3.1 C
Nowy Jork
wtorek, 21 kwietnia, 2026

Buy now

spot_img
Strona główna Blog Strona 17

Rośnie wartość polskich bezpośrednich inwestycji zagranicznych. Według szacunków w 2024 roku mogą osiągnąć poziom 21 mld zł

Polskie bezpośrednie inwestycje zagraniczne w 2017 r. wyniosły nieco ponad 10 mld zł. Zdecydowana większość zainwestowanych środków była przeznaczona na nowe inwestycje. Co czwarta firma inwestycje lokuje w krajach, z którymi Polska sąsiaduje. Podobnie jak w przypadku eksportu przedsiębiorstwa szukają możliwości zwiększenia sprzedaży i dotarcia do nowych odbiorców. Ale bezpośrednie inwestycje to także dostęp do zasobów i szansa na poprawę efektywności funkcjonowania firmy – przekonuje Dionizy Smoleń z PwC Advisory.

– Ekspansja dla polskich przedsiębiorców jest czymś naturalnym. Na początku chodzi przede wszystkim o ekspansję eksportową, czyli przedsiębiorstwa zdobywszy już rynek krajowy, chcą zdobywać klientów za granicą, natomiast na pewnym etapie rozwoju firmy mamy już do czynienia z ekspansją kapitałową, czyli z bezpośrednimi inwestycjami zagranicznymi. Polegają one na tym, że polska firma przejmuje konkurenta zagranicznego albo nabywając dystrybutora lokalnego, wzmacnia swoją obecność dystrybucyjną – tłumaczy w rozmowie z agencją informacyjną Newseria Biznes Piotr Kuba, członek zarządu PFR TFI.

Z raportu „Polskie inwestycje zagraniczne. Skala, kierunki i specyfika branży e-commerce” przygotowanego przez PwC Advisory we współpracy z PFR TFI wynika, że polscy przedsiębiorcy zazwyczaj ograniczają swoją działalność gospodarczą do rynku krajowego. Relacja ich zagranicznych inwestycji do polskiego PKB jest dużo poniżej średniej unijnej (5,4 proc.), tymczasem skumulowana wartość inwestycji wychodzących członków Unii Europejskiej wyniosła w 2017 roku 68 proc. łącznego PKB.

– Jest taki moment w rozwoju każdego przedsiębiorstwa, że po przekroczeniu pewnej bariery, po zrealizowaniu dużej ekspansji zagranicznej rozumianej jako ekspansja eksportowa pojawia się apetyt na bezpośrednie inwestycje zagraniczne i ekspansję kapitałową – mówi Piotr Kuba.

 

Część polskich firm już podbija zagraniczne rynki. Przykładem może być choćby stworzona przez Polaków platforma do umawiania wizyt lekarskich w internecie DocPlanner, której witryny co miesiąc odwiedza 30 mln osób. Firma e-Obuwie.pl ma ambicje stać się liderem internetowej sprzedaży butów w regionie, LPP z kolei należy do najdynamiczniej rozwijających się producentów i dystrybutorów odzieży.

– Inwestycje dla jednych firm determinuje poszukiwanie nowego rynku zbytu, a więc szansa na zwiększenie sprzedaży i liczby odbiorców. Są też firmy, które decydują się na ekspansję zagraniczną w formie inwestycji zagranicznych po to, żeby szukać zasobów. To mogą być zarówno tańsze zasoby ludzkie, jak i dostęp do wysoko wyspecjalizowanych ekspertów – dodaje Dionizy Smoleń, dyrektor w zespole ds. sektora publicznego i infrastruktury w PwC Advisory.

Stopniowo rośnie skala bezpośrednich inwestycji zagranicznych. W 2017 roku polskie BIZ wyniosły 10,4 mld zł. Blisko 90 proc. zainwestowanych środków przeznaczono na nowe inwestycje. Skumulowana wartość inwestycji przekracza już 104 mld zł. (dane na koniec 2017 r.).

– Bezpośrednie inwestycje zagraniczne pozwalają na pozyskanie zasobów, pozyskanie licencji, możliwość pozyskania surowców, być może pozyskania know-how potrzebnego do tego, żeby przedsiębiorstwo polskie mogło się dalej dynamicznie rozwijać – przekonuje ekspert PFR TFI.

Pod względem wartości skumulowanej inwestycji, dziesięć najważniejszych kierunków odpowiada za 80 proc. wszystkich bezpośrednich inwestycji zagranicznych Polski. Na koniec 2017 roku 26 proc. polskich bezpośrednich inwestycji zagranicznych było ulokowane w krajach najbliższych geograficznie (najwięcej w Luksemburgu, Czechach, Niderlandach, Cyprze i Szwajcarii).

– Kierunkiem inwestycji jest obszar Unii Europejskiej, naturalny z punktu widzenia naszej przynależności. Akceleracja bezpośrednich inwestycji zagranicznych miała miejsce przede wszystkim po przystąpieniu Polski do Unii Europejskiej. Natomiast z punktu widzenia polskich przedsiębiorców obszarem zainteresowania jest praktycznie cały świat. Mamy przykłady inwestycji zagranicznych realizowanych przez polskie przedsiębiorstwa w tak dalekich krajach jak Chile, Wietnam czy kraje Afryki – wymienia Piotr Kuba.

Z analiz wynika, że polskie bezpośrednie inwestycje zagraniczne będą szybko rosnąć. W ciągu najbliższych siedmiu lat mają zwiększać się w średnim tempie 10,5 proc. rocznie (CAGR) i na koniec 2024 roku osiągną wartość 21 mld zł. Ostrożne prognozy wskazują, że ich skumulowana wartość sięgnie ok. 209 mld zł.

– W przypadku bezpośrednich inwestycji zagranicznych, podobnie jak w przypadku eksportu, przedsiębiorstwa szukają możliwości zwiększenia sprzedaży i dotarcia do nowych odbiorców. Ale pojawia się jeszcze coś więcej, czego nie ma w przypadku eksportu. Dostęp do zasobów to szansa na poprawę efektywności funkcjonowania firmy, to także dostęp do know-how czy poszukiwanie wysoko wyspecjalizowanych kompetencji – wskazuje Dionizy Smoleń.

Źródło: https://biznes.newseria.pl/news/rosnie-wartosc-polskich,p360088884

Polska będzie stawiać na odnawialne źródła energii. PGE już inwestuje w fotowoltaikę i farmy wiatrowe na Bałtyku

Polityka Energetyczna Polski do 2040 roku jest w trakcie konsultacji, a krajowy plan na rzecz energii i klimatu do 2030 roku negocjowany obecnie z Komisją Europejską. Obie strategie wyznaczą długoterminowe cele państwa w zakresie energetyki, ale eksperci są zgodni, że w długiej perspektywie polska gospodarka nie ma innej drogi, jak przestawienie się na OZE i czyste technologie produkcji energii. W ten nurt chce się wpisać PGE Polska Grupa Energetyczna, która realizuje dwa duże programy inwestycji w fotowoltaikę i farmy wiatrowe na Bałtyku. Grupa zapowiada, że lada chwila wyłoni partnera, z którym wybuduje wiatraki na morzu.

– Dostosowujemy nasze elektrownie konwencjonalne do zaostrzanych rygorów ekologicznych i tzw. norm BAT, które będą wprowadzone do 2021 roku. Część najstarszych będziemy likwidowali, ale te, które są jeszcze w dobrym stanie, będą mogły pracować. Na to jest zgoda Komisji Europejskiej, na tej podstawie zorganizowaliśmy polski rynek mocy, który został notyfikowany przez Komisję, a więc dostajemy szansę, żeby w dłuższym okresie dostosowywać się do stawianych przez nią wymogów. Jest to spora wygrana, dlatego że będziemy mieli więcej środków, żeby w przyszłości zbudować bardziej nowoczesną konwencjonalną energetykę i chcemy tutaj, żeby była to energetyka jądrowa – mówi agencji informacyjnej Newseria Biznes Krzysztof Tchórzewski, minister energii.

Jak podkreśla, w trakcie przygotowania jest Polityka Energetyczna Polski do 2040 roku, czyli długoterminowa strategia państwa w zakresie energetyki, oraz Krajowy Plan na rzecz Energii i Klimatu do 2030 roku (KPEiK), negocjowany obecnie z Komisją Europejską. Ta pod koniec czerwca przesłała swoje zalecenia do projektu, który rząd do końca br. powinien dostosować do uwag KE i przedstawić jego ostateczną wersję.

– Tutaj mamy trochę rozbieżności związanych z naszymi zamiarami w stosunku do oczekiwań Komisji, niemniej upieramy się przy tym, że w energetyce odnawialnej osiągniemy poziom 21 proc. do 2030 roku. Natomiast jest problem z zastosowaniem źródeł odnawialnych w transporcie. To wymóg KE, w obszarze miejskiego transportu wciąż jest sporo do zrobienia. W Polsce zlikwidowano trolejbusy, a władze samorządowe nie garną się do tego, żeby budować z powrotem linie trolejbusowe czy rozbudowywać połączenia tramwajowe. Mamy nadzieję, że autobusy elektryczne w części ten problem rozwiążą, ale to znów jest dłuższa perspektywa i stąd zabiegamy, żeby mieć dłuższy czas na dostosowanie się do tych wymogów – mówi minister Krzysztof Tchórzewski.

Projekt Polityki Energetycznej Polski do 2040 roku zakłada, że do tego czasu krajowa energetyka nadal w dużym stopniu będzie się opierać na węglu – źródła węglowe mają stanowić 60 proc. miksu energetycznego. Jednak eksperci podkreślają, że w długiej perspektywie polska gospodarka nie ma innej drogi, niż przestawienie się na OZE i czyste technologie produkcji energii. Część miksu ma pochodzić z farm wiatrowych na Bałtyku, zakładany w krajowej polityce energetycznej wolumen to 10 GW mocy zainstalowanych w farmach morskich, a aktualnie na ukończeniu są prace nad planem zagospodarowania obszarów morskich, który wskaże lokalizacje pod farmy wiatrowe na Bałtyku. W ten segment chce się także wpisać PGE Polska Grupa Energetyczna.

– Zdajemy sobie sprawę z tego, w jakim kierunku idzie Europa, w jakim kierunku idą zmiany prawa unijnego. Nasz miks energetyczny budujemy w oparciu o te regulacje prawne. Dwa duże programy, które będziemy realizować w najbliższym czasie, to farmy wiatrowe na morzu w granicach od 2,5 GW do nawet 4 GW. To jest bardzo duży program, w który obecnie dużo inwestujemy. Zaprosiliśmy partnerów, ponieważ chcemy pozyskać know-how, poznać tę technologię. Nikt w Polsce jeszcze jej nie zna, więc nawet dla nas, czyli największej grupy energetycznej, jest to pewne novum. Ogłosiliśmy przetarg, w którym wpłynęły cztery interesujące oferty i w najbliższym czasie dokonamy wyboru – mówi Ryszard Wasiłek, wiceprezes ds. operacyjnych PGE Polskiej Grupy Energetycznej.

Jak podkreśla, realizowany przez PGE program offshore stworzy też duże możliwości rozwoju dla polskich firm m.in. z branży stoczniowej. Grupa liczy na jak największy udział rodzimych przedsiębiorstw.

– Liczymy, że ten udział firm polskich będzie bardzo duży. Przeanalizowaliśmy już wszystkie porty pod kątem montażu dużych wiatraków na morzu. Wypożyczenie statku kosztuje 100 tys. euro za dzień, więc ta logistyka montażu musi być bardzo dobra. Przeanalizowaliśmy już także porty, które będą obsługiwały te wiatraki, ponieważ każdy element może się zepsuć, wiatraki również co jakiś czas trzeba serwisować. Nie podjęliśmy jeszcze decyzji, ale zrobimy to w najbliższym czasie, bo ich infrastrukturę trzeba przygotować wcześniej – mówi Ryszard Wasiłek.

Drugi duży program, realizowany przez PGE, związany jest z rozwojem fotowoltaiki i pozyskiwaniem energii ze słońca. Krajowy gigant chce się wpisać w założenia Polityki Energetycznej Polski do 2040 roku i zrealizować 2,5 GW w technologii PV.

– Problem polega na tym, że na 1 MW mocy w PV potrzebujemy około 2 ha gruntów. W związku z tym na 2,5 tys. MW potrzebujemy 5 tys. ha. Aby móc zrealizować ten program w takiej wielkości – musimy mieć w zasięgu dużo większy areał, bo to wynika z planów zagospodarowania, z możliwości podłączenia do sieci elektroenergetycznej. W najbliższych latach wykonamy bardzo dużą pracę, żeby móc ten program zrealizować – mówi Ryszard Wasiłek.

Inwestycje w energetykę wiatrową i fotowoltaikę PGE Polska Grupa Energetyczna sfinansuje w większości z własnych środków przy wsparciu unijnych instrumentów pomocowych. W pierwszym przypadku liczy również na partnera, który wesprze finansowo przedsięwzięcia w sektorze offshore.

– Poza tym w najbliższym czasie będziemy budowali w Dolnej Odrze dwa bloki na gaz o łącznej mocy 1 400 MW. Skończyliśmy właśnie dwa nowe bloki w ultranowoczesnej technologii w Opolu. W przyszłym roku kończymy blok w 450 MW Turowie – i tak naprawdę to są nasze ostatnie bloki w technologii węglowej. Ponieważ jesteśmy największym w Polsce producentem ciepła, w najbliższych latach będziemy również przekształcali wszystkie nasze elektrociepłownie w tych lokalizacjach, które posiadają węgiel, na gaz. To również będzie nasz udział w nowym miksie, którego celem jest mniejsza emisja spalin do atmosfery – mówi Ryszard Wasiłek, wiceprezes ds. operacyjnych PGE Polskiej Grupy Energetycznej.

Źródło: https://biznes.newseria.pl/news/polska-bedzie-stawiac-na,p405733257

Tylko 2 proc. Polaków bardzo dobrze ocenia służbę zdrowia. Względnie zadowolony jest prawie co piąty

Tyko jeden na pięciu Polaków pozytywnie ocenia polską służbę zdrowia. Natomiast bardzo dobrą opinię na jej temat ma raptem 2 proc. Z drugiej strony pacjenci dość pozytywnie oceniają własne doświadczenia w korzystaniu z usług zdrowotnych. Dla przykładu, swoją ostatnią wizytę w POZ na plus zaliczyło 37 proc. Polaków. Niechlubnym wyjątkiem są szpitale, większość pacjentów źle ocenia warunki i jakość świadczonej przez nie opieki – wynika z nowego raportu „Doświadczenia pacjenta w Polsce” opracowanego przez Siemens Healthineers.

– Z naszego raportu „Doświadczenia pacjenta w Polsce” wynika, że są obszary służby zdrowia oceniane lepiej i te oceniane gorzej. Do tych pierwszych należy podstawowa opieka zdrowotna, nieco gorzej wygląda to w ambulatoryjnej opiece specjalistycznej. Niestety, najgorzej są oceniane szpitale – aż 40 proc. pacjentów, którzy wychodzą ze szpitala, jest niezadowolonych z opieki. To i tak dużo lepsze wyniki w porównaniu z oceną systemu opieki zdrowotnej jako całości. Tam widzimy, że ta skłonność do krytyki jest bardzo silna, bo odzwierciedla cały bagaż negatywnych doświadczeń pacjentów – mówi Piotr Kuskowski z Siemens Healthineers.

Jak podkreśla, w ostatniej dekadzie patient experience stało się bardzo ważnym elementem systemów opieki zdrowotnej na dojrzałych rynkach, takich jak Stany Zjednoczone, Wielka Brytania czy kraje skandynawskie. W krajach wysoko rozwiniętych doświadczenia pacjenta są rzeczywiście jednym z filarów systemu opieki zdrowotnej.

– Są wytyczne, które mówią, jak należy dbać o doświadczenia pacjenta. Z tym czynnikiem często jest też powiązany system refundacyjny. Natomiast w Polsce dyskurs wokół opieki zdrowotnej jest skoncentrowany na kwestiach dostępu, finansowania, organizacji i efektywności klinicznej, ale wydaje się, że to jest właściwy moment, żeby dołożyć nowy komponent, czyli właśnie doświadczenia pacjenta, perspektywę bardzo ludzką. Ważne, żeby nie mówić tylko o kwestiach finansów czy organizacji, lecz także o tym, co odczuwa oraz dostrzega pacjent i jego opiekun – mówi Piotr Kuskowski.

– Kwestia reputacji służby zdrowia rzeczywiście jest zaniedbana, ale problemów w systemie jest tak wiele, że po prostu nie ma na nie czasu. Rządzący skupiają się na gaszeniu pożarów i na rozwiązywaniu bieżących problemów. Nie ma takiego podejścia szerszego, systemowego. Jako fundacja również widzimy, że pacjenci mają duże zaufanie do lekarzy jako takich, ale nie mają zaufania do systemu i ta ich opinia o systemie jest bardzo zła – dodaje Magdalena Kołodziej, członek zarządu Fundacji My Pacjenci.

Raport „Doświadczenia pacjenta w Polsce” to pierwsza próba oceny polskiego systemu ochrony zdrowia z perspektywy doświadczeń pacjentów. O ocenę usług zdrowotnych zapytano blisko 2 tys. Polaków, na podstawie badań ilościowych i jakościowych autorzy wskazali, co – zdaniem pacjentów – zasługuje na pochwałę, a co boli ich najbardziej.

Wyniki pokazują, że jedynie 18 proc. badanych pozytywnie ocenia opiekę zdrowotną w Polsce, w tym tylko 2 proc. bardzo pozytywnie. Natomiast aż 39 proc. uważa, że polska opieka zdrowotna jest zła lub bardzo zła.

Z drugiej strony Polacy dość pozytywnie oceniają własne doświadczenia w korzystaniu z usług zdrowotnych. Ostatnia wizyta lub pobyt w placówce ochrony zdrowia przebiegły w pełni satysfakcjonująco dla 37 proc. pacjentów Podstawowej Opieki Zdrowotnej (POZ), 32 proc. Ambulatoryjnej Opieki Specjalistycznej (AOS). Na drugim biegunie są szpitale, z których opieki zadowolonych było 26 proc.

– Pozytywne są przede wszystkim doświadczenia związane z kwestiami interpersonalnymi, czyli relacjami miedzy pacjentem i opiekunem a personelem medycznym. Tutaj jest wiele dobrych doświadczeń związanych m.in. z edukacją zdrowotną, przygotowaniem pacjenta do kolejnych kroków w leczeniu, komunikacją i możliwością partnerskiego dialogu. Stosunkowo dobrze oceniamy też zarządzaniem bólem – czyli to, że personel jest wyczulony na te kwestie i czy coś z tym robi. Po drugiej stronie mamy niestety te doświadczenia złe, negatywne. Są to przede wszystkim kwestie związane z komfortem placówek, z jakością wyżywienia w szpitalu, warunkami snu, ale i dużo takich, które budzą niepokój: m.in. komunikacja ryzyk związanych z procedurami medycznymi albo przyjmowaniem leków, które są dla pacjentów niezrozumiałe – mówi Piotr Kuskowski.

Autor raportu podkreśla, że na minus pacjenci zaliczają też kwestie empatii, wyczulenia na stan emocjonalny pacjenta lub opiekuna oraz efektywnego wsparcia w obszarze emocjonalnym.

– Tego niestety w polskiej służbie zdrowia bardzo brakuje i pacjenci to dostrzegają – mówi Piotr Kuskowski.

– Negatywną opinię pacjenci wiążą szczególnie ze sprawami strukturalnymi i organizacyjnymi w ochronie zdrowia. Mają duże zastrzeżenia na przykład do posiłków oraz możliwości komfortowego snu i wypoczynku w szpitalach, ale źle oceniają też takie kwestie jak procedury administracyjne. Słowem, ich złe doświadczenia są związane głównie ze strukturą i organizacją. Ale zaobserwowaliśmy, że pacjenci są gotowi ostrzej oceniać system jako całość, natomiast jeśli zapytać o ich prywatne, osobiste, partykularne doświadczenia to te oceny są trochę lepsze – dodaje prof. Dorota Cianciara, konsultantka naukowa raportu, ekspert Centrum Medycznego Kształcenia Podyplomowego.

Źródło: https://biznes.newseria.pl/news/tylko-2-proc-polakow,p320381713

Sektor bankowy zmienia sposób wykorzystywania danych klientów. To pobudzi konkurencję na rynku

Zmiany legislacyjne, w tym kluczowa, wdrożona właśnie dyrektywa PSD2, konkurencja i rosnące oczekiwania klientów motywują sektor bankowy do wdrażania cyfrowych technologii i ściślejszej współpracy z fintechami. Jak ocenia Anders Grevstad z norweskiej grupy DNB ASA, w nadchodzących latach to właśnie technologie będą motorem napędowym sektora bankowego. Całkowicie zmienią się oczekiwania klientów detalicznych i korporacyjnych wobec banków, ale pozwolą też lepiej na nie odpowiadać.

Dyrektywa PSD2 niesie za sobą znaczące zmiany. Dziś w bankowości najważniejsze są płatności i dostęp do danych. PSD2 otwiera sektor bankowości dla nowych podmiotów, ale też stwarza nowe możliwości dla banków, wprowadzając zmiany w sposobie wykorzystania danych gromadzonych przez różne instytucje. Dyrektywa umożliwi więc stworzenie nowej, wartościowej propozycji dla klientów, którzy zyskają m.in. lepszy wgląd w informacje o rachunkach oraz dostęp do bardziej zintegrowanych rozwiązań w ramach systemów ERP lub aplikacji. To oznacza nowe możliwości, ale i wyzwania – mówi agencji Newseria Biznes Anders Grevstad, Head of Division Category and Transaction Banking w norweskiej grupie DNB ASA.

PSD2 (Payment Services Directive II) to uchwalona w 2015 roku dyrektywa o usługach płatniczych. Od tego czasu była sukcesywnie dostosowana do lokalnego prawodawstwa w poszczególnych krajach członkowskich UE. W Polsce wdraża ją nowela ustawy przyjęta w połowie ubiegłego roku. PSD2 na nowo reguluje europejski rynek usług płatniczych, uwzględniając rozwój cyfrowych usług i podmiotów, które pojawiły się na nim w ostatnich latach.

Polskie banki musiały wdrożyć zapisy dyrektywy od 14 września br. Nowe prawo wymusiło na nich m.in. stosowanie silnych narzędzi uwierzytelniających (tzw. podwójne uwierzytelnianie) w przypadku logowania klientów do konta bankowego i płatności kartą. Ma to zwiększyć bezpieczeństwo korzystania z elektronicznych usług płatniczych.

Główna zmiana wynikająca z PSD2 to jednak koncepcja tzw. open banking, czyli otwartej bankowości. Zgodnie z unijnymi wymogami banki muszą od 14 września udostępniać zewnętrznym podmiotom (tzw. podmiotom trzecim, TPP) otwarte środowisko API (otwarty interfejs programowania aplikacji). W praktyce oznacza to, że fintechy, start-upy finansowe czy serwisy płatnicze zyskują dostęp do informacji zarezerwowanych do tej pory tylko dla banków, takich jak dane transakcyjne, płatności i inne informacje zgromadzone na rachunkach klientów. W oparciu o nie podmioty te będą mogły projektować całkiem nowe aplikacje i usługi finansowe.

Otwarta bankowość, którą wdraża dyrektywa PSD2, oznacza wyzwanie i rewolucję dla sektora bankowego, który w praktyce traci monopol na dostęp do danych finansowych o klientach. W praktyce banki staną się platformami, za których pośrednictwem fintechy będą mogły oferować klientom całkiem nowe, lepiej spersonalizowane produkty i usługi.

– PSD2 naprawdę wpłynie na kierunek rozwoju sektora bankowości. Pojawią się nowe podmioty, banki nawiążą współpracę z firmami z branży fintech i sektora technologicznego. Rynek będzie jeszcze bardziej ukierunkowany na spełnianie potrzeb klientów. W niektórych segmentach pojawią się bardziej wyspecjalizowane podmioty. Dane staną się siłą napędową nowych modeli biznesowych – mówi Anders Grevstad.

Jak wynika z raportu „Digital Banking Maturity 2018” firmy doradczej Deloitte, polskie banki jak na razie nie wykorzystują jeszcze możliwości, które niesie otwarta bankowość i dostęp do API. W nadchodzących latach to właśnie zadecyduje o ich konkurencyjności i utrzymaniu się w europejskiej czołówce. W przeciwnym razie grozi im utrata części rynku. Jak wynika z ubiegłorocznego badania „PSD2: Voice of the Consumer” Deloitte, tylko w Polsce około 5,2 mln klientów może zmienić bank z powodu dyrektywy PSD2 i nowych usług, które pojawią się dzięki niej na rynku finansowym. Rozwojowi tego sektora mocno sprzyja otwartość Polaków na nowe technologie w finansach.

Kilka lat temu wszystkie firmy z branży fintech starały się konkurować z dużymi bankami, a banki obawiały się tej konkurencji. Teraz obie strony muszą ze sobą współpracować, wzajemnie korzystając ze swoich atutów. Dzięki temu banki zaczęły działać sprawniej, szybciej reagować i znajdować nowe rozwiązania, korzystając z rozwiązań opartych m.in. na chmurze – mówi Anders Grevstad.

Polska już w tej chwili jest jednym z fintechowych liderów w regionie Europy Środkowo-Wschodniej. Według wyliczeń Cashless i fundacji Fintech Poland na polskim rynku działa około 170 takich spółek, z których połowa to fintechy płatnicze. Oferują innowacyjne, pionierskie usługi bazujące na nowych technologiach, czego przykładem są m.in. płatności oparte na blockchain, aplikacje mobilne do zarządzania finansami czy wykorzystanie sztucznej inteligencji w procesach kredytowych.

Współpraca z fintechami odgrywa w strategii banków coraz istotniejszą rolę. Jak wynika z danych firmy doradczej PwC, w Polsce prawie połowa (44 proc.) banków deklaruje współpracę z fintechami, a niemal co piąty (17 proc.) kupuje od nich produkty i usługi.

Nasz bank także stworzył nowe rozwiązanie wspólnie z fintechem – ostatnio wprowadziliśmy na rynek pierwsze oparte na chmurze narzędzie do tworzenia prognoz finansowych. Fintechy zawsze będą starały się znaleźć nisze, z którymi działające na rynku banki nie radzą sobie najlepiej – mówi Anders Grevstad.

Jak podkreśla, w najbliższych latach to właśnie technologie będą motorem napędowym sektora bankowości i całkowicie zmienią oczekiwania, jakie klienci mają wobec banków – zarówno ci detaliczni, jak i korporacyjni. Z drugiej strony to właśnie technologie takie jak sztuczna inteligencja, big data, uczenie maszynowe i chatboty, które wspierają obsługę klientów, pozwolą lepiej na te oczekiwania odpowiadać.

– Zajmujemy się różnymi aspektami nowych technologii. Przenieśliśmy nowe segmenty naszej działalności – związane z danymi, płatnościami i innowacjami – na najwyższy poziom zarządzania grupą. Jednocześnie inwestujemy w nowe przedsięwzięcia ze spółkami z branży fintech. Tworzymy nowe rozwiązania bankowe i zapraszamy wszystkie przedsiębiorstwa technologiczne do udziału w nich. Sami też uczestniczymy w różnego rodzaju projektach i widzimy, jak technologia może działać na korzyść rynku. Przykładem może być DigitalNorway, czyli platforma, której celem jest zwiększanie konkurencyjności w różnych sektorach za pomocą technologii – mówi Anders Grevstad.

Ekspert ocenia, że perspektywy dla polskiego sektora bankowego są optymistyczne. Z raportu „Digital Banking Maturity 2018” Deloitte wynika, że już w tej chwili polskie banki są liderami cyfryzacji na tle Europy Środkowo-Wschodniej – do tego stopnia, że niektóre z największych banków są za granicą nazywane fintechami, a część rozwiązań jest już licencjonowanych za granicą.

Mamy długoterminowe, ambitne plany związane z Polską. Obserwujemy pewną konsolidację rynku, co oznacza więcej możliwości również dla banków. Mamy w Polsce bardzo silne portfolio klientów w głównych sektorach naszej działalności. Naszym celem jest umacnianie w nich silnej pozycji – mówi Anders Grevstad.

Źródło: https://biznes.newseria.pl/news/sektor-bankowy-zmienia,p266364340

Co czwarty młody Polak żyje ponad stan. Łączne długi osób poniżej 24 roku życia przekraczają 1 mld zł

W rejestrze dłużników figuruje obecnie 150 tys. młodych Polaków pomiędzy 18 a 24 rokiem życia. Łącznie mają do spłaty już ponad miliard złotych. Średnia zaległość na osobę przekracza w tej chwili 7 tys. zł i w ciągu ostatnich trzech lat wzrosła aż o połowę – wynika ze statystyk Biura Informacji Gospodarczej InfoMonitor. Badania przeprowadzone na zlecenie BIG pokazują z kolei, że co 4. młody Polak w wieku 18–24 lata przyznaje się do życia ponad stan, tracąc miesięcznie co najmniej 10 proc. swojego budżetu na zakup zbędnych rzeczy.

– W rejestrach InfoMonitora i Biura Informacji Kredytowej jest łącznie około 2,8 mln dłużników ze zobowiązaniami sięgającymi 76 mld zł. Na tym tle młodzi wyglądają całkiem nieźle, bo jest ich tylko 150 tys., a ich skumulowany dług wynosi 1 mld zł. Takich młodych osób między 18 a 24 rokiem życia jest dziś w Polsce 3 mln, przy czym około 1,23 mln idzie właśnie na studia – mówi Sławomir Grzelczak, prezes Biura Informacji Gospodarczej BIG InfoMonitor.

Jak pokazują statystyki, młodzi dość dobrze radzą sobie z finansami. Dane BIG InfoMonitor pokazują, że w gronie 3,1 mln osób między 18 a 24 rokiem życia niespłacone zobowiązania ma zaledwie ok. 150 tys. osób. To oznacza, że kłopoty finansowe ma raptem co dwudziesty młody Polak. Ich łączne zobowiązania przekraczają już jednak 1 mld zł, który niemal równo rozkłada się na przeterminowane zobowiązanie kredytowe (535 mln zł) i pozakredytowe (526 mln zł).

– Połowa z tego miliarda to długi o charakterze kredytowym, czyli zobowiązania w bankach. Druga połowa to zobowiązania pozakredytowe, czyli różnego rodzaju rachunki za gaz, wodę czy prąd albo niezapłacone rachunki za telefon komórkowy czy telewizję kablową – mówi Sławomir Grzelczak.

Co istotne, w ciągu ostatnich trzech lat (od czerwca 2016 roku do czerwca br.) w tej grupie wiekowej przybyło najmniej niesolidnych dłużników. Ich liczba zwiększyła się w tym czasie o 7 proc., podczas gdy ogólna liczba osób opóźniających spłatę kredytów i bieżących rachunków wzrosła o 22 proc.

Z drugiej strony młodzi, którzy już wpadną w kłopoty finansowe, powiększają swoje zaległości w znacznie szybszym tempie niż starsze pokolenia. W trzy lata zaległości 18–24-latków wzrosły prawie o połowę – podczas gdy w czerwcu 2016 roku średnia zaległość na osobę w tej grupie wiekowej wynosiła 4,9 tys. zł, tak obecnie dochodzi już do 7,1 tys. zł.

– Sytuacja ulega pogorszeniu. Widzimy to przede wszystkim po średniej kwocie zaległości na osobę, która w ciągu trzech lat zwiększyła się o 3 tys. zł. Widzimy to też po liście dłużników – rekordzistów, na której najbardziej zadłużona osoba z województwa lubelskiego ma do spłaty 3,5 mln zł długu, podczas gdy jeszcze niedawno było to ok. 1,9 mln zł – mówi Sławomir Grzelczak, prezes BIG InfoMonitor.

Statystyki pokazują też, że w dziesiątce obecnych rekordzistów pojawiły się też aż cztery kobiety, podczas gdy przed rokiem była tylko jedna. Natomiast w podziale na województwa widać, że największe problemy ze spłatą swoich zobowiązań finansowych mają młodzi mieszkający w zachodniej i północnej części Polski oraz na Górnym Śląsku.

– Najwięcej dłużników jest w największych województwach, to proste przełożenie. My natomiast zwracamy uwagę również na to, ile osób w tej kategorii wiekowej 18–24 lata ma przeterminowane zobowiązania w przeliczeniu na 1 tys. mieszkańców. Pod tym względem dominują województwa Polski Zachodniej – lubuskie, zachodniopomorskie i dolnośląskie, tam jest około 70 zadłużonych osób na tysiąc mieszkańców w wieku 18–24 lat. Natomiast lepiej pod tym względem wypada wschodnia część Polski – w województwach takich jak świętokrzyskie, małopolskie czy podkarpackie te długi są najlepiej spłacane – mówi Sławomir Grzelczak.

Z badania Quality Watch przeprowadzonego na zlecenie BIG InfoMonitor wynika, że aż 25 proc. młodych Polaków w wieku 18–24 lata przyznaje się do życia ponad stan, tracąc miesięcznie co najmniej 10 proc. swojego budżetu na zakup rzeczy zbytecznych czy zbyt drogich. Najczęściej jest to sprzęt RTV i AGD (32 proc.), dalej plasuje się elektronika – prawie ¼ badanych przeznacza zbyt duże kwoty na komputery, tablety czy telefony. Dalej młodzi Polacy wskazują wakacyjne wyjazdy i samochód, a spory odsetek (17 proc.) przyznaje też, że nie oszczędza na prezentach dla swoich bliskich – przyjaciół, partnera czy rodziny. Jedynie 12 proc. osób do 24 roku życia deklaruje, że w ogóle nie traci pieniędzy na zbyt drogie zakupy.

– Młodzi wydają więcej, niż pozwalają im na to zarobki, również na różnego rodzaju kursy, na dodatkową edukację, co akurat uważam za pozytywne, bo jest to inwestycja w przyszłość. Rzeczywiście jest szansa, że tego typu wydatki zwrócą się w życiu dorosłym – mówi Sławomir Grzelczak.

Prezes BIG InfoMonitor podkreśla jednak, że życie ponad stan i nadmierne zadłużanie może skutkować wpisem do rejestru dłużników, co później znacznie utrudni np. zaciągnięcie kredytu na zakup własnego mieszkania.

– Jeżeli w naszych rejestrach banki czy firmy telekomunikacyjne widzą takiego dłużnika, to po prostu nie udzielają mu finansowania. Nie dadzą mu kolejnego telefonu czy dostępu do telewizji kablowej. Trzeba będzie płacić za różnego typu usługi gotówką i pożyczać od znajomych czy rodziny, co też nie zawsze jest możliwe, albo zdobywać jakieś droższe finansowanie, choćby od firm pożyczkowych. Dlatego lepiej mieć dobrą historię kredytową w BIK-u i w BIG InfoMonitorze, bo potem będzie łatwiej np. zaciągnąć kredyt hipoteczny na własne mieszkanie – mówi Sławomir Grzelczak.

Źródło: https://biznes.newseria.pl/news/co-czwarty-mlody-polak,p906779325

Zmiany w kredytach studenckich. Wnioski będzie można składać przez cały rok

Kredyt studencki – ze względu na niskie oprocentowanie i długi okres spłaty – pozostaje najbardziej atrakcyjną formą finansowania zewnętrznego dla studentów i doktorantów. Od tego roku na studentów czekają ułatwienia – po pierwsze, nie muszą już składać wniosków do 20 października, bo nabór prowadzony jest w trybie ciągłym, po drugie, nie muszą już przygotowywać formularzy papierowych, bo mogą wnioskować online.

– Najważniejszą zmianą w kredytach studenckich wprowadzoną w 2019 roku jest możliwość składania wniosków w systemie ciągłym zamiast w akcjach kredytowych jak było dotychczas. Od złożenia wniosku bank ma 30 dni na podpisanie umowy, ewentualnie 60 dni, jeżeli przyczyna tego przesunięcia nie leży po stronie ani banku kredytującego, ani studenta – mówi agencji informacyjnej Newseria Biznes Piotr Sawicki z Banku Gospodarstwa Krajowego.

Zgodnie z nowymi przepisami studenci i doktoranci mogą starać się o pomoc przez cały rok. Dotychczas wnioski w tej sprawie można było składać jedynie od 15 lipca do 20 października każdego roku, a umowę zawrzeć tylko do 31 grudnia. W przypadku kandydatów na studia umowa powinna zostać zawarta w ciągu 30 dni od złożenia zaświadczenia, które potwierdza status studenta lub doktoranta. Od tego roku łatwiej także jest złożyć wniosek. Dotychczas jedyną dopuszczalną formą składania dokumentów była forma papierowa. Teraz o kredyt można starać się bez wychodzenia z domu, jeśli wybrany bank udostępnił możliwość składania wniosku online

– O kredyt studencki mogą starać się studenci, którzy nie ukończyli 30. roku życia, oraz doktoranci, którzy nie ukończyli 35. roku życia. Ważne jest, żeby pamiętać, że dochód na osobę w rodzinie studenta w roku poprzedzającym nie może przekroczyć 2,5 tys. zł – przypomina Sawicki. – Kredyt studencki jest udzielony tylko raz na okres nauki, jest to 6 lat dla studentów, ewentualnie można przedłużyć taki kredyt o 4 lata na okres studiów doktoranckich.

Kredyt studencki jest wypłacany w comiesięcznych transzach w wysokości 400, 600, 800 lub 1000 zł przez 10 miesięcy w roku. Wysokość transzy można zmienić w trakcie trwania umowy.

– Kredyt studencki jest bardzo korzystny dla studenta ze względu na warunki spłaty. Przez 2 lata trwa karencja, więc spłatę kredytu rozpoczyna się w ciągu 2 lat po ukończeniu studiów. Odsetki, jakie student spłaca, wynoszą 0,5 stopy redyskonta Narodowego Banku Polskiego. Pozostałe odsetki umowne spłaca Bank Gospodarstwa Krajowego ze środków Funduszu Kredytów Studenckich – tłumaczy przedstawiciel BGK.

Koszty kredytu studenckiego są nieporównywalne do kredytów konsumpcyjnych. Oprocentowanie wynosi 1,2 stopy redyskonta Narodowego Banku Polskiego przy ok. 6–10 proc. przy standardowych kredytach gotówkowych.– Okres spłaty kredytu studenckiego wynosi dwukrotność czasu pobierania kredytu. Jeżeli student pobierał środki przez 40 miesięcy, spłaca przez 80 miesięcy w równych ratach miesięcznych. Kredyt studencki może być umorzony ze względu na bardzo dobre wyniki w nauce, ze względu na trudną sytuację życiową lub materialną – mówi Sawicki.

Bank Gospodarstwa Krajowego umarza 50 proc. kwoty kredytu tym studentom, którzy ukończą naukę w grupie do 1 proc. najlepszych absolwentów, 35 proc. w grupie 1,01–5 proc. najlepszych absolwentów i 20 proc. – w grupie od 5,01 proc. do 10 proc. najlepszych studentów.

– Aby uzyskać kredyt, student powinien udać się do jednego z banków, które mają podpisaną umowę o współpracy z Bankiem Gospodarstwa Krajowego. Obecnie jest to PKO BP, Pekao SA, Grupa SGB Bank oraz Bank Polskiej Spółdzielczości – wymienia Piotr Sawicki.

Źródło: https://biznes.newseria.pl/news/zmiany-w-kredytach,p431787995

Nowe inwestycje na Żeraniu zredukują o 60 proc. wykorzystanie węgla do produkcji ciepła i prądu dla Warszawy

0

Duże zmiany w polskim gazownictwie. Do 2029 roku Gaz-System chce zrealizować ponad 30 kluczowych inwestycji, dzięki którym długość krajowej sieci przesyłowej wzrośnie do ok. 14,8 tys. km. Operator zakończył właśnie budowę gazociągu do EC Żerań. To ważna inwestycja z punktu zapewnienia stabilnego źródła dostaw energii oraz poprawy jakości powietrza w Warszawie. Przestawienie EC Żerań z paliwa węglowego na gaz ziemny to wyjście naprzeciw oczekiwaniom mieszkańców stolicy – podkreśla Piotr Naimski, pełnomocnik rządu ds. strategicznej infrastruktury energetycznej.

– Nowy blok energetyczny na Żeraniu, który jest w tej chwili w budowie, jest bardzo ważny. Ta nowoczesna instalacja jest olbrzymim krokiem w przyszłość dla bezpieczeństwa dostaw zarówno ciepła, jak i energii elektrycznej dla Warszawy. To także kwestia czystości otoczenia – mówi agencji informacyjnej Newseria Biznes Piotr Naimski, sekretarz stanu w KPRM, pełnomocnik rządu ds. strategicznej infrastruktury energetycznej.

Zakończyła się właśnie budowa 10-kilometrowego gazociągu, który łączy tłocznię gazu Rembelszczyzna z Elektrociepłownią Żerań. Umożliwi dostawę paliwa do bloku gazowego w EC Żerań. Nowy blok o mocy 500 MW ma spalać rocznie ok. 550 mln m3 gazu. Po oddaniu bloku produkcja energii elektrycznej może się zwiększyć o ok. 55 proc.

– Dzięki temu gazociągowi Elektrociepłownia Żerań ma możliwość wykorzystania gazu ziemnego jako paliwa na swoje instalacje przy produkcji prądu i ciepła oraz zamiany węgla, który zalega na tych hałdach na paliwo, które płynie pod ziemią bezpiecznym gazociągiem – podkreśla Tomasz Stępień, prezes zarządu Gaz-System.

Koszt inwestycji po stronie Gaz-System wyniósł 75 mln zł z pierwotnie planowanych ok. 100 mln zł. Gazociąg został wybudowany na trudnym terenie, w najgłębszym miejscu biegnie 22 metry pod powierzchnią ziemi. Przedstawiciele operatora i rządu podkreślają, że to inwestycja ważna nie tylko z punktu widzenia bezpieczeństwa gazowego, lecz także ekologii. 

– Istnieje możliwość zredukowania o 60 proc. węgla jako paliwa wykorzystywanego do produkcji ciepła i prądu dla Warszawy i zamienienia na paliwo, które jest czystsze zarówno w zakresie obsługi, jak i emisji – podkreśla Tomasz Stępień.

Bloki gazowe coraz częściej będą zastępować elektrownie na węgiel. Inwestycja w Warszawie ma zredukować o połowę emisję pyłu, o 60 proc. dwutlenku węgla i o 30 proc. tlenków azotu. Do budowy bloku gazowego o mocy 500 MW w Elektrociepłowni Siekierki przygotowuje się m.in. PGNiG Termika. Zastąpi działające już od kilkudziesięciu lat bloki węglowe, które wymagają wymiany.

Jak podkreśla Piotr Naimski, budowa gazociągu to tylko część wielkich inwestycji. W ciągu kilku lat operatorzy przesyłowi Gaz-System, PSE i PERN wydadzą ok. 23 mld zł na infrastrukturę, z czego zdecydowaną większość Gaz-System.

–  Gaz-System prowadzi inwestycje w całej Polsce, to jest olbrzymi plac budowy. W ciągu najbliższych 4 lat wyda 14 mld zł zarówno na nowe inwestycje, jak i modernizujące sieć przesyłową. Gazociąg przyłączeniowy do Żerania jest jednym z elementów – mówi sekretarz stanu w KPRM.

Przygotowany przez Gaz-System Plan Rozwoju na lata 2020–2029 zakłada realizację ponad 30 kluczowych inwestycji. Długość krajowej sieci przesyłowej wzrośnie dzięki temu z obecnych 11 tys. km do ok. 14,8 tys. km. Plan obejmuje programy inwestycyjne związane z dywersyfikacją dostaw gazu ziemnego do Polski (Baltic Pipe, rozbudowa Terminalu LNG w Świnoujściu, połączenie z Litwą, Korytarz Północ-Południe).

– Jeżeli chodzi o inwestycje istotne dla Warszawy, Gaz-System będzie modernizował Pierścień Warszawski, czyli gazociąg, który zaopatruje stolicę w gaz. Ale także strategiczny gazociąg dla całej sieci ogólnopolskiej z Gustorzyna do Wronowa. To magistrala, która domknie od wschodu i południa trasę przesyłową północ-południe związaną z inwestycją Baltic Pipe. Przebudowujemy całą sieć transportową gazu w Polsce z kierunku wschód-zachód na kierunek północ-południe – podkreśla Piotr Naimski.

Źródło: https://biznes.newseria.pl/news/nowe-inwestycje-na,p1250750988

Raport PGNiG: Unijne wymogi klimatyczne i wahania cen surowców wyzwaniem dla sektora energetycznego. Odpowiedzią są innowacje

Przedsiębiorstwa z sektora gazu, paliw i energii muszą w najbliższym czasie zmierzyć się z niestabilnymi cenami surowców na światowych rynkach i koniecznością ograniczania kosztów wydobycia. To jedne z głównych wyzwań, jakie stoją przed branżą – wynika z raportu PGNiG i PwC „W kierunku energii przyszłości”. Dodatkowe wymagania stawia również unijna polityka klimatyczna, dążąca do intensywnej dekarbonizacji i ograniczenia emisji dwutlenku węgla. Te wyzwania motywują sektor do dużych inwestycji w innowacje. Modeli ich wdrażania jest wiele – od współpracy ze start-upami i jednostkami naukowymi po wykorzystanie własnego potencjału.

– Rola innowacji i ich znaczenie w rozwoju gospodarczym będą zależały od tego, jak bardzo ambitne cele redukcyjne w obszarze polityki klimatycznej czy energetycznej przyjmą politycy. Spodziewamy się wraz z zapowiedziami nowej przewodniczącej-elekt Komisji Europejskiej oraz części krajów UE, że ta polityka będzie bezprecedensowo ambitna, w związku z tym znaczenie innowacji będzie coraz większe – mówi agencji Newseria Biznes Aneta Wilmańska, dyrektor Przedstawicielstwa PGNiG w Brukseli oraz wiceprzewodnicząca EU Committee w ramach IOGP.

Jak ocenia, w związku z toczoną na globalnym poziomie dyskusją o dekarbonizacji i ograniczaniu emisji dwutlenku węgla na energetyce jest w tej chwili skupiona duża uwaga. Innowacje są dla sektora szansą na sprostanie wymogom klimatycznym, a w ich wdrażaniu przodują w tej chwili bardziej zamożne państwa Europy Zachodniej i Północnej.

 Tam już nie mówi się o przejściu z węgla na gaz ziemny, ale o gospodarce wodorowej i o tym, jak zagospodarować dwutlenek węgla – mówi Aneta Wilmańska. – W kolejnych dekadach ogromne ambicje klimatyczne dotyczące redukcji dwutlenku węgla będą mobilizowały wiele sektorów, nie tylko energetyczny, lecz także przemysł energochłonny czy rolnictwo do tego, żeby inwestować w nowe technologie, które będą zmniejszały presję naszej aktywności gospodarczej na środowisko.

Dużo mówi się o zmianach klimatycznych, transformacji energetycznej, ale chcielibyśmy od dyskusji przejść do konkretów. Przygotowaliśmy raport o roli innowacji w transformacji energetycznej sektora gazu, paliw i energii. Staraliśmy się zawrzeć w tym raporcie możliwie dużo przykładów, inspiracji, pokazać, jak inni radzą sobie z wyzwaniami transformacji energetycznej, jak mądrze używają do tego innowacji, jak wpinają nowe, nowoczesne technologie do swoich biznesów po to, żeby były one bardziej efektywne, żeby były w stanie nadążyć za liderami rynku – mówi Joanna Podgórska, dyrektor Departamentu Innowacji i Rozwoju Biznesu w PGNiG.

Wśród przykładów innowacji, jakie wymienia raport „W kierunku energii przyszłości”, są m.in. inteligentne systemy monitoringu i predykcji awarii, zastosowanie pojazdów bezzałogowych czy technologia wytwarzania wodoru z OZE w oparciu o metodę elektrolizy. Szczególnego znaczenia nabiera kompleksowa digitalizacja obszaru wydobycia i produkcji. W ostatnim czasie pojawiają się specjalne rozwiązania dla sektora typu Digital Oilfield, wykorzystywane przez największe koncerny w procesach produkcji gazu i ropy naftowej. „Cyfrowe złoże” – rozwiązanie wymyślone i stosowane przez PGNiG do zintegrowanego zarządzania złożem w celu optymalizacji działalności wydobywczej – plasuje pod tym względem polską firmę w światowej czołówce.

– Koncepcja ta łączy zarządzanie procesami biznesowymi z technologiami cyfrowymi na rzecz maksymalizacji wydajności, zmniejszenia kosztów i minimalizacji ogólnego ryzyka związanego z obszarem produkcji gazu oraz ropy naftowej. Rozwiązania typu Digital Oilfield to zastosowanie w praktyce koncepcji Przemysł 4.0. Termin ten integruje różnorodne technologie cyfrowe,  m.in. AI, IoT czy big data w celu kompleksowej automatyzacji produkcji oraz włączenia sztucznej inteligencji do procesu podejmowania decyzji – podkreślają w raporcie eksperci PwC i PGNiG.

Z raportu „W kierunku energii przyszłości” wynika, że w ciągu 5 lat globalny rynek rozwiązań typu Digital Olifield będzie wart ponad 30 mld dol., czyli o 26 proc. więcej niż obecnie.

Dla sektora poszukiwawczo-wydobywczego innowacje są stałym elementem aktywności. PGNiG ma największą w historii spółki alokację na innowacje i działalność badawczo-rozwojową. Nie wyobrażamy sobie funkcjonowania w kolejnych dekadach bez innowacji, bez usprawnienia aktywności poszukiwawczo-wydobywczej, które pozwolą m.in. obniżyć koszty dostarczania surowca lub zwiększać bezpieczeństwo naszych pracowników – podkreśla Aneta Wilmańska.

PGNiG zamierza do 2022 roku przeznaczyć na innowacje około 700 mln zł. Od ponad dwóch lat w PGNiG działa InnVento – pierwsze w Polsce centrum inkubacyjne dla start-upów pracujących nad rozwiązaniami dla sektora naftowego i energetycznego. Spółka jest też zaangażowana m.in. w rządowy program Poland Prize prowadzony we współpracy z Fundacją Startup Hub Poland. W ramach akceleracji do końca tego roku prawie 30 zagranicznych start-upów rozpocznie swoją działalność w Polsce, by pracować nad innowacjami w energetyce.

To nie są pierwsze tego typu doświadczenie PGNiG – wcześniej we współpracy z MIT EF Poland prowadziło ścieżkę akceleracyjną w kilku rundach innego rządowego programu pod nazwą Scale UP.

 Większość projektów realizujemy w tej chwili z jednostkami naukowymi, ale także z innymi, dojrzalszymi firmami innowacyjnymi, ponieważ stojące przed nami wyzwania są po prostu bardziej złożone. Mamy również grupę takich przedsięwzięć, które realizujemy ze start-upami. One nas inspirują do zmian, zmieniają nasz sposób myślenia – mówi Joanna Podgórska.

Jak podkreśla dyrektor Departamentu Innowacji i Rozwoju Biznesu w PGNiG, nie ma uniwersalnego przepisu na sukces i przedsiębiorstwa z branży gazu, paliw i energii, które wprowadzają do swojej działalności nowe technologie, każdorazowo muszą analizować swoją sytuację i wyzwania, z jakimi się mierzą, żeby znaleźć adekwatne rozwiązania.

 Jeśli problem jest w miarę łatwy, mamy na niego środki, warto zapytać start-upy, czy mają rozwiązanie. Jest bardzo dużo różnych modeli współpracy z nimi – to mogą być tzw. hackathony, challenge, konkursy, prezentacje typu pitch days. Jeśli mamy problem złożony, bardziej technologiczny, warto poprosić o pomoc w jego rozwiązaniu jednostki naukowe. Tam jest wielu mądrych ludzi, z szeroką wiedzą i oni potrafią pomóc. Dlatego zachęcam do tego, żeby dobierać źródła innowacji do danego problemu i sytuacji, w jakiej się znajdujemy. Najlepiej po prostu to wszystko miksować – mówi Joanna Podgórska.

Pełna treść raportu o innowacjach w sektorze gazu, paliw i energii na stronie: http://pgnig.pl/raport-innowacje-2019

Źródło: https://biznes.newseria.pl/news/raport-pgnig-unijne,p845671913

Prawie połowa Polaków wyrzuca jedzenie. Od jednej rodziny do kosza trafia średnio równowartość 2,5 tys. zł rocznie

49 proc. Polaków deklaruje, że zdarza im się wyrzucać jedzenie – wynika z badania przeprowadzonego dla Grupy KRUK. Przeciętna czteroosobowa rodzina wrzuca do śmieci równowartość 2,5 tys. zł rocznie. Gdyby taką kwotę miały do dyspozycji osoby zadłużone, wiele z nich mogłoby spłacić średni dług w ciągu około dwóch lat. Kupowanie rodzimych produktów u lokalnych dostawców, życie w zgodzie z zasadą zero waste czy robienie zakupów z listą może nie tylko przynieść oszczędności w domowym budżecie, ale i przyczynić się do poprawy stanu środowiska.

– Na koniec I półrocza br. mieliśmy w Polsce ponad 4 mln osób zmagających się z zadłużeniem. Głównym powodem długów są m.in. niespłacone kredyty i pożyczki. Jest to poniekąd związane z obecnym trendem, czyli konsumpcjonizmem. Wszyscy chcemy mieć jak najlepsze, jak najnowsze rzeczy. To z kolei przekłada się na ekologię, bo takie kupowanie bez zastanowienia nie wpływa pozytywnie na środowisko. Zatem okazuje się, że ekonomia ma tu wiele wspólnego z ekologią – mówi agencji informacyjnej Newseria Biznes Agnieszka Salach z Grupy Kruk.

Jak podaje Federacja Polskich Banków Żywności, w ciągu roku czteroosobowa polska rodzina wyrzuca do śmieci jedzenie o średniej wartości aż 2,5 tys. zł. Gdyby taką kwotę miały do dyspozycji osoby zadłużone, w ciągu około dwóch lat wiele z nich mogłoby spłacić swoje długi. Ten, jak wynika z danych Grupy KRUK, na koniec pierwszego półrocza br. wyniósł średnio niespełna 5,8 tys. zł na osobę.

W badaniu „Konsumpcjonizm i świadomość ekologiczna Polaków” przeprowadzonym dla Grupy KRUK 49 proc. Polaków deklaruje, że zdarza im się wyrzucać jedzenie do śmietnika. Powody marnowania jedzenia są bardzo różne – najczęstszym z nich jest roztargnienie, które powoduje, że nie sprawdzamy daty przydatności produktów do spożycia. Wskazuje tak 42 proc. polskich konsumentów.

– Zawsze kupujemy więcej, niż potrzebujemy. W weekendy, przed świętami te koszyki zakupowe robią się coraz większe. Cała gospodarka sprzyja konsumpcji, więc dopóki nie zaczniemy kupować racjonalnie tego, czego faktycznie potrzebujemy, może być problem. Kupujemy oczami. W portfelu wszystko się zgadza, tylko koniec końców nie jesteśmy w stanie tego przejeść albo są to rzeczy nie do końca nam potrzebne. Kończy się tym, że pieniądze pośrednio, w postaci zmarnowanych produktów, wędrują do śmietnika – mówi Tomasz Jaroszek, dziennikarz i bloger finansowy, Doradca.tv.

 Pójście z listą zakupów do sklepu sprawia, że kupimy przynajmniej o 1/3 mniej. Zaoszczędzimy nie tylko pieniądze, lecz także czas, bo zrobimy zakupy szybciej i kupimy tylko to, co mamy zapisane na kartce. Ta lista zakupów jest banałem, ale ułatwia nam ona ekonomiczne i ekologiczne życie. Poza tym wykorzystujmy resztki. Jeśli zostanie nam w lodówce jedna marchewka, cebula, kawałek cukinii, to już jest potencjał, żeby stworzyć z tego pełnowartościowy obiad. Wymieszamy to z kaszą i mamy świetną kolację na ciepło – dodaje Sylwia Majcher, dziennikarka, autorka książki „Gotuję, nie marnuję”.

Takie zachowania są również bardziej ekologiczne.

– Bardzo wiele osób uważa, że życie w zgodzie z trendem ekologicznym jest drogie. Opierają tę tezę na tym, że produkty z oznaczeniem bio lub eko na ogół są droższe od tych zwykłych towarów. Stąd 81 proc. Polaków uważa, że ekologiczne życie jest dużo droższe. Tymczasem my chcemy pokazać, że jest odwrotnie. Życie w duchu zero waste powoduje, że kupujemy mniej, świadomie wybieramy produkty – mówi Agnieszka Salach.

Jak wynika z badania SW Research przeprowadzonego dla Grupy KRUK, 63 proc. Polaków decyduje się na zakup produktów ekologicznych ze względu na to, że są zdrowsze. Natomiast 41 proc. decyduje się na nie, ponieważ są bardziej przyjazne dla środowiska. Wciąż jednak zdecydowana większość Polaków, bo aż 81 proc., uważa, że ekologiczne zakupy są droższe.

 Etykiety „eko” i „bio” mogą być mylące. Polacy często nie rozróżniają, nie wiedzą, co się pod tymi nazwami kryje. Coś, co jest bio, nie zawsze musi być zdrową żywnością. To oznaczenie nie sygnalizuje, że taki produkt nie zawiera cukru czy konserwantów. A warto też mieć na uwadze, że często jest zapakowany w niepotrzebny plastik, który nie jest eko – mówi Sylwia Majcher, dziennikarka, autorka książki „Gotuję, nie marnuję”.

Ekologia może też pomóc w oszczędzaniu i lepszym gospodarowaniu domowym budżetem. Eksperci wskazują, że wystarczy na przykład zamienić egzotyczne produkty na rodzime i zacząć kupować u lokalnych dostawców albo zwracać uwagę na to, co i w jakich ilościach kupujemy. Tylko na zakup wody butelkowanej Polacy wydają łącznie 3 mld zł (ok. 980 zł na osobę rocznie), podczas gdy zdatna do picia kranówka jest niemal całkiem darmowa.

 Przede wszystkim trzeba czytać etykiety i robić listy zakupów. Zastanawiać się, co chcemy ugotować. Wykorzystywać te produkty, które mamy pod ręką, czyli gotować sezonowo. Mamy październik, więc trzeba wykorzystywać warzywa korzeniowe, które o tej porze roku są najlepsze. Nie należy kupować pomidorów w grudniu, bo to nie jest sezon pomidorowy. Wtedy właśnie świetne są kiszone warzywa, które są też tańsze. Dzięki takiemu racjonalnemu i rozsądnemu kupowaniu możemy sporo zaoszczędzić – mówi Sylwia Majcher. 

Źródło: https://biznes.newseria.pl/news/prawie-polowa-polakow,p620870112

Święta Bożego Narodzenia w górach na Jurze

0

Święta Bożego Narodzenia w górach na Jurze – czy obchodzili już Państwo święta Bożego Narodzenia w górach poza swoim rodzinnym domen?

Jeśli tak, to z pewnością rozważą Państwo powrót, ponieważ te podniosłe dni są jeszcze bardziej uroczyste, gdy rodzina zbiera się przy stole, na którym są wszystkie wymagane tradycją potrawy, a wypatrywanie pierwszej gwiazdki prze dzieci nie może równać się z niczym innym.

Jeżeli jeszcze tego Państwo nie doświadczyli, zapraszamy do skorzystania z naszej oferty. Przygotowaliśmy ją dla wszystkich, którzy Boże Narodzenie pragną przeżyć w wyjątkowej atmosferze.

Święta w górach

Nasz Hotel z tej okazji przygotował specjalny pakiet 4 dniowy, aby na spokojnie przygotować się do Świat, a przy okazji odpocząć w naszym centrum SPA & Welness

Poniżej przedstawiamy krótki opis atrakcji dla naszych Gości. Więcej informacji znajdziecie Państwo na naszej stronie firmowej. Zapraszamy:

https://www.hotel-kmicic.pl/oferta/pakiety-pobytowe/29-boze-narodzenie-w-spa

Boże Narodzenie na Jurze w Hotelu Kmicic – Oferta

  • 3 noclegi oraz 3 Bożonarodzeniowe śniadania bufetowe z paletą domowych ciast
  • Uroczysta Kolacja Postna połączona z degustacją Złotopotockiego Pstrąga
  • Świąteczna Kolacja Wigilijna składająca się z 12 potraw oraz wspólne kolędowanie
  • Biesiada Staropolska z Wiejskim Stołem
  • Animacja dla całych Rodzin;
  • Wycieczki po Jurze i Złotym Potoku z licencjonowanym przewodnikiem
  • Pokaz Wizażu i Makijażu Światowej Klasy Kosmetyków Firmy Mary Kay
  • Codzienne korzystanie ze strefy SPA & Wellness –
    • basen
    • brodzik
    • jacuzzi
    • bicze szkockie,
    • kubeł zimnej wody
    • prysznic wrażeń
    • strefa saun
    • seans w grocie solne
    • Strefa Gier:
    • bilard
    • piłkarzyki
    • ping- pong
  • pokój zabaw dla maluchów
  • Bezpłatny parking
  • Internet bezprzewodowy
  • Rodzinne atrakcje świąteczny

Święta Bożego Narodzenia w górach na Jurze


ATRAKCJE W PAKIECIE

  • Wizyta Świętego Mikołaja oraz wręczanie prezentów – uwaga przyjmujemy prezenty tylko dla dzieci!
  • Rodzinne wycieczki po Jurze a, dla najmłodszych Jurajska Ciuchcia po Złotym Potoku
  • Strefa Gier: bilard, piłkarzyki, ping- pong, pokój zabaw dla maluchów.

    Zapraszamy do nas, zespół Hotelu Kmicic

Stay connected

0FaniLubię
67,110ObserwującyObserwuj
14,700SubskrybującySubskrybuj