE została jednak zmuszona do zrewidowania swoich planów transformacji. W maju 2022 roku Komisja Europejska przyjęła plan RePowerEU, zakładający m.in. dywersyfikację kierunków dostaw surowców, większe inwestycje w OZE oraz rozwój rynku wodoru i biopaliw. REPowerEU przewiduje jeszcze wyższe cele w zakresie poprawy efektywności energetycznej i zużycia energii z OZE niż pakiet Fit for 55 oraz zawiera dodatkowe działania wspierające niezależność energetyczną Europy.

W Polsce założenia transformacji energetycznej są realizowane głównie na podstawie dokumentów strategicznych – „Polityki energetycznej Polski do 2040 roku” (PEP2040) oraz „Krajowego planu na rzecz energii i klimatu na lata 2021–2030” (KPEiK). W tej chwili oba te dokumenty są jednak w trakcie aktualizacji, ponieważ powstały przed planowanym zwiększeniem celów redukcyjnych i przyśpieszeniem działań efektywnościowych zawartych w pakietach Fit for 55 i REPowerEU. Prace nad nimi zostaną najprawdopodobniej wznowione po jesiennych wyborach, ale kierunek jest niezmienny – Polska będzie ograniczała udział paliw kopalnych w swoim miksie energetycznym i inwestowała w źródła niskoemisyjne. Do 2049 roku planuje się w naszym kraju całkowite odejście od wydobycia węgla, który zostanie zastąpiony m.in. przez offshore i energetykę jądrową.

Transformacja w Polsce będzie jednak wymagać ogromnych nakładów finansowych. Według analityków EY (raport „Polska ścieżka transformacji energetycznej”) do 2030 roku mogą one wynieść 135 mld euro, czyli ok. 600 mld zł. Na tyle szacowane są kompleksowe potrzeby inwestycyjne polskiej energetyki wraz z ciepłownictwem oraz działania osłonowe. Z kolei w dłuższej perspektywie czasowej skala inwestycji i wyzwań polskiej energetyki, dążącej do osiągnięcia zeroemisyjności, będzie jeszcze większa – według wyliczeń zawartych w raporcie EY do 2050 roku może sięgnąć nawet 200 mld euro, czyli ponad 900 mld zł.

My jesteśmy na samym początku tej trudnej drogi. I trzeba zdawać sobie sprawę z tego, że, po pierwsze, to jest proces, z którym wiążą się ogromne wydatki, i, po drugie, to jest sytuacja, w której musimy całkowicie przemodelować dotychczasowe bezpieczeństwo energetyczne. Czy ten proces uda się zrealizować w takim tempie, o jakim mówią nasi partnerzy w Europie? Mam co do tego poważne obawy. Przykład z rozwiązaniem problemów w zakresie gospodarki wodno-ściekowej uczy pokory zarówno optymistów w Polsce, jak i urzędników Komisji Europejskiej i pokazuje, że nie wszystko, co chcemy, może nam się udać w założonym czasie – mówi Zygmunt Berdychowski.

Jednym z głównych problemów do rozwiązania na ścieżce do neutralności klimatycznej będzie m.in. ogromne uzależnienie Europy od importu paneli fotowoltaicznych i ogniw litowo-jonowych z Chin. Państwo Środka kontroluje w tej chwili produkcję akumulatorów (w 2022 roku na chińskie fabryki przypadało 77 proc. globalnej produkcji) i – według prognoz BloombergNEF – jego dominacja nie skończy się prędko. Europa co najmniej do 2027 roku będzie więc skazana na import, co może stanowić zagrożenie nie tylko dla przebiegu transformacji energetycznej, ale i elektryfikacji transportu oraz bezpieczeństwa systemu energetycznego.

Optymiści mówią, że transformacja energetyczna w Polsce jest szansą na stworzenie nowych miejsc pracy i dodatkowy rozwój. Pesymiści wskazują, że w tej chwili ok. 86 proc. paneli PV instalowanych w Europie jest produkowane w Chińskiej Republice Ludowej i eksportowane do Europy. Ja nie wierzę, że w krótkim czasie będzie możliwe zastąpienie chińskich firm i technologii przedsiębiorstwami niemieckimi, polskimi czy francuskimi, to jest niemożliwe. Poziom uzależnienia Europy od paneli PV z Chin jest niewiarygodny i proces odchodzenia od tego będzie trwał długo – mówi przewodniczący Rady Programowej Forum Ekonomicznego w Karpaczu. – Musimy też mieć świadomość, że pierwiastki ziem rzadkich, które są podstawą do produkcji paneli czy wiatraków, też są w większości zmonopolizowane przez Chiny. Ceny litu w ciągu ostatnich pięciu lat wzrosły prawie sześciokrotnie, a rząd Chin obłożył eksport cłami, bo lepiej jest eksportować gotowe baterie litowo-jonowe. Niedługo możemy być świadkami sytuacji, w której eksport baterii litowo-jonowych do samochodów elektrycznych produkowanych w Europie też zostanie obłożony cłami.

Ekspert ocenia, że realizacja założeń transformacji energetycznej i klimatycznej, związana z wdrażaniem unijnego pakietu Fit for 55, w pierwszym okresie z pewnością osłabi konkurencyjność europejskiej i polskiej gospodarki.

Liczenie na to, że poprzez wprowadzenie podatku od śladu węglowego na granicach zewnętrznych UE wzmocnimy konkurencyjność europejskiego przemysłu, np. motoryzacyjnego, jest iluzją. W praktyce o potędze tego przemysłu nie decyduje fakt, że te samochody są produkowane w Europie, tylko to, że mogą one być sprzedawane na rynkach zewnętrznych. A jeżeli wprowadzimy podatek od śladu węglowego – tak jak zadeklarowała niedawno Komisja Europejska – to nasi partnerzy, w tym również Chiny, już zadeklarowały, że podejmą kroki odwetowe i na swoich granicach również będą wprowadzać podatki, opłaty, cła, które uniemożliwią obecność europejskich towarów na ich rynkach – mówi Zygmunt Berdychowski. – Jednym słowem myślenie o tym, że – nie mając jeszcze wystarczająco dobrze dopracowanych technologii, jak na przykład ma to miejsce z technologią wodorową – możemy przeprowadzić rewolucję w Europie, jest iluzją. Tak samo nie możemy funkcjonować w oparciu o odnawialne źródła energii, nie mając do dyspozycji magazynów energii. Mówienie o rewolucji w tym zakresie jest przedwczesne, niepotrzebne i naraża nas na dodatkowe koszty.

Przewodniczący Rady Programowej Forum Ekonomicznego w Karpaczu zauważa też, że realizacja Zielonego Ładu, czyli flagowej inicjatywy KE, w praktyce może oznaczać podział i powstanie Europy dwóch prędkości. Jedna jej część ma zasoby do tego, żeby szybciej przeprowadzić u siebie transformację energetyczną, a inne kraje – w tym Polska, której energetyka wciąż w bardzo dużym stopniu opiera się na węglu – będą mieć bardziej utrudnioną ścieżkę dojścia do neutralności klimatycznej.

Dla nich horyzont czasowy, który został zarysowany, jest zdecydowanie zbyt ambitny – mówi ekspert. – To, co się zresztą dzieje w gospodarce europejskiej również w tym roku, pokazuje, że nawet orędownicy Fit for 55 godzą się z faktem, że Niemcy uruchamiają dodatkowe kopalnie węgla brunatnego, który zresztą najbardziej zanieczyszcza naszą atmosferę. Uruchamiają je nie dlatego, że chcieliby zerwać z ambitną polityką klimatyczną, ale ponieważ zdają sobie sprawę, że w przypadku braku odpowiednich warunków musi istnieć system, który będzie w stanie zapewnić energię dla gospodarki.

Transformacja energetyczna i związane z nią wyzwania będą w tym roku jednym z głównych tematów XXXII Forum Ekonomicznego w Karpaczu, które będzie się odbywać od 5 do 7 września. To największe takie wydarzenie w Europie Środkowo-Wschodniej, które tradycyjnie już skupia polityków, ekspertów, naukowców, przedstawicieli biznesu i administracji nie tylko z Polski, ale i wielu innych krajów Europy, USA i świata oraz wielu instytucji unijnych.

– Podczas Forum Ekonomicznego chcemy zrealizować kilka ścieżek, które będą poświęcone problematyce transformacji energetycznej. To np. ścieżka Zrównoważony Rozwój, Ochrona Środowiska czy Biznes i Zarządzanie. Jak ważna jest to problematyka? Myślę, że dzisiaj obok wojny to jest największe wyzwanie, które stoi przed nami, niezależnie od tego, w której części Europy żyjemy, i niezależnie od tego, czy prowadzimy przedsiębiorstwo, czy wykładamy na uczelni, czy mamy dom, czy tylko mieszkanie. To są zmiany, które dotkną każdego Europejczyka – mówi Zygmunt Berdychowski.

Źródło: https://biznes.newseria.pl/news/z-berdychowski,p2044815252

Stay connected

0FaniLubię
67,110ObserwującyObserwuj
14,700SubskrybującySubskrybuj